Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

przyciąganie zdrowia, rozwój cielesny, odżywianie

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez niweleta » 27 paź 2018, o 08:58

Pamiętajcie, że cały czas o tej niepełnosprawności piszecie ze SWOJEJ perspektywy. Dla Was niepełnosprawność jest straszna, jest to cierpienie, dramat i jak dusza niby mogła taką drogę wybrać, jak przychodzimy na świat, aby być szczęśliwi?! no wtf?!

Moje doświadczenie z pracy z niepełnosprawnymi (w większości z niepełnosprawnością intelektualną, co w mojej perspektywie jest gorsze niż niepełnosprawność fizyczna, z którą można próbować radzić sobie rehabilitacją): otóż znając masę takich ludzi - ci ludzie są przeważnie szczęśliwi! Mają inne spojrzenie na świat. Jak mogą cieszyć się z tego, że są niepełnosprawni? otóż oni nie zastanawiają się nad tym, że są ludzie inni od nich, oni wszystkich widzą jako zwykłych ludzi. Nie będą mówić, że Ty jesteś zdrowy, a ja chory (chyba, że dolega im coś fizycznie) Dla nich jesteśmy tacy sami!

Ci ludzie w zależności od stopnia niepełnosprawności mają marzenia, plany opowiadają o nich, żywo, wesoło. I ci ludzie naprawdę nie robią z życia dramatu! My przejmujemy się wszystkim - dom, praca, kasa, związki itd, ciśniemy czasem, zamartwiamy się, analizujemy, wałkujemy. Oni żyją TU i TERAZ. Dla nich radością jest dobra kanapka na śniadanie, fajny film w tv, wizyta w muzeum itd. Oni radości/smutki/złości itd przeżywają od razu, spontanicznie a nie tak jak my np. rozstanie z przeszłości wałkujemy milion razy! Oni nie tłumią aż tyle emocji w sobie, ile my to robimy.
Opowiem wam śmieszną historię: dziewczynka z zespołem Downa przyszła do mnie z mega wielkim problemem, że ma jedną kanapkę dziś, a dwie przerwy i olaboga co zrobić? Ja mówię, że najwyżej na jednej przerwie nic nie zje. Ona, że nie, że dramat!!! (dla mnie absurdalny problem, dla niej koniec świata). Wzięła więc z ośrodkowej kuchni nóż, przekroiła kanapkę na pół i uradowana mówi: Teraz mam dwie, na obie przerwy! (dla mnie rozwiązanie bez sensu, nadal zje tyle samo, dla niej: mega, super, koniec problemu, dała radę). Wszystko zależy od perspektywy.

Oni naprawdę sami siebie nie postrzegają, tak jak widzimy ich my, że to straszne, że jak dusza mogłaby wybrać taki los. Ludzie z niepełnosprawnością i intelektualną i fizyczną to przeważnie bardzo pogodni ludzie. Z ludźmi na wózkach też pracowałam. I często weselej czas spędzałam z nimi niż z moimi znajomymi. Na pewno są to odważne dusze, ale czy nieszczęśliwe? Czasami pracując z nimi miałam wrażenia, że taka dusza może chce nauczyć się tego życia w TU i TERAZ i cieszyć z pierdół, będąc w takim ciele, bo uwierzcie, że ci ludzie robią to lepiej od nas. My to ćwiczymy, a im to przychodzi naturalnie. My zakładamy zeszyty z pozytywnymi aspektami, a oni po prostu spontanicznie się cieszą. Jednak tego jakie wyzwanie ta dusza wybrała się nie dowiemy.

Niepełnosprawność bardziej przeszkadza nam/rodzinom tych osób/społeczeństwu niż tym ludziom. Każdy patrzy na to ze swojej perspektywy. Ja ich nie postrzegam jako osoby nieszczęśliwe i takie, którym się nie udaje. Ich marzenia np. zjeść ciastko po obiedzie szybciej się spełnia niż np. nasze chce mieć milion. Nie ze względu na rozmiar marzenia, ale ze względu na opór jaki my robimy w tym zakresie, bo my ciśniemy o rzeczy wielkie, a małe często przegapiamy. Nie postrzegam ich jako nieszczęśliwców, ale zarazem cieszę się że moja dusza na to życie taka odważna nie była i mogę korzystać i ze sprawności fizycznej i intelektualnej. Doceńcie to jeśli też tak macie!

A jeśli chodzi o to, że dusza wybrała rodzinę i tam się urodziła i unieszczęśliwiła rodziców? A co jeśli te dusze rodziców też wybrały takie wyzwania, które to dziecko chore pozwoli im spełnić? To co "złe" też do nas przychodzi w jakimś celu, chociaż czasem ciężko to dostrzec. Myślę, że mając dziecko niepełnosprawne na pewno jest to bardzo trudne. I myślę, że te dusze rodziców też muszą być bardzo odważne.

Za ten post autor niweleta otrzymał podziękowania - 4
Born1975, PrettyOne, Renata, Scarlett
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 55
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez Scarlett » 27 paź 2018, o 09:10

niweleta, wymiatasz ostatnio na forum :sun
Dziękuję, że tu jesteś :)
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2915
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 466 razy
Otrzymał podziękowań: 1705 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez niweleta » 27 paź 2018, o 09:11

vint napisał(a):
Ale coś mi się tu jednak kłóci w tym rozumowaniu. Czyli podejmujemy decyzję w zaświatach, że będziemy prześladowani, wyśmiewani i w końcu sami sobie odbierzemy życie. Jednocześnie przychodząc na świat nic nie wiemy o swojej decyzji, prawda?
No a co jeśli dana osoba (uwaga, będzie lekko ironicznie!) obejrzy Sekret, odkryje prawo przyciągania i za jego pomocą wykreuje sobie szczęśliwe życie bez prześladowań, wyśmiewania i ewentualnego samobójstwa? Wtedy cały plan weźmie w łeb i trzeba się znowu inkarnować?! ;)


A co jeśli ta dusza podjęła decyzję, że będzie prześladowana a dzięki temu zmotywuje ją to do obejrzenia sekretu i poznania pp i nauczy się tego kreowania i będzie szczęśliwa i nie prześladowana? :)
Przychodzimy na świat aby być szczęśliwi, a jakimi drogami i wyzwaniami do tego dochodzi to już jest inna kwestia

Za ten post autor niweleta otrzymał podziękowanie od
Scarlett
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 55
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez niweleta » 27 paź 2018, o 09:12

Scarlett napisał(a):niweleta, wymiatasz ostatnio na forum :sun
Dziękuję, że tu jesteś :)


o matko! aż mi rumieńce wyskoczyły :wstydnis
dzięki :kwiatek
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 55
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez vint » 27 paź 2018, o 11:38

Scarlett zacytowała: "Nieznajomość praw nie sprawia, że nas nie obowiązują. Nie znając ich jesteśmy duchowymi ignorantami, a współpracując z nimi możemy łatwiej realizować plan duszy".

To ja odpowiem tak: ile osób na świecie jest tymi ignorantami? Powiedziałabym że ta liczba idzie w miliony, jak nie w miliardy. Skąd mamy dokładnie wiedzieć jaki jest plan duszy? Jeśli planem duszy było być prześladowanym, cierpieć i popełnić samobójstwo to chyba jest to sprzeczne z tym: "Każdy z nas przyszedł na świat by być szczęśliwy."

No chyba, że ja mam spaczony obraz szczęścia... ;)

Niweleta - owszem, jeśli taki był plan, to ok. Ale w mojej wypowiedzi plan był taki, aby cierpieć, być prześladowanym i w końcu popełnić samobójstwo. Taki był plan duszy przed inkarnacją. A potem w prawdziwym życiu plan się "nie udaje". Nie było cierpienia i prześladowania w takich ilosciach aby doprowadzić do samobójstwa. Skąd człowiek ma wiedzieć co sobie zaplanował w zaświatach?

Wczoraj do głowy przyszła mi jeszcze jedna rzecz. Co z dziećmi, które rodzą się z chorobą nieuleczalną powodującą olbrzymi ból? W przeciwieństwie do przykładów, które podałam wczoraj (np. wrodzona ślepota czy głuchota), permanentny ból odczuwany przez 2-3 letnie dziecko to dosyć przewrotna droga do szczęścia, czyż nie? Szczególnie wtedy kiedy choroba nie da się wyleczyć i takie dziecko umiera w wieku 2,3 moze 4 lat. I tak jak brak możliwości słyszenia, widzenia nie przeszkadza dziecku, które przecież nie wie jak to jest widzieć czy słyszeć, to jednak permanentny i silny ból już raczej przeszkadza. Nie wyobrażam sobie nawet jak to jest, ale przypuszczam, że nie ma wtedy miejsca na nic innego. Ewentualnie momenty ulgi pomiędzy jedną a drugą końską dawką otumaniających środków przeciwbólowych.
vint
 
Posty: 36
Dołączył(a): 2 paź 2017, o 09:53
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez niweleta » 27 paź 2018, o 12:24

vint napisał(a):Scarlett zacytowała: "Nieznajomość praw nie sprawia, że nas nie obowiązują. Nie znając ich jesteśmy duchowymi ignorantami, a współpracując z nimi możemy łatwiej realizować plan duszy".

To ja odpowiem tak: ile osób na świecie jest tymi ignorantami? Powiedziałabym że ta liczba idzie w miliony, jak nie w miliardy. Skąd mamy dokładnie wiedzieć jaki jest plan duszy? Jeśli planem duszy było być prześladowanym, cierpieć i popełnić samobójstwo to chyba jest to sprzeczne z tym: "Każdy z nas przyszedł na świat by być szczęśliwy."

No chyba, że ja mam spaczony obraz szczęścia... ;)


Ja to widzę inaczej. Każdy z nas przyszedł aby być szczęśliwy. Dusza wybiera wyzwania, aby dojść do szczęścia, do połączenia ze Źródłem.
Są ludzie którzy zielonego pojęcia nie mają o istnieniu pp, a zajebiście je wykorzystują nieświadomie. Sami znacie takich ludzi. Życie sra im dobrociami, a oni nic nie robią w tym kierunku, ciszą się i tyle. Świadomie nic nie wykreowali, pp może nigdy nie poznają a będą mieć wszystko, bo nieświadomie je używają dobrze i ogólnie mają dobre połączenie ze Źródłem.

Jest grupa która pp nie zna, są nieszczęśliwi, kombinują a nie wychodzi, wieczne problemy dylematy. A jak są szczęśliwi to na chwilę, i coś im nie styka tak ogólnie w życiu. Ci ludzie właśnie dostają wyzwania, problemy, trudności itd. po to, aby zyskali większą świadomość i byli radośni i byli szczęśliwi. Ale nie każdy za tym idzie. Niektórzy toną w morzu problemów i nigdy nie nauczą się płynąć z prądem, chociaż okazji do nauki mają dużo. Nie widzą ich, przegapiają, bo gdyby nauczyli się podążać za inspiracją i intuicją to może dotarliby do grupy trzeciej. Czyli tych, którzy pod wpływem wyzwań dochodzą do momentu: ok, jestem taki sam jak ci którym wychodzi, mogę mieć wszystko. Co robię źle?
I wtedy zaczyna się droga nabywania świadomości, gdzie w efekcie tak się tym interesujesz, że pp staje się dla Ciebie łatwe, zrozumiałe i wykorzystujesz je świadomie. Nie należysz do tej grupy nieświadomych szczęśliwców, którzy po prostu z tego korzystają, nie mając pojęcia z czego. Ani nie należysz do grupy tych nieświadomych nieszczęśliwych co wiecznie sprowadzają na siebie takie sytuacje, aby się w końcu "uleczyć". Tylko świadomie znając zasady gry, kreujesz rzeczywistość - lepiej lub gorzej, ale świadomie! A jak dostajesz problem/trudność to wyciągasz z niej lekcję, bo wiesz że to wszystko pracuje dla Twojego dobra i prowadzi Cię w dobrym kierunku, a nie biadolisz, że świat się na mnie uwziął i nie toniesz znowu. Myślę, że osoba świadoma szybciej/płynniej realizuje plan duszy niż nieświadoma, bo dostrzega więcej możliwości i odczytuje więcej z trudności niż straciłam pracę/facet mnie rzucił itd.
Bardzo polecam książkę "Świadome otrzymywanie". Książek jest wiele, ale każdy chyba ma inną, dzięki której pyknie o co chodzi z tym "każdy przychodzi na świat aby być szczęśliwy". PP działa dla każdego. Różnica tylko w tym czy świadomie je wykorzystujemy, czy dajemy mu "wolną rękę" przez nieświadomość, o co w tym chodzi. Zresztą chyba całe forum jest o tym :D

Plan duszy myślę, że jest czymś większym niż "wejdę w ciało, będzie mi źle, i się zabiję". Dusza przychodzi na świat aby żyć szczęśliwie. Ja nie wierzę w plan duszy, która wymyśla sobie wejście w ciało, aby cierpieć, przeżywać smuty itd. Wierzę w plan duszy: będę przeżywać smuty, aby w końcu uświadomić sobie, że mam w sobie moc kreowania, lub jeszcze coś innego mam do uświadomienia i po to doświadczę czegoś "złego" aby to w końcu do mnie dotarło albo zaprowadziło mnie do realizacji mojego marzenia. Tych wyzwań może być cała masa. Posłaniec z przesyłką puka do naszych drzwi dopóki nie otworzymy i nie zczaimy, że to właśnie było w przesyłce - gdzieś to przeczytałam/usłyszałam i bardzo mi się to spodobało. Myślę, że człowiek nie musi wiedzieć co zaplanował w zaświatach. Jak odczyta dobrze przesyłkę która przyszła w postaci trudności/wyzwania to ona już się nie będzie pojawiać.

Chyba Born o tym pisał, że na poziomie duszy nie ma cierpień ale są doświadczenia. Ja w to akurat wierzę.

O bólu i dzieciach, które umierają młodo można dużo polemizować. Nie mamy pojęcia jakie dusza wyznacza sobie wyzwania, aby osiągnąć to co chce. Nie będziemy raczej wiedzieć jaki jest w tym sens? I przecież one na pewno nie są szczęśliwe bo ich boli/bo umierają. Nie mamy ich perspektywy. Nie mamy perspektywy ich dusz. To niesprawiedliwe, że ja żyje tyle a ktoś tyle. Mnie nie boli, a jego boli. Ale na poziomie duchowym nie mamy zielonego pojęcia tak naprawdę co ta dusza chciała i dlaczego tak wybrała? Dlaczego ja urodziłam się w Polsce, a ktoś w Afryce i głoduje... dlaczego ja mam dwie nogi i dwie ręce, a ktoś nie ma żadnej? Na poziomie fizycznym sensu to może nie mieć, a na poziomie duchowym? Kto to wie

A co do samego pojęcia szczęścia. Dla mnie szczęście to fajna praca, mąż, dom i gromadka dzieci. Dla kogoś innego Tajlandia, mercedes i pies. A dla kogoś innego szczęście to kanapka i szklanka wody. Nie oceniajmy czyjegoś szczęścia i jego poczucia przez nasze oczy. To "każdy z nas przychodzi na świat aby być szczęśliwy" dla Ciebie oznacza co innego, dla mnie też, a dla chorego dziecka też. Nie da się wyobrazić co takie dziecko czuje jako "szczęście", nie jesteśmy nim. Nie możesz mieć spaczonego obrazu szczęścia - masz po prostu swój obraz szczęścia :)
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 55
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez Scarlett » 27 paź 2018, o 13:49

niweleta napisał(a): dla kogoś innego szczęście to kanapka i szklanka wody. Nie oceniajmy czyjegoś szczęścia i jego poczucia przez nasze oczy.

Nie cierpię jak ludzie komuś narzucają właśnie jego wizję szczęścia :evil: Dla niektórych to, że jestem singielką i nie mam dzieci, oznacza tragedię życiową. A to, że mam kota to już w ogóle oznacza, że jestem starą panną :evil:
Koleżanka mojej koleżanki z kolei uważa wszystkie singielki za życiowego pecha i jakby ją teraz rzucił narzeczony to byłaby gorsza niż motywatornia. Przez kilka lat była wybitnie nieszczęśliwa, bo jej się facet nie oświadczał, a jak tak można? Obgaduje innych ludzi "Jezuuu, ona jest już tyle czasu sama, jakiego ma pecha, nikt jej nie chce, straszne, dobrze, że ja kogoś mam". Co ludzie powiedzą? Potem przychodzą do motywatorni młode dziewczyny i płaczą, że "mają 33 lata i są starymi babami". Skąd to się bierze? Ze społeczeństwa, które narzuciło komuś swoją wizję szczęścia i przekonania. Głupiego społeczeństwa, które kompletnie nie dopuszcza do łba, że każdy jest inny i dla każdego tym górskim szczytem jest co innego.
Pewnie część z Was zauważyła, że ja mało co piszę o pieniądzach. Dla niektórych to też jest dziwne - niby taka dobra w PP a nie jest milionerką. A no bo dla mnie pieniądze nigdy nie były i nie będą priorytetem. Mam swoje wymagania związane z zarobkami - obecnie tyle osiągam - i jestem zadowolona. Mam mnóstwo programowań na pieniądze - nigdy ich nie słuchałam :facepalm
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2915
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 466 razy
Otrzymał podziękowań: 1705 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez vint » 27 paź 2018, o 13:55

Ja osobiście nie wierzę w coś takiego jak dusza i reinkarnacja. Dlatego mój głos w tej dyskusji przedstawia moją próbę wyjaśnienia tego o co zapytał Łukasz w swoim pierwszym poście.
Wierzę w istnienie prawa przyciągania, ale jednocześnie nie wierzę, że każdy ma jednakowe możliwości zastosowania go w praktyce dla osiągnięcia pozytywnych efektów.
A szczęście, według mnie, u każdego człowieka zaczyna się kiedy przynajmniej dwa najniższe szczeble piramidy potrzeb Maslowa są w pełni spełnione.
Poza tym wieloletnie obserwacje doprowadziły mnie do takiego wnisku, że to jak odbieramy świat jest efektem splotu okoliczności, genów, środowiska i doświadczeń. Mam znajomą, osobę niepełnosprawną, która prze przez życie jak burza, robi tyle (również dobrego dla innych), ze aż miło! Kiedyś udzieliła wywiadu w telewizji, podczas którego prowadząca powiedziała jej, że to takie typowe, ze osoby doświadczone przez los dokonują tylu niesamowitych rzeczy. Na co moja znajoma odpowiedziała, że to nieprawda, że to czego dokonujemy zależy bardziej od naszej konstrukcji wewnętrznej. Dała przykład, że wielu ludzi niepełnosprawnych zamyka się w domach, odseparowuje od świata, itd. A są tacy, którym rękę i nogę urwie, a oni następnego dnia idą się wspinac na Czomolungmę.
Według mnie są ludzie z natury optymistyczni, automatycznie szczęśliwi, dusze towarzystwa, wszędzie lubiani, do rany przyłóż i co tam jeszcze. Ci ludzie faktycznie jakby z natury przyciagają do siebie wiele dobrego. Tak, u nich prawo przyciagania działa na ich korzyść. I git, fajnie.
Ale wielu jest takich, którzy od początku życia wystawiani są na takie doświadczenia, że ciężko im być optymistami i mówić o szczęściu. WIelu z was wyjaśnia to tu wyborem duszy, ja wyjaśniam to niefortunnym zbiegiem okoliczności. Kto ma rację? Dobre pytanie. Też bym chciała wiedzieć! :) Bo lubię wiedzieć.
Napisałaś jeszcze, że "(...) na poziomie duchowym nie mamy zielonego pojęcia tak naprawdę co ta dusza chciała i dlaczego tak wybrała (...)". No właśnie, błądzimy w ciemnościach nie wiedząc co jest prawdą.

Albo nam się temat rozszerzył, albo wyszedł "offtop" :D
vint
 
Posty: 36
Dołączył(a): 2 paź 2017, o 09:53
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez niweleta » 27 paź 2018, o 14:19

vint napisał(a):Wierzę w istnienie prawa przyciągania, ale jednocześnie nie wierzę, że każdy ma jednakowe możliwości zastosowania go w praktyce dla osiągnięcia pozytywnych efektów.


vint napisał(a):Ale wielu jest takich, którzy od początku życia wystawiani są na takie doświadczenia, że ciężko im być optymistami i mówić o szczęściu. WIelu z was wyjaśnia to tu wyborem duszy, ja wyjaśniam to niefortunnym zbiegiem okoliczności.


Czyli według Twoich przekonań nie jesteśmy kreatorami swojego życia. To los/wszechświat/Bóg czy coś musi nam kreować to życie, bo my nie skoro jest prawo przyciągania, ale nie dla wszystkich. Chyba, że ci którzy mają te możliwości stosowania pp są wybrańcami według Twoich przekonań? Czyli mamy super moc, której nie mają inni? 8-)

Z tym szczęściem i singielstwem to też się ciągle z tym spotykam. Z tym, że 30stka to starość, a jak się zna pp to czemu nie ma się miliona też :lol:
Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 55
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego rodzą się kalecy/chorzy ludzie?

Postprzez vint » 27 paź 2018, o 14:57

Może użyłam zbyt wielu skrótów w poprzednim poście. Już precyzuję.

Napisałam że wierzę w istnienie prawa przyciągania. Prawo przyciagania oznacza, że (uwaga będzie uogólnienie) dzieje się nam to o czym myślimy/wibrujemy/przyciągamy podejściem życiowym. Wszyscy, bez wyjątku, bo wszyscy myślimy/wibrujemy itd.
Dlatego wszyscy kreujemy swoje życie. Ale! Jedno ale: kreujemy je w zależności od naszych wewnętrznych predyspozycji (np. poziom hormonów, wrodzone lub nabyte choroby psychiczne, wrodzony lub nabyty optymizm/pesymizm).
Dlatego napisałam, że osoby, które albo urodziły się życiowymi optymistami albo przez długi czas otoczone były pozytywnymi wydarzeniami (np. mama traci pracę, chwilę się smuci, po kilku dniach dostaje nową, jeszcze lepszą, jest superszczęśliwa, jej szczęście promieniuje na całą rodzinę), dla tych osób pozytywne i dobre rzeczy (tzw. przez innych "szczęście") jest rzeczą naturalną i oczywistą. Takie osoby w naturalny sposób wyrabiają w sobie czy też znabierają przekonania, że "dobre" im się zwyczajnie należy i błyskawicznie staje się ich udziałem.

A teraz odwrotny przykład: dziecko od małego otoczone problemami (np. mama traci pracę, chwilę się smuci, szuka, ale nie może znaleźć nowej, szuka dalej, zmienia branżę, znajduje pracę, a tam mobbing, zaległości w wypłacaniu pensji, mama szuka nowej pracy, nie może znaleźć, robi dobrą minę do złej gry, itp.). Dziecko mimo wszystko to czuje, odbiera nawet podświadomie. Do tego dodajmy dzieciaki znęcające się nad nim w szkole, problemy w nauce, itd. Takie coś też kształtuje sposób odbierania świata i rzeczywistości. Z jakim przekonaniem takie dziecko wchodzi w życie? "Wszystko mi sprzyja i życie jest super" czy raczej coś mniej optymistycznego?
No i teraz taka osoba też kreuje swoje życie. Jak najbardziej. Nigdzie temu nie zaprzeczyłam (choć może nie do końca sprecyzowałam). Tyle że to nie są pozytywne kreacje (no chyba że przez przypadek coś fajnego się jednak od czasu do czasu trafi).

Tutaj oczywiście powinno nastąpić to o czym jest mowa na tym forum, czyli świadoma zmiana myśli i przekonań, praca nad tym wszystkim po to, aby zasady prawa przyciągania stosować świadomie i z pozytywnymi rezultatami. Tylko że dla urodzonych optymistów (lub tych, których otaczają pozytywne wydarzenia) to pikuś, a dla urodzonych pesymistów (lub tych, którzy doświadczali wielu smutnych rzeczy) to już niekoniecznie będzie takie łatwe. Owszem są takie sytuacje, w których ludzie potrafią dokonywać szybkiej przemiany. Takie przykłady można znaleźć tu na forum (historia Black, Scarlett i wiele innych). Ale według mnie (uwaga, to jest moje osobiste zdanie, poparte moimi obserwacjami) takie osoby od urodzenia mają predyspozycje do tego, że im zmiana przekonań przychodzi łatwiej. A za nią następują sukcesy i odmiana losu. I nie nazwałabym tego supermocą jak sugerujesz w twoim poście. Raczej naturalnymi predyspozycjami. Coś jak naturalny talent. Jedni potrafią pięknie rysować, inni mają talent muzyczny, jeszcze inni są świetni w matematyce, a jeszcze inni mają umiejętność zebrania dolnej części pleców w troki kiedy wymaga tego sytuacja i odmienienia swojego życia na lepsze za pomocą świadomego zastosowania prawa przyciągania. Inni mogą też mieć te umiejętność brania dolnej części pleców w troki, ale mogą nie wiedzieć, że istnieje coś takiego jak prawo przyciągania. Oni też będą zmieniać swoje życie, ale mając wyniesione z doświadczeń przekonania o tym, że może być różnie, że szczęście nie każdemu jest pisane będą nieświadomie przyciągać głównie to w jaki sposób widzą świat.

Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić moją argumentację z poprzedniego postu! :)
I jednocześnie zaznaczam, że nie wierzę w los ani w bóstwa, a wszechświat jest dla mnie raczej piękną przestrzenią wypełnioną galaktykami, ciemną energią i materią :)
vint
 
Posty: 36
Dołączył(a): 2 paź 2017, o 09:53
Podziękował : 1 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Zdrowie, wygląd, świadomość ciała

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości