Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

przyciąganie zdrowia, rozwój cielesny, odżywianie

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez White_Owl » 14 maja 2019, o 12:58

Nie twierdzę, że nie masz racji :). Gdybym skorzystał z Twoich rad i instruktora, na pewno byłyby efekty, ale to jest wg mnie koncentrowanie się na problemie zewnętrznym. Prawdziwe źródło problemu tkwi wewnątrz mnie, tak ja uważam.
Druga sprawa jest taka, że nie chcę by moje życie było podporządkowane 5-6 posiłkom w ciągu dnia czy 3-4 wizytom na siłowni w ciągu tygodnia. Moim celem jest jedynie zdrowo wyglądające ciało.
Pewnie czytałeś pierwszy post tego tematu i historie jakie autorka przedstawiła. Chodzi mi o taką 'pracę' nad problemem, czyli pracę z umysłem :).
Życie jest takie jak je postrzegasz.
Avatar użytkownika
White_Owl
 
Posty: 14
Dołączył(a): 8 mar 2019, o 22:03
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 7 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez Renata » 14 maja 2019, o 15:07

White_Owl napisał(a):Hej.
Chciałbym nieco odświeżyć temat, ale nieco w odwrotną stronę. Większość z was próbuje schudnąć, a ja bym chciał wręcz odwrotnie :). Czy ktoś próbował nabrać nieco ciała czy może nawet masy mięśniowej (albo po prostu zdrowego wyglądu)? Nie piszcie żebym jadł więcej bo ileż można jeść :p... Wiem że problem tkwi w głowie.

A sprawdzałeś, czy masz zdrową tarczycę?
Nieraz wszystkie środki zawodzą, choć bardzo się staramy (schudnąć lub przytyć). Przyczyna może tkwić w chorym organizmie, wiec jeśli nic nie działa, warto przyjrzeć się temu od strony medycznej.
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowania - 2
Priscilla, White_Owl
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3060
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 20:14
Podziękował : 645 razy
Otrzymał podziękowań: 838 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez celestia » 15 maja 2019, o 16:05

Pochwalę się swoim sukcesem na tym polu :D

Jakiś czas temu przytyło mi się tak z 7kg, co sprawiło, że nie czułam się już atrakcyjnie i przestałam się podobać sama sobie. Postanowiłam to zmienić i zastosować się do zasad z 1-ego postu. I to naprawdę działa !!! Do wymarzonej wagi zostało mi 1,5kg, do wymarzonych obwodów po 1 lub 2 cm! Więc już prawie meta przede mną.

A teraz po kolei co robiłam:

1. Wróciłam do uprawiania sportów. I to nie jest tak, że ćwiczę dlatego, że mam wpisane w łepetynie, że MUSZĘ SCHUDNĄĆ ani też, że jeśli nie zrobię danego dnia treningu, to od razu PRZYTYJĘ. Nic z tych rzeczy, ja po prostu robię to dla przyjemności i jak sobie daję wycisk, to sprawia mi to radość. :bigsmile

2. Przestałam obsesyjnie patrzeć na to, co jem. Co prawda mam regularny tryb – 4 posiłki dziennie, piję głównie wodę, ale tak było od zawsze. Teraz jeśli mam ochotę na chipsy, czekoladę, ciasto, to po prostu wsuwam i nie mam z tego tytułu wyrzutów sumienia. Dbam tylko, żeby nie jeść gotowych śmieci ze słoików itp.

3. Utrwaliłam sobie w głowie przekonanie, mogę jeść co chcę a moje ciało pozostanie szczupłe. Do tej pory jak zjadłam czeko (a kocham czekoladę!!!), to biłam się za to w myślach, bo przecież przytyję w ciągu nocy 2kg. Totalnie wyluzowałam w tym temacie i za każdym razie błogosławię każdy słodki kąsek, który przechodzi przez moje gardło i cieszę się z tego ;)

4. Napisałam list do Wszechświata, gdzie nakreśliłam jaką dokładnie chcę mieć wagę i jakie dokładnie chcę mieć obwody w łydce, udzie, biodrach, talii i na brzuchu. Uśmiechałam się wtedy do siebie, był to dla mnie niezły fun :D

5. Zwizualizowałam sobie kilka razy dokładnie to, co było napisane w 1 poście. Mianowicie to, że stawałam przed lustrem w bieliźnie i zachwycałam się swoim ciałem od góry do dołu i czułam za nie wdzięczność! Po tej wizualizacji następowała kolejna, podczas której mierzyłam się centymetrem i miałam dokładnie takie obwody, jakie chciałam mieć. I trzecią wizją było to, jak spotykam kogoś w pracy i ten ktoś mi mówi, że schudłam i tak pięknie się teraz prezentuję. I faktycznie już kilka razy usłyszałam w pracy, że zeszczuplałam :D

6. Zastosowałam technikę z książki „Psychologia odchudzania”. Polega ona na tym, że wyobrażamy sobie, że masujemy swoje ciało od czubka głowy do palców u nóg i zrzucamy z siebie całą zbędną tkankę tłuszczową. Zrobiłam to kilka razy, więcej mi się nie chciało :P

7. Akceptacja, miłość do siebie samej. Mi to przyszło po jakimś czasie tak na serio zacząć się sobie podobać i zaakceptować swoją figurę. Cieszyć się z tego, jak się wygląda. Często głaskałam sobie swój brzuch i mówiłam do siebie, że jest śliczny a ja wyglądam super.

8. Poczucie, że cały proces się dzieje, że tkanka tłuszczowa mi się zmniejsza właśnie w tym momencie, że moje upragnione ciało już do mnie idzie. I to, że ja na to zasługuję i tak będzie. Wiara, że to da się zrobić.

Efekt? Teraz uważam, że wyglądam świetnie i lada moment dojdę do celu <3

Teraz codziennie wieczorem przeglądam się w lustrze i już tak bez wizualizacji na serio patrzę na siebie i czuję ten zachwyt.

P.S. Nie wiem jak to się dzieje, ale jak chodzę, czy stoję, to aż czuję tak fizycznie, namacalnie jak w środku tworzą mi się mięśnie brzucha tak jakby faktycznie cały czas coś pracowało nad moim celem :mrgreen:

Uff, rozpisałam się.
Cały wszechświat mi sprzyja i się o mnie troszczy :sun

Za ten post autor celestia otrzymał podziękowania - 5
faith, michu, mrO, Slonce, White_Owl
Avatar użytkownika
celestia
 
Posty: 55
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 22:24
Podziękował : 20 razy
Otrzymał podziękowań: 80 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez White_Owl » 16 maja 2019, o 11:37

Super :)!

Ja zacząłem od paru dni pracę nad tym i niektóre, rzeczy które napisałaś też robię. Muszę się bardziej do tych wizualizacji przyłożyć. Zamiast listu do Wszechświata piszę afirmacje.
Gratuluję Ci tych efektów i pracy nad tym i dziękuję za tak obszerną odpowiedź :).
Coś takiego było mi właśnie potrzebne.
Życie jest takie jak je postrzegasz.
Avatar użytkownika
White_Owl
 
Posty: 14
Dołączył(a): 8 mar 2019, o 22:03
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 7 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez celestia » 16 maja 2019, o 12:45

White_Owl bardzo się cieszę, że te moje wypociny komuś mogą pomóc :)

Afirmacje, listy, jasne! Każdy musi sam sobie znaleźć najlepszy sposób dla niego ;)

Trzymam kciuki za super efekty!
Cały wszechświat mi sprzyja i się o mnie troszczy :sun
Avatar użytkownika
celestia
 
Posty: 55
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 22:24
Podziękował : 20 razy
Otrzymał podziękowań: 80 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez faith » 16 maja 2019, o 16:17

celestia napisał(a):Pochwalę się swoim sukcesem na tym polu :D

Jakiś czas temu przytyło mi się tak z 7kg, co sprawiło, że nie czułam się już atrakcyjnie i przestałam się podobać sama sobie. Postanowiłam to zmienić i zastosować się do zasad z 1-ego postu. I to naprawdę działa !!! Do wymarzonej wagi zostało mi 1,5kg, do wymarzonych obwodów po 1 lub 2 cm! Więc już prawie meta przede mną.



Nie masz pojęcia jak miło jest czytać, że komuś mój post sprzed 3 lat pomógł <3 <3 <3 bardzo się cieszę, naprawdę, bo własnie chciałam uświadomić większe grono ludzi, że naprawdę sylwetka, kwestia wagi to jest to, jakie mamy przekonania i jak postrzegamy siebie. Nikt nie będzie miał szczupłego, wymarzonego ciała jeżeli dalej będzie patrzył na siebie negatywnie i skupiał się na tym, czego nie chcę. Cudowny post, bardzo inspirujący <33 dziękuję :lovki
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein
Avatar użytkownika
faith
 
Posty: 342
Dołączył(a): 9 cze 2016, o 11:14
Podziękował : 84 razy
Otrzymał podziękowań: 124 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez celestia » 16 maja 2019, o 16:32

faith napisał(a):
celestia napisał(a):Pochwalę się swoim sukcesem na tym polu :D

Jakiś czas temu przytyło mi się tak z 7kg, co sprawiło, że nie czułam się już atrakcyjnie i przestałam się podobać sama sobie. Postanowiłam to zmienić i zastosować się do zasad z 1-ego postu. I to naprawdę działa !!! Do wymarzonej wagi zostało mi 1,5kg, do wymarzonych obwodów po 1 lub 2 cm! Więc już prawie meta przede mną.



Nie masz pojęcia jak miło jest czytać, że komuś mój post sprzed 3 lat pomógł <3 <3 <3 bardzo się cieszę, naprawdę, bo własnie chciałam uświadomić większe grono ludzi, że naprawdę sylwetka, kwestia wagi to jest to, jakie mamy przekonania i jak postrzegamy siebie. Nikt nie będzie miał szczupłego, wymarzonego ciała jeżeli dalej będzie patrzył na siebie negatywnie i skupiał się na tym, czego nie chcę. Cudowny post, bardzo inspirujący <33 dziękuję :lovki


To ja dziękuję ślicznie za pomoc w temacie !! :przytul: <3 :brawo bez Twojego postu tak naprawdę nie poszłabym dalej tylko bym się zastanawiała co robię źle i pewnie nic bym nie wydumała :mrgreen:
Cały wszechświat mi sprzyja i się o mnie troszczy :sun
Avatar użytkownika
celestia
 
Posty: 55
Dołączył(a): 3 maja 2019, o 22:24
Podziękował : 20 razy
Otrzymał podziękowań: 80 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez faith » 16 maja 2019, o 16:36

celestia napisał(a):
faith napisał(a):
celestia napisał(a):Pochwalę się swoim sukcesem na tym polu :D

Jakiś czas temu przytyło mi się tak z 7kg, co sprawiło, że nie czułam się już atrakcyjnie i przestałam się podobać sama sobie. Postanowiłam to zmienić i zastosować się do zasad z 1-ego postu. I to naprawdę działa !!! Do wymarzonej wagi zostało mi 1,5kg, do wymarzonych obwodów po 1 lub 2 cm! Więc już prawie meta przede mną.



Nie masz pojęcia jak miło jest czytać, że komuś mój post sprzed 3 lat pomógł <3 <3 <3 bardzo się cieszę, naprawdę, bo własnie chciałam uświadomić większe grono ludzi, że naprawdę sylwetka, kwestia wagi to jest to, jakie mamy przekonania i jak postrzegamy siebie. Nikt nie będzie miał szczupłego, wymarzonego ciała jeżeli dalej będzie patrzył na siebie negatywnie i skupiał się na tym, czego nie chcę. Cudowny post, bardzo inspirujący <33 dziękuję :lovki


To ja dziękuję ślicznie za pomoc w temacie !! :przytul: <3 :brawo bez Twojego postu tak naprawdę nie poszłabym dalej tylko bym się zastanawiała co robię źle i pewnie nic bym nie wydumała :mrgreen:


jak tak teraz wracam po trzech latach i czytam te moje wypociny to aż mnie żenada ogarnia, bo pisałam to mając 17 lat :lol: oj składnia ssała :haha: ale najważniejsze, że pomógł, a taki był cel <33 mega się cieszę
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein
Avatar użytkownika
faith
 
Posty: 342
Dołączył(a): 9 cze 2016, o 11:14
Podziękował : 84 razy
Otrzymał podziękowań: 124 razy

Re: Sylwetka marzeń i prawo przyciągania.

Postprzez niweleta » 11 lip 2020, o 18:49

Nie miałam w planach pisania tutaj tej historii, ale zainspirowałam się wczoraj czytając dyskusję w wątku o miłości do siebie i o tym czy trzeba działać czy nie trzeba. I tak sobie myślę, że będzie to dobrym przykładem, aby może ktoś kto kręci się w kołowrotku z jakimś tematem, tak jak ja kiedyś, spojrzał na sprawy innym okiem, na podstawie mojego przykładu.

Przez ok. 10 lat DZIAŁAŁAM, aby mieć szczupłą sylwetkę i wyglądać tak jak chcę i nie osiągnęłam żadnego rezultatu. Natomiast przez ostatnie 3-4 miesiące DZIAŁAŁAM tak samo jak przez 10 lat + ZMIENIŁAM SWOJE PRZEKONANIA, a w efekcie osiągnęłam to czego przez 10 lat nawet w połowie nie osiągnęłam. Schudłam dzięki pp. A raczej znajomości pp i tego wszystkiego czego nauczyłam się na tym forum. Poznajcie mój sukces :)

Tak mniej więcej 10 lat temu byłam szczupła, w miarę drobna, miałam fajną sylwetkę. Ale ciągle w głowie miałam to, że jestem za gruba i że powinnam schudnąć. I tak ciągle to miałam w głowie, aż z każdym rokiem zamiast ubywać, przybywały mi kg. Doszłam do takiego etapu, że już naprawdę nie byłam szczupła. Ciągle chciałam schudnąć, więc diety, ćwiczenia, cuda na kiju wyprawiałam w celu chudnięcia. No i czasem chudłam np. 2 kg, a za 1-2 tyg wracałam do poprzedniej wagi + dodatkowe 2 kg. I tak w kółko. Chodziłam na siłownie - chudłam, za jakiś czas dopadała mnie infekcja, więc musiałam olać siłownie i wracałam do poprzedniej wagi + dodatkowe kilka kg. Jadłam nie zdrowo tyłam, jadłam zdrowo też tyłam. Ćwiczyłam tyłam, nie ćwiczyłam też tyłam. Jak zrzuciłam, to zaraz przybierałam. No i tak powoli przyzwyczaiłam się do bycia grubasem i zaakceptowałam to. Potem doszły do tego problemy z tarczycą, gdzie dołożyły mi jeszcze kilka kg. Aż będąc koło 30stki miałam już zadyszkę wchodząc na 1 piętro. A każda aktywność męczyła mnie bardzo szybko. W ogóle ciągle byłam zmęczona. BMI już pokazywało mi nadwagę, a na wizycie u lekarza wstydziłam się swojej wagi, bo nigdy nie myślałam, że do takiej dojdę. Zaczęłam wstydzić się swojego ciała i nie czułam się w nim dobrze. Rozbieranie się przed kimś było koszmarem.
Wiele razy zastanawiałam się czemu tyle działam, a efektów nie ma. Czemu jakoś nie wychodzi, a innym wychodzi. I, że muszę być beznadziejna skoro tak sobie tego nie umiem ogarnąć. Miałam determinacje. Walczyłam, a ciągle efektów nie było. Marzyłam o tym, że kiedyś to na pewno będę chuda. Pozornie wtedy wydawało mi się, że kocham i akceptuje siebie. Dlatego też był moment, gdzie olałam temat odchudzania i postanowiłam, że będę tak wyglądać i już.

I dopiero, gdy zaczęłam pracować naprawdę nad miłością do siebie i coraz dłużej nad tym pracowałam, zauważyłam, że to wcześniej to była taka właśnie pozorna miłość do siebie. Bo im mocniej siebie kochałam to zaczęło to się bardzo we mnie gryźć. To że jestem gruba, a czuję, że zasługuję na lepsze rzeczy od życia niż ciągłe chodzenie w workach pokutnych jak to moja znajoma mówi, że do cholery jestem po 30stce a mam ciało jak 50latka. Że nawet zdjęć z wakacji nie mam bo są tak straszne że albo do nich nie pozuję, albo je wywalam od razu. Poczułam że stać mnie na więcej w życiu. I że to nie jest moja naturalna sylwetka, taka jaką powinnam mieć. I właśnie wtedy mocniej kochając siebie zauważyłam, że mam w sobie dużo przekonań, które przez tą miłość do siebie zaczęły mnie gryźć i mi się pokazywać - że taka jestem bo na takie coś zasługuję, że zawsze jestem tą najgrubszą z koleżanek, że mogę tylko podziwiać szczupłe dziewczyny z instagrama bo ja taka nigdy nie będę, że w lecie jak wszyscy odsłaniają ciała to ja powinnam chować się w jakimś worze i długich spodniach, że na plaże to tylko strój 1częściowy, że mierząc ciuchy całe życie sięgam zawsze po XL (nawet jak byłam szczuplejsza), że ogólnie jestem grubasem i nigdy nie będę szczupła. Wtedy odkryłam swojego mentalnego grubasa w sobie. A skoro ja go miałam w sobie to świat też takim mnie widział. Raz pamiętam w pracy koleżanka, która była o wiele grubsza ode mnie zapytała czy nie chce spodni, które sobie kupiła na wyprzedaży bo na nią są za małe....

Dzisiaj mnie to nie dziwi, że za każdym razem gdy chudłam nie umiałam tego utrzymać. To tak jak ludzie którzy stają się bogaci a mają mentalność biedaka, albo ci którzy znajdują miłość a wciąż czują lęk i to że nie są warci i tą miłość tracą. Z moją sylwetką było dokładnie to samo. Gdy to do mnie dotarło, że to w tym leży problem "czemu innym się udaje a mi nie", wdrożyłam programowanie na podświadomość i trochę afirmacji odnośnie odchudzania i pracy nad zmianą mojego mentalnego grubasa w szczupłą osobę. I właśnie tu dochodzę do tego działania. Ponieważ ja działałam. Tak samo jak zawsze: dieta, coś tam ćwiczyłam itd. więc ktoś łatwo może powiedzieć, że nie dokonałam tego z użyciem pp tylko działałam. Bo w końcu nie schudłam od leżenia na kanapie całymi dniami i jedzeniu chipsów i z nieba mi to nie spadło.
No właśnie, tyle że moje działania tym razem wraz ze zmianą tych przekonań były tak lekkie, że ja nawet ich nie zauważam. Jak miałam zły humor to nagle już nie miałam potrzeby sięgania po czekoladę i słodycze aby to zajeść, jak się nudziłam to nie leżałam oglądając seriale cały dzień tylko szłam na rower, bo taką miałam ochotę, ćwiczenia których nienawidziłam nagle zaczęły mi się podobać i wytrwałam w wyzwaniu 30dniowym!! Zmienił się cały mój styl życia bo zmieniło się moje wnętrze i przekonania. Każdy dzień jest złożony z tysiąca decyzji, które podejmujemy. Każda decyzja niesie za sobą działanie a każde działanie efekt. Czy to w momencie gdy rano wybiera się inną drogę do pracy niż zwykle i spotka miłość życia, czy to odpisując komuś na sms gdzie potem ten ktoś proponuje nam świetną pracę, czy też gdy zamiast windy wybierzemy schody a w efekcie sylwetka się nam zmieni. Wiele tych decyzji podejmujemy z automatu. I co teraz kiedy ma się w głowie takiego sabotażystę który powie Ci i tak będziesz gruba więc zjedz do ciastko, leż całe dnie, a co jak ma się pomocnika, który powie chcesz to zjeść czy nudzisz się i zajadasz nudę, a może coś się poruszamy? To przekonania podpowiadają nam jakie działania mamy podjąć, aby mieć to co jest w nich zapisane.
Wiem co mówię bo tego swojego sabotażystę ujarzmiłam świadomie i zrobiłam z niego swojego pomocnika. Nagle dieta sama się utrzymuje, nagle lubię być w ruchu, nagle mam takie pomysły żeby gdzieś się przejść a nie podjechać, nagle jak zjem słodycze albo coś za dużo to nie boję się już, że utyję. Nagle zaczęłam widzieć siebie jak szczupłą osobę. I tak bardzo się to we mnie zakorzeniło, że teraz dochodzimy do efektów.

Z przysłowiowym palcem w dupie schudłam 15 kg. Ani trochę się przy tym nie męcząc, nie motając i w ogóle nawet nie zauważyłam że to było coś wielkiego. Kiedy ludzie w pracy pytają mnie jak to zrobiłam to ciężko mi na to coś odpowiedzieć, bo to było takie dla mnie lekkie jakby samo przyszło. Mam w pracy 2 znajome, które się odchudzają i jak widzę jak one się z tym męczą - jedna bez efektu, a druga z efektem takim, że to co ostatnio schudła podczas urlopu przytyła x 2 - to mam ochotę im powiedzieć pokochajcie siebie, zmieńcie przekonania, a nagle wasze ciało zacznie współpracować z wami! Ale mi nie wierzą :)

Ja teraz mentalnie jestem osobą szczupłą, takie wdrożyłam przekonania, a moje ciało pięknie się do tego dostosowało. Wyglądam fajnie. Jest to suma moich działań, które wynikały z decyzji, które podszeptuje mi ten mój nowy odmieniony "przyjaciel" w głowie. Jak widać pomaga mi teraz skutecznie chudnąć i przestał już sabotować moje efekty. Jeszcze mam co zrzucać, myślę że ok 5kg schudnę, ale zobaczę. Zależy jak moja sylwetka będzie się kształtować. Już nie pamiętam siebie jaka byłam gruba, ale wiszące na mnie moje stare ulubione ciuchy pokazują mi, że jednak taka byłam. Dla mnie to koniec ubierania się w babcine ciuchy aby zasłonić co się da. Dla mnie to koniec ukrywania się na plażach. Dla mnie to pierwsze lato od bardzo dawna, gdzie odkrywam co się da. Dla mnie to nowa jakość życia i większa swoboda.

Nie mam nic do tego jeśli ktoś kocha swoje ciało, które jest większe. Ja z natury nie jestem gruba. Nawet ciężko było to zwalić na grube kości bo mam je bardzo drobne. Ja doprowadziłam się do takiego stanu tylko dlatego że mentalnie tak siebie widziałam i ciało mi na to odpowiedziało. Sama sobie to zafundowałam. A dopiero teraz udało mi się wyrwać z tego błędnego koła. Dzięki moim przekonaniom. Rozwaliłam ten system swojego mentalnego grubasa :)
Wiele osób pyta mnie czy nie boję się efektu jojo? No nie boję się. Bo zmieniło się moje wnętrze i ja. I jestem innym człowiekiem. Dla mnie schudnięcie w tym momencie jeszcze np. 10 kg to nie byłby żaden problem. Jest to dla mnie proste. Wiem też, że jak utyję po ciąży to schudnę z tego momentalnie. Bo takie przekonania sobie wgrałam. I one działają. Widzę to każdego dnia w lustrze.

Czasem zastanawiam się, że skoro to było takie proste to czemu nie mogłam zrobić tego kilka lat temu? No właśnie to dzięki temu że jestem na innym etapie świadomości, byłam w stanie to "rozpracować". Gdyby nie ta moja praca nad swoim wnętrzem, to znienawidzone przez niektórych na forum skupianie się na sobie, które trwało naprawdę już długo, to nie mogłabym tego dokonać. Dlatego mimo że ktoś może powiedzieć że to nie pp bo w końcu ja działałam, żeby schudnąć to niestety samo działanie jak pokazuje mój przykład nie sprawdziło się. Czuję się bardzo z siebie dumna, że mi się to w końcu udało.

Niektórzy może powiedzą że skoro pokochałam siebie to czemu nie pokochałam tamtej wersji siebie. Grubej. Przecież taka jest miłość do siebie, że kochamy się tacy jacy jesteśmy. Tamta moja sylwetka nie grała ze mną. Nie czułam tego. Wydaje mi się że moja naturalna sylwetka to sylwetka osoby szczupłej. Teraz czuję się zdecydowanie bardziej "sobą", już mnie to nie gryzie. Jestem tym o kim kiedyś marzyłam, że będę :) Nie mam instagramowej szczupłej figury, ale też takiej nie potrzebuję. Czuję że teraz jestem najbliżej tego ciała, które jest "moje". Dlatego nie wiem czy schudnę jeszcze 5 kg czy 2 czy zostanę przy tym co jest. Zobaczę.

Na koniec powiem wam najlepsze, co fajnie pokazuje, że na zewnątrz wszystko odzwierciedla nasze wnętrze. Ostatnio widziałam się z 2 koleżankami, które nie widziały mnie ponad 2 miesiące. Obie jak mnie zobaczyły to tak mi się przyglądały dziwnie, z góry na dół. Jedna nawet coś powiedziała, że tak się zastanawiała czy to ja czy nie ja z daleka, ale nic nie skomentowały mojej wagi. No ale w rozmowie ja do nich mówię, że schudłam, a jedna z nich: "no coś inaczej wyglądasz, ale to Ty byłaś w ogóle grubsza?" :bigsmile

Avatar użytkownika
niweleta
 
Posty: 134
Dołączył(a): 10 lip 2018, o 10:38
Podziękował : 28 razy
Otrzymał podziękowań: 118 razy

Poprzednia strona

Powrót do Zdrowie, wygląd, świadomość ciała

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości