Punkt zwrotny w życiu

swobodne rozmowy na każdy temat

Punkt zwrotny w życiu

Postprzez violet_vill » 16 cze 2020, o 18:26

Założyłam ten wątek bo nie widziałam podobnego, a ciekawi mnie jedna rzecz. Czytając wasze różne wypowiedzi, dostrzegłam, że wiele osób piszących tu wiodło kiedyś zupełnie inne życie. Wielu z was miało poważne problemy, zmagało się z depresją, a nawet znając już pp (przynajmniej w teorii), nie stosowało go jeszcze do kreowania wymarzonego życia, miotało się w jakimś temacie albo nie wierzyło we własne możliwości. Stąd moje pytanie - czy był w waszym życiu jakiś moment przełomowy, coś co sprawiło, że ta zmiana zaczęła się naprawdę i na dobre i już nie było od tej pory powrotu do starych schematów, strefy komfortu itp? Czy coś was zainspirowało albo wkurzyło :) w takim stopniu, że zmieniliście nagle swoje życie? <33
Avatar użytkownika
violet_vill
 
Posty: 172
Dołączył(a): 13 cze 2017, o 17:20
Podziękował : 21 razy
Otrzymał podziękowań: 42 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez Born1975 » 16 cze 2020, o 18:39

Dla mnie taki punkt przełomowy nie istnieje. To wszystko jest bowiem procesem. Nie da się jednoznacznie określić momentu, w którym ów proces się zaczął. Patrząc z perspektywy czasu, w końcu doszedłbym do chwili urodzenia. Ale co było przed urodzeniem? Jeśli istnieje reinkarnacja, to pewne decyzje mogły zostać podjęte, zanim się rodzimy w fizycznym ciele. Końca procesu też nie da się jednoznacznie określić, bo nie wiemy, czy kiedykolwiek nasz rozwój się skończy.

Zastanawianie się nad pytaniem o moment przełomowy uważam za nieistotne. Natomiast za istotne uważam zastanawianie się nad tym, co zrobić by proces przynosił jak największe korzyści w jak najkrótszym czasie. Ale nie bierzcie moich słów za wyrocznię, to tylko moje subiektywne odczucia i odpowiadam w ten sposób, bo pytanie jest spersonalizowane.
Ja tu tylko sprzątam :mrgreen:

Za ten post autor Born1975 otrzymał podziękowania - 3
Infinity, michu, Świetlista
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 869 razy
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez mrO » 16 cze 2020, o 19:29

Chyba postanowienie wyjechania za granicę do pierwszej pracy, a byłem wtedy dość młody. Ciężko, trudno, ale dałem radę, później już z górki. Kolejne wyjazdy, a później studia w dziwnym miejscu :D.
Mogę spokojnie powiedzieć że to był ten moment przełomowy, nie wiem jakim człowiekiem teraz był gdybym zdecydował inaczej bo uważam że wrzucenie samego siebie w trudniejsze środowisko i zostawienie go sobie samemu to najlepsze rzecz jaka można otrzymać do losu. Wtedy kształtuje się charakter.
Do dziś został mi ta dziwne nastawienie :"będzie ciężko, ale dasz radę, ty zawsze dajesz radę"
Change your Personality to change your Reality. :brawo
Avatar użytkownika
mrO
 
Posty: 653
Dołączył(a): 2 maja 2017, o 14:42
Podziękował : 143 razy
Otrzymał podziękowań: 530 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez violet_vill » 16 cze 2020, o 20:01

Born1975 napisał(a):Dla mnie taki punkt przełomowy nie istnieje. To wszystko jest bowiem procesem. Nie da się jednoznacznie określić momentu, w którym ów proces się zaczął. Patrząc z perspektywy czasu, w końcu doszedłbym do chwili urodzenia. Ale co było przed urodzeniem? Jeśli istnieje reinkarnacja, to pewne decyzje mogły zostać podjęte, zanim się rodzimy w fizycznym ciele. Końca procesu też nie da się jednoznacznie określić, bo nie wiemy, czy kiedykolwiek nasz rozwój się skończy


Jasne, że rozwój to proces, nie chodzi mi o moment w którym np poznaliśmy pp bo od poznania do stosowania jeszcze daleka droga ;) Miałam na myśli moment, w którym faktycznie ktoś wziął życie w swoje ręce i to nie była krótkotrwała zmiana :)
Avatar użytkownika
violet_vill
 
Posty: 172
Dołączył(a): 13 cze 2017, o 17:20
Podziękował : 21 razy
Otrzymał podziękowań: 42 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez Born1975 » 16 cze 2020, o 20:35

Mógłbym odpowiedzieć na pytanie w sposób, w jaki chcesz, byłoby to jednak zawężenie perspektywy. A zawężając perspektywę, odpowiedź byłaby z mojego punktu widzenia niespójna i sprzeczna z tym co czuję. To jest kwestia tego, w jaki sposób zostało skonstruowane pytanie. Pytasz o odczucia i odpowiadam w tym kontekście. Postaram się to wytłumaczyć, przy czym podam częściowo odpowiedź na zadane pytanie. W 1995 roku wraz z moimi kuzynami szliśmy przez centrum jednego ze śląskich miast. Jeden z moich kuzynów zwrócił moją uwagę na małą białą karteczkę naklejoną na elewacji budynku, który mijaliśmy. Było to pewne ogłoszenie, które baaardzo wpłynęło potem na moje życie. Gdyby nie to ogłoszenie, to nie zaprzyjaźniłbym się z pewnym gościem, a kilka lat później nie poznałbym matki mojej córki, na co wpływ miał pośrednio ten gość. Moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Prawdopodobnie nie mieszkałbym tu, gdzie mieszkam i być może nie byłbym użytkownikiem tego forum. Ta mała karteczka zadziałała jak efekt motyla na moje życie. Zapoczątkowała pewien proces, który trwa do dziś. Ale... ktoś tę karteczkę musiał tam umieścić. Czyli mamy do czynienia z zewnętrznym czynnikiem. Mój kuzyn mógł mi nie zwrócić uwagi i minąłbym tę kartkę obojętnie. Mogliśmy też iść drugą stroną ulicy...po prostu jest mnóstwo czynników, które zdecydowały o tym, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.

Więc zależy, z jakiej perspektywy się patrzy. Patrząc na to, co się działo gdy przeczytałem ogłoszenie z tej kartki, to miało to ogromny wpływ na moje życie i przyczyniło się do tego, gdzie teraz jestem. Oczywiście decyzje, które podejmowałem były świadome-mogłem zignorować to ogłoszenie z kartki. Patrząc szerzej, widzę, że wszystko oddziałuje na siebie nawzajem. To jest jak wybór wariantu rzeczywistości. Takich wyborów dokonujemy jednak bardzo często. Dlatego postrzegam to w kategorii procesu, a nie pojedynczego wydarzenia.
Ja tu tylko sprzątam :mrgreen:
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 869 razy
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez michu » 16 cze 2020, o 21:49

Też kiedyś zacząłem rozmyślać o takim punkcie zwrotnym swojego życia i pierwszy na myśl przyszedł mi wypadek komunikacyjny któremu uległem. Ale kiedy zacząłem wchodzić głębiej w ten łańcuch przyczyn, zobaczyłem że każde najmniejsze wydarzenie było skutkiem jakiegoś wyboru z przeszłości, jakiegoś wydarzenia którego byłem uczestnikiem. Jakiejś myśli która pojawiła mi się głowie. Spotkania jakiejś osoby która choćby tylko na chwilę pojawiła się w moim życiu. To dlaczego jesteśmy teraz, kim jesteśmy oraz dlaczego znajdujemy się tam, gdzie się znajdujemy - sięga bardzo, bardzo daleko. Kiedyś, kiedy sam analizowałem swoje zachowania i podejmowane wybory dotarłem w końcu do okresu dzieciństwa, do pierwszych wspomnień. Do przekonań których nawet sam nie byłem świadom. Do niewinnych dziecięcych decyzji. Decyzji które później zdeterminowały moje życie. Ten proces cały czas trwa, w każdej sekundzie i każdej minucie naszego życia. Ciągły nieustający proces prowadzący nas tam, gdzie pragniemy się udać. Jeśli nie wiemy dokąd się udać, będziemy błądzić. Nawet mapa okaże się bezużyteczna jeśli nie obierzemy celu podróży, w dodatku może skończyć nam się paliwo w najmniej spodziewanym momencie, gdzieś w środku ciemnego lasu. Nigdy nie widzimy całości drogi, widzimy tylko fragment rzeczywistości przed nami - w tym momencie tu i teraz. Jadąc z nad morza w góry jedyne co widzimy to fragment autostrady, podobnie wyglądające stacje benzynowe, tysiące samochodów. Krajobraz w naszych oczach aż tak bardzo się nie zmienia, wydawać by się mogło że stoimy w miejscu - widzimy głównie asfalt, identyczne stacje benzynowe, sznury samochodów - ale i tak zbliżamy się do celu, nawet tego nie odczuwając. Jadąc nocą samochodem wystarczy nam widzieć kilkanaście metrów przed sobą i pokonamy setki kilometrów. Drogę widzimy dopiero kiedy dotrzemy do celu i spojrzymy wstecz, wtedy zauważamy każdy pokonany zakręt, każdą nierówność. Każdy najmniejszy przystanek. Każdą złapaną gumę.

W jednej tylko sekundzie kiedy pomyślimy o czymś czego pragniemy, gdzieś setki kilometrów dalej dzwoni telefon. Kogoś w tym samym momencie nachodzi chęć by nauczyć się japońskiego, ktoś postanawia pobiegać. Ktoś inny wychodzi do sklepu, komuś psuje się samochód. W tym samym momencie ktoś czegoś zapomina, musi wrócić do domu spóźniając się gdzieś o minutę. Nie wie w tym momencie że ta jedna tylko minuta zmienia całą rzeczywistość wokół niego, nie tylko dla niego ale też być może tysięcy ludzi których nigdy nawet nie pozna, i nigdy nie będzie sobie zdawał sprawy z tego że gdyby nie wrócił się po coś do domu, ta rzeczywistość mogłaby się dla niego i dla wielu innych ludzi ułożyć w całkiem inny sposób. Wszystko jest ze sobą tak precyzyjnie powiązane, że kiedy w tym pozornym chaosie rzeczywistości która nas otacza zaczniemy zauważać harmonię i nieprzypadkowość, sami zaczynamy płynąć razem z nim - nie próbując zmieniać niczego na siłę. Poddamy się pozornemu chaosowi w którym tkwi precyzyjny porządek, bardziej precyzyjny niż mechanizm szwajcarskiego zegarka. Ten świat który nas otacza, którego jesteśmy częścią i którym my sami przecież jesteśmy, jest tak niesamowity, że naprawdę zdarzało mi się poczuć gęsią skórkę na ramieniu kiedy rozmyślałem o tym w ten sposób.

Podoba mi się to co napisałeś Born, ja sam od jakiegoś czasu myślę zupełnie podobnie. Efekt motyla, jedna karteczka. Jedna myśl, jedna minuta. Jedno spóźnienie. Małe rzeczy, wydawać by się mogło znaczące tyle co trzepot skrzydełek motyla - a potrafiące zmienić całe życie.
Lepiej być szczęśliwym, niż mieć dobry humor

Za ten post autor michu otrzymał podziękowanie od
Born1975
Avatar użytkownika
michu
 
Posty: 59
Dołączył(a): 7 wrz 2018, o 12:16
Podziękował : 42 razy
Otrzymał podziękowań: 69 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez Futrzak » 16 cze 2020, o 22:32

Podobnie jak mrO, mój punkt zwrotny to ciężka praca zaraz po studiach. Bez finansowej pomocy, daleko od rodziny i znajomych, w obcym miejscu i z obcymi ludźmi. Wyklarowało się wtedy ostatecznie, co chcę robić i kim tak naprawdę jestem. Wstawałam wtedy o 3.30 bo na 4.00 musiałam być w pracy. Częściej niż rzadziej pod chmurką. Kończyłam kontrolą o 21-22. Jednego razu zasnęłam przy posiłku z twarzą w talerzu po zupie... I byłam szczęśliwa. Bardzo. Ale ani przedtem ani potem nic nie wpłynęło na mnie w taki sposób jak ta praca. Sama podjęłam decyzję, że tam właśnie chcę jechać, pomimo sprzeciwu rodziny.
Moja decyzja też pewnie była wynikiem procesu trwającego od dawna. Sięgając pamięcią wstecz widzę, że kroki prowadzące mnie do tej decyzji były podejmowane z podszeptów serca a nie rozsądku.
Potem urodziło się dziecko i przewagę wziął rozsądek, a zagłuszyłam serce. Ustabilizowałam swoje życie, poświęciłam się można powiedzieć. Zrobiło się... spokojnie, bezpiecznie, ale nudno i bez ikry. Bez moich marzeń, bo przecież się poświęciłam.
Momentem, w krórym tak bardzo się wkurzyłam, że aż odkryłam PP była reorganizacja pracy i widmo przeniesienia mnie do innego działu, a w związku z tym nudnych i okropnych szkoleń. Powiedziałam dość, ja tu nie pasuję i nie wiem jak, ale wrócę do tego, do czego mam powołanie.
No... i dalej kminię jak to zrobić...
"Zawsze celuj w księżyc. Nawet jeśli chybisz znajdziesz się wśród gwiazd"
Avatar użytkownika
Futrzak
 
Posty: 15
Dołączył(a): 26 lut 2019, o 18:23
Podziękował : 4 razy
Otrzymał podziękowań: 10 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez jaskier » 16 cze 2020, o 23:13

U mnie również dotarcie do PP to był proces, ale zawsze uważałam, że nasze życie jest jak film, w którym bóg zakreślił scenariusz: jest kilka kardynalnych etapów, które będą miały miejsce, niezależnie od tego, jak zinterperetuję poszczególne sceny. To może nie całkiem ppowe, ale do miejsca w którym jestem doprowadziło mnie tyle przypadków... Najgrubsze było porzucenie studiów, całkiem logicznych przy moich preferencjach, wskutek obejrzenia pewnego filmu... podjęcie wymarzonej pracy, by przekonać się, że w niej umieram... i podjęcie kolejnych studiów (tak w drodze eliminacji), ale na które nie dostałabym się bez tych trzech miesięcy na innym wydziale! :o
...ale czy poszłabym na studia, gdyby moja mama nie kazała mi iść do liceum? :thinking
Jak może być jeszcze lepiej? :kwiatek

Za ten post autor jaskier otrzymał podziękowania - 2
michu, Świetlista
Avatar użytkownika
jaskier
 
Posty: 152
Dołączył(a): 9 wrz 2018, o 22:52
Podziękował : 53 razy
Otrzymał podziękowań: 31 razy

Re: Punkt zwrotny w życiu

Postprzez Infinity » 17 cze 2020, o 10:43

U mnie punktem zwrotnym w życiu było poznanie mojego byłego męża. Poznaliśmy się jak miałam 16 lat. Znaliśmy się tylko z widzenia. Kiedyś minęliśmy się na ulicy, napisaliśmy do siebie na GG (haha :D), później wymieniliśmy się numerami, dwa tygodnie pisania, w jakiś wtorek było spotkanie, w piątek tego samego tygodnia już byliśmy w związku (ah ta szczenięca miłość).. To wszystko poszło jak lawina.. po 2 latach ciąża, później córka, w międzyczasie mieszkanie u jego rodziców później już na własny rachunek. Oczywiście to spotkanie było punktem zwrotnym, następnym punktem zwrotnym była wyżej wspomniana ciąża. Jednak to nie wyklucza tego, że wszystko było procesem.

Cokolwiek ten mój były mąż nie zrobił.. do końca życia będę mu wdzięczna za wszystko. Dzięki niemu w moim życiu wiele się zmieniło. Nie wiem jakby było gdybym go nie poznała czy nie zaszła z nim w ciążę. Nie wiem czy byłoby lepiej czy gorzej niż teraz. Jednak to nie ma znaczenia. Jestem i zawsze będę mu wdzięczna.

Ciszę się, że poruszyłaś ten temat Violet bo sama od jakiegoś czasu rozmyślam o takich punktach zwrotnych w życiu. Teraz mi takiego brakuje ponieważ czuję, że od dłuższego czasu kręcę się w kółko.. a nawet spiralnie w dół.. :) Moje ego cierpi na tym niemiłosiernie.. Jednak moja dusza zna też trudną do przyjęcia prawdę.. mianowicie taką, że punkty zwrotne w życiu jako czynniki zewnętrzne owszem, mogą się nas spotkać.. ale wszystko zaczyna się OD NAS. To my musimy wykonać największą pracę. I często podjęcie tej pracy, w wyniku której nasze poczynania zadziałają jak efekt domina czy efekt motyla.. jest najtrudniejsze :)

Teraz przyszło mi na myśl, że takie punkty zwrotne zdarzają się nam w życiu częściej niż mogłoby się wydawać.. jednak my po prostu się o nie nie zaczepiamy. Tylko stoimy i ich nie widzimy, czasem ignorujemy, a niekiedy po prostu rozkładamy ręce mając przekonanie, że wszystko samo się zrobi bo tak naprawdę boimy się podjąć działania.. bo bezpieczniej stać w miejscu i czekać na przysłowiowego "rycerza na białym koniu"*. Otóż nie, nic samo się nie zrobi.. :)

*mówiąc "rycerz na białym koniu" nie mam na myśli tylko osoby jako człowieka, ale też jakiś cud z nieba, wydarzenie czy cokolwiek innego co przyjdzie i 'nas zbawi'. :)

Życie nam pomoże, ale ruszyć z miejsca musimy sami.. w myśl mojego ulubionego przysłowia: zrób krok a pojawi się droga :)
Dlaczego miałbyś dostać więcej, jeśli nie doceniasz tego, co masz?
Dziękuję za wszystkie dobrodziejstwa, którymi każdego dnia Wszechświat obficie mnie obdarza :givelove

Za ten post autor Infinity otrzymał podziękowania - 6
AnnMargaret, michu, niebieski, Slonce, violet_vill, Świetlista
Avatar użytkownika
Infinity
 
Posty: 50
Dołączył(a): 2 kwi 2019, o 20:41
Podziękował : 35 razy
Otrzymał podziękowań: 47 razy


Powrót do Swobodne dyskusje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości