Najbardziej szalona rzecz na drodze realizacji marzenia

swobodne rozmowy na każdy temat

Re: Najbardziej szalona rzecz na drodze realizacji marzenia

Postprzez Blue Daisy » 7 maja 2020, o 15:28

Parę lat temu postanowiłam (kolejny raz) zmienić życie i zacząć nowy rozdział. Chociaż „postanowiłam” to za mocne słowo, bo spora część tej akcji działa się na spontanie i jakby trochę poza mną. W każdym razie jakoś wczesną wiosną spędziłam tydzień w kraju, który od kilkunastu lat darzę miłością absolutną. Uczestniczyłam w cyklu spotkań, warsztatów itp. w związku z jedną z branż, w której działałam. I tak mnie jakoś akurat ten wyjazd rozkołysał, rozrzewnił, obudził uśpione tęsknoty, że gdzieś dwa miesiące później poczułam, że muszę, po prostu absolutnie, nieodwołalnie, bezapelacyjnie muszę tam wyemigrować na stałe. Tak po prostu :wstydnis Zdusiłam w zarodku cichy głosik, który apelował o rozsądek, przypominał ile mam lat (czyli że niby za stara już jestem na takie akcje – no tutaj nie miał szans się przebić, bo to po prostu bezczelne było ;) ), ale też, że nie jest to mój pierwszy pomysł emigracyjny i że tamte, odległe doświadczenia w innym państwie uświadomiły mi, że mieszkanie w Polsce wcale nie jest takie złe;), mimo że znałam wtedy tamtejszy język na naprawdę wysokim poziomie, czego absolutnie nie można było powiedzieć o języku kraju, do którego tak gorączkowo pragnęłam się dostać tym razem, że przecież w kraju, który miał stać się moim rajem obiecanym i tak w sumie często bywałam, więc może najpierw spróbuję się rozeznać w sytuacji z bezpiecznej pozycji, zbuduję jakiekolwiek podstawy do przeprowadzki itd., itp. Racjonalnie większość z tych argumentów doskonale rozumiałam, ale buzowały już we mnie tak silne emocje i taka nadzieja, że wreszcie odnajdę spokój wewnętrzny, może zbuduję stabilność finansową, znajdę sens własnego istnienia, będę zaczynać dzień oddychając słonym morskim powietrzem i odetnę się od wspomnień o ex;), że lawina ruszyła i nic nie mogło jej powstrzymać. Pojawiły się niezwykłe sploty okoliczności, pozornie pomocna dłoń i wsparcie, dość powiedzieć, że nie minęło dużo czasu, a już zdawałam wynajęte mieszkanie, do którego wprowadziłam się i urządzałam z dużym zaangażowaniem zaledwie rok wcześniej (to tak, na marginesie też był nowy etap w życiu;)), żegnałam się z cudownymi ludźmi w pracy, część mojego dobytku została sprzedana, część rozdana, część oddana na przechowanie do rodziców, najbardziej potrzebne rzeczy wysłane kurierem pod nowy adres, a ja siedziałam na lotnisku, czekając na samolot. A ten miał mnie zabrać… Nieee, wcale nie do mojego wymarzonego kraju :bigsmile :bigsmile Do jeszcze innego, gdzie dostałam szansę się zatrzymać, pobyć w przyjacielskim gronie, docelowo znaleźć pracę (potencjalnie dobrze płatną, bo to był kraj zdecydowanie wyżej stojący gospodarczo niż ten, który był moim finalnym celem), zarobić sensowne pieniądze, w czasie wolnym poduczyć się języka kraju moich marzeń (już sam ten pomysł był nieco hardcorowy;)) i najdalej za rok przeprowadzić się finalnie tam, gdzie chciałam, z pomocą osób, które zaoferowały mi pomoc w tym innym tymczasowym kraju;)))) Teraz jak nawet czytam, co napisałam, to wydaje mi się to tak nieprawdopodobnie bez sensu, że gdybym tego sama nie doświadczyła, to nie uwierzyłabym, że zdarzyło się naprawdę;) Jaki był finał tej historii? Po przylocie na miejsce rzeczywistość okazała się tak totalnie groteskowa i zdumiewająca, że niebawem dotarło do mnie, że muszę stamtąd uciekać. Dosłownie. Poczułam, jakbym straciła całą moc. I to było w tym najdziwniejsze, bo zazwyczaj stawiam trudnym wyzwaniom czoła, potrafię dostrzegać w nich sens i długofalowe korzyści. Nie poddaję się. Tam stało się inaczej. Dość powiedzieć, że wróciłam do kraju po niecałych dwóch miesiącach. Tyle, że tutaj nie miałam już pracy, mieszkania, ani samochodu… Nie chcę się zanadto rozpisywać, ale kilka przeprowadzek potem (już tylko krajowych za to niektórych też trochę szalonych ;) jestem tu, gdzie jestem, bogatsza o kolejne przemyślenia A przywiodły mnie one, po raz enty, do wniosku, że niezależnie co zrobimy, to dopóki nie rozbroimy wewnętrznego „autopilota”, będzie on miał nad nami władzę. Czyli jeśli mamy nieprzerobione i nie służące nam już przekonania (czy szerzej mówiąc, skrypty), to będą one się one przejawiać w najbardziej zaskakujących momentach życia. Zmieni się scenografia, aktorzy, czas i miejsce akcji, ale scenariusz wydarzeń i finał będzie zaskakująco podobny… Nie twierdzę, że jest to prawda objawiona czy absolutna. Tak to widzę u siebie. I nie znaczy to wcale, że uważam, że nie warto podejmować „szalonych działań”, choć pewnie dla każdego będą one znaczyły co innego. Warto sobie za to zadać pytanie, co jest prawdziwym powodem dlaczego taka potrzeba się pojawia i o czym nas informuje. Podobny temat pojawił się chyba zresztą w wątku z wyjazdem w Bieszczady w tle;) No chyba, że komuś jest już bardzo po drodze z samym sobą i wtedy jego kompas i tak go bezpiecznie prowadzi i nie musi już na wstępie nawet "szalonych" działań niczego za bardzo rozkminiać :idea: :thinking
Avatar użytkownika
Blue Daisy
 
Posty: 21
Dołączył(a): 5 maja 2020, o 22:43
Podziękował : 20 razy
Otrzymał podziękowań: 5 razy

Re: Najbardziej szalona rzecz na drodze realizacji marzenia

Postprzez niweleta » 7 maja 2020, o 16:22

Pisałam o tym chyba już w wątku o przyciągnięciu pracy, ale dla mnie to wtedy był szalony krok.
Kilka lat temu skończyłam studia na danym kierunku i poszłam do pracy właśnie w tym zawodzie. Kilka lat w nim przepracowałam osiągając naprawdę sporo. Osiągałam w tej dziedzinie same sukcesy, dobrze zarabiałam, chodziłam na szkolenia, kursy. Masę czasu i pieniędzy wpakowałam w to, żeby osiągnąć sukces. I sukces był. Żarło i to bardzo. Moja kariera zapowiadała się naprawdę super. Miałam w planie założyć swój biznes i zarabiać jeszcze więcej. Nawet myślałam o doktoracie. :shock:
I tak z każdym dniem im byłam dalej tym bardziej czułam, że coś jest nie tak. Coś we mnie nie grało i czułam się źle z tym. Aż pewnego dnia w pracy mnie natchnęło. Miałam w dzieciństwie taką jedną pasję. Jako dziecko poświęcałam temu całe dnie. Byłam przez to strasznym introwertykiem i jakoś nie miałam za wiele koleżanek, a było to dla mnie ważne. I czułam się źle, że przez tą pasję jestem "inna" od dzieci, którymi się otaczałam, więc z dnia na dzień wyrzuciłam wszystkie rzeczy, które dotyczyły tej pasji. I stałam się "normalnym" dzieckiem. I tak sobie żyłam bez tej cząstki siebie, aż do czasu jak już czułam się wewnętrznie bardzo źle i nie na miejscu. I do czasu aż przypomniałam sobie co było moją wielką pasją, a to pogrzebałam.
Wtedy postanowiłam z dnia na dzień rzucić całą moją karierę zawodową i nauczyć się nowego zawodu, który jest ściśle związany z moją pasją z dzieciństwa. Uczyłam się sama od zera, udało mi się znaleźć pracę, w której ktoś dał mi szansę sprawdzić się w tym zawodzie - mimo, że wiedział, że tego totalnie nie umiem, ale chcę spróbować zmienić zawód. Na rozmowę na tą pracę zostałam zaproszona tylko z ciekawości. Bo szef był ciekawy co osoba z aż takim CV w moim poprzednim zawodzie robi wysyłając zgłoszenie na takie stanowisko, które w ogóle jest zupełnie nie związane z tym co robiłam. Uczyłam się dużo. Bywało ciężko. Bywało, że w siebie wątpiłam, że chyba zwariowałam. Oczywiście na początku tez mniej zarabiałam, co było odczuwalne, bo w poprzednim zawodzie miałam już wypracowaną pozycję. Dzisiaj jestem już w nowym miejscu. Mam nowy zawód, na który sama sobie zapracowałam. I już wiem, że to był strzał w dziesiątkę. Kocham mój zawód. Zarabiam na swojej pasji, którą od nowa zaczęłam rozwijać. Lubię to tak, że z każdym dniem jestem w tym coraz lepsza, bo nauka jest dla mnie przyjemnością. Obecnie dobrze zarabiam na tym co lubię robić, a w niedalekiej przyszłości myślę, że założę swoją własną firmę.
Gdybym wtedy z nie rzuciła tamtego poprzedniego życia zawodowego w cholerę, to nigdy nie byłabym tu gdzie dziś jestem.

Za ten post autor niweleta otrzymał podziękowania - 3
Anka12, Dream Walker, Świetlista
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 135
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 28 razy
Otrzymał podziękowań: 130 razy

Re: Najbardziej szalona rzecz na drodze realizacji marzenia

Postprzez nina19888 » 7 maja 2020, o 17:15

Lata temu jak szukałam pomysłu na siebie utworzyłam serwis internetowy o temacie, o którym nie miałam zielonego pojęcia, ale wydawał mi się kopalnią złota :haha: Dosłownie dwa dni po odpaleniu serwisu zaprosiła mnie śniadaniówka jako eksperta w tej dziedzinie (nie mam pojęcia jak oni mnie znaleźli, w sensie tą stronę tak szybko). Wiedzę miałam malutką, ale pojechałam! Chyba nikt się nie pokapował, a ja nagranie na kompie mam do tej pory, lubię do niego wracać. <3

Za ten post autor nina19888 otrzymał podziękowania - 2
Anka12, Dream Walker
Avatar użytkownika
nina19888
 
Posty: 129
Dołączył(a): 1 kwi 2020, o 10:54
Podziękował : 36 razy
Otrzymał podziękowań: 72 razy

Re: Najbardziej szalona rzecz na drodze realizacji marzenia

Postprzez Dream Walker » 7 maja 2020, o 18:16

To naprawde niezle, bo przez 2 dni to nawet ten serwis nie zdazyl sie wypozycjonowac :)
Piszcie prosze dalej, to motywujace. I pokazuje, jak PP lubi „przypadki” i dzialanie bez spiny...
Avatar użytkownika
Dream Walker
 
Posty: 191
Dołączył(a): 10 sty 2020, o 23:54
Podziękował : 151 razy
Otrzymał podziękowań: 38 razy

Poprzednia strona

Powrót do Swobodne dyskusje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości