Nie walcz...

medytacja, ezoteryka, nauki wschodu

Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 17:17

Wiele osób często walczy z negatywnymi emocjami. Jest to całkowicie błędne podejście, co niedawno sobie uświadomiłem.

Jednym z najbardziej negatywnych uczuć z jakimi często ludzie walczą jest strach. Czy walka z własnym strachem ma sens. Nie ma. Dlaczego? Dlatego, że to Ty jesteś "producentem" własnego strachu. Tak naprawdę walczysz więc ze samym sobą.

Innym negatywnym uczuciem jest złość. No tu możesz pomyśleć, że to nie Ty "wyprodukowałeś" złość, że to jest reakcja na to co robi ktoś inny. A ja Ci powiadam: Nic nie jest w stanie doprowadzić Cię do złości, jeśli nie jest ona w Tobie. Jedna osoba zareaguje na coś złością, a druga zachowa spokój. Co więc zrobić, gdy poczujesz w sobie złość? Nie okazuj jej drugiej osobie, ale ją zaakceptuj. Powiedz sobie, że to tylko chwilowa emocja i że zaraz Ci przejdzie. Ot tak po prostu. Na początku Twój umysł będzie się buntował, bo do tej pory miał inny wzorzec, ale z upływem czasu umysł do tego przywyknie i Twoja złość szybko się rozpłynie.

Ludzie często też walczą z własnymi myślami na jakikolwiek temat. No tu już ewidentnie widać, kto jest "producentem" tych myśli. Gdy tak się dzieje, to zacznij myśleć o czymś innym, najlepiej o czymś przyjemnym. Albo pomedytuj, lub po prostu się pomódl. W końcu Twój umysł złamie dotychczasowy wzorzec...

Skrajnym przypadkiem jest depresja. I teraz uwaga: coś takiego jak depresja nie istnieje. Sam przechodziłem taki stan 3 razy w życiu. Za trzecim razem mówiłem sobie, że nie mam depresji, tylko że z nią walczę.... gdybym wiedział to co wiem teraz, to bym nie walczył. Powtórzę jeszcze raz: depresja nie istnieje. Więc dlaczego czujesz się wtedy źle? To sprawka bardzo niskowibracyjnych myśli. Podnieś wibracje swoich myśli do normalnego stanu, a przestaniesz się czuć źle.

W celu zmiany negatywnego stanu emocjonalnego na pozytywny można wykorzystać tzw. kotwice. O psach Pawłowa słyszał chyba każdy, a to nic innego jak wykorzystanie kotwic, więc nie będę się za bardzo rozpisywał na ten temat-jak nie wiesz to wujek google podpowie o co chodzi. Po prostu załóż sobie kotwicę gdy czujesz się wyjątkowo dobrze, a gdy poczujesz się źle, to odpal kotwicę-na wspomnianym wujku znajdziesz informacje jak to zrobić :D
Wild and free :D

Za ten post autor Born1975 otrzymał podziękowania - 3
Lwiczka, Renata, Slonce
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Renata » 2 gru 2016, o 18:47

Dream, zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś, ale przedostatni akapit budzi moje wątpliwości. O depresji na tym forum rozmawialiśmy niejednokrotnie. Akurat w tej kwestii nie mam "doświadczenia", ale to nie jest takie proste w moim odczuciu, jak to przedstawiłeś.
Gdyby ktoś kto naprawdę był w głębokiej depresji, mógł zająć stanowisko i wypowiedzieć się bardziej obszernie, to może moje wątpliwości by się rozwiały ...
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowanie od
Karla
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 19:25

Renia ja sam byłem w takim stanie (nie nazywam już tego depresją w odniesieniu do siebie, a właśnie stanem). Nie będę sie jednak o tym rozpisywał.

Pozostaje pytanie czy to jest proste. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo zależy dla kogo. Dla mnie teraz tak, ale kiedyś.... tragedia. Proste będzie też dla osób zajmujących się duchowością, medytacją itp. Ba takie osoby po prostu nie pozwolą sobie na takie negatywne emocje. No bo zastanówmy się czym jest depresja.Według wikipedii jest to zespół zaburzeń objawiających się głównie obniżeniem nastroju (na wikii definicja jest dłuższa). Jeśli więc "wytrenujesz" panowanie nad negatywnymi emocjami to nie ma mowy o depresji.

U mnie jest to kwestia postawy mentalnej. Po prostu mam wywalone i tyle. Gdy się coś dzieje negatywnego, to nie rozmyślam nad tym, bo to jest bez sensu. Druga sprawa, jak ma się określone cele i się zajmuje ich realizacją, to problemy zaczynasz traktować jak wyzwania. Jest coś co musisz rozwiązać, czegoś się nauczyć, dowiedzieć itp. Problemy same w sobie również nie istnieją. Jest tylko informacja zwrotna. To czy tą informację potraktujemy jak problem, to kwestia naszej interpretacji. Ja traktuję problem jak wyzwanie i to działa.

Trudne będzie dla osób, które nie chcą zmienić swojej postawy. Dla osób, którym ktoś napchał do głowy, że się nie da, a one w to uwierzyły i myślą, że tak musi być. Choć wiem, że dobry coach potrafi pomóc takim osobom. W niedziele o 21 taka osoba prowadzi live na FB. Ja się dużo uczę od tej osoby w kwestiach rozwoju osobistego w kwestiach związanych z duchowością i innymi podobnymi rzeczami. Nie podam nazwiska tej osoby, ale jeśli ktoś chce brać udział w tych liveach to podam namiary na privie.
Wild and free :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 19:28

Przypomniał mi się tekst Mateusza Grzesiaka o depresji, coś mniej więcej takiego:
Jak Ci się chce sr.ć, a nie ma gdzie, to też masz depresję?
Wild and free :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Czarnulka » 2 gru 2016, o 20:02

Renatko, ja mogę się wypowiedzieć w tym temacie...

Tak, jak Wam pisałam już w innym wątku półtora roku temu byłam w najczarniejszej rozpaczy i nie jest to kwestia wyboru, niestety.

Jak to wygląda?

Wstajesz i myślisz o śmierci, nie robisz z tym nic, bo masz świadomość, że takim posunięciem zniszczysz swoją rodzinę, a przecież kochasz rodziców. Tylko dlatego żyjesz. Nie dla siebie. Bo nie ma w tym żadnej radości... Wstajesz z płaczem, pomimo, że do pracy masz na 8:00 budzisz się o 4:00, 5:00, bo przeszywa Cię tak ogromny ból, że nie możesz spać. Zresztą sny... Koszmary, powodujące kilkunastokrotne budzenie się w nocy... Spoconą i z sercem, któro praktycznie chciałoby wyskoczyć...

Jedziesz do pracy, bo musisz... No przecież za coś musisz żyć, prawda? Ale w drodze jedyne o czym myślisz to, że chciałabyś mieć wypadek i zginąć... No ale rodzina...

Pracujesz na autopilocie, płaczesz co godzinę w łazience, poprawiasz makijaż i wracasz za biurko. Uśmiechasz się do ludzi, bo przecież musisz. No jak inaczej? Serce dalej wariuje, czujesz taki niepokój, którego nie da się opisać. Środki uspokajające nie pomagają... Odliczasz czas kiedy wrócisz do domu i zaśniesz. Chcesz tylko spać, bo pomimo koszmarów przynajmniej nie myślisz...

No to wracasz, objadasz się tak, że aż Ci niedobrze. Wymiotujesz. Nieważne, boli już gardło ale zamawiasz jeszcze KFC... Zwijając się ze smutku i rozpaczy na dywanie pijesz whisky. Teraz już bez Coli, bo po co? Można bez...

Nie kontaktujesz już za bardzo, nie obchodzi Cię, że masz niedowagę, krwotoki z nosa, a w ciągu dnia mdlejesz. Jak choruje dusza to choruje i ciało ale kogo by to ruszało, przecież i tak nie widzisz żadnego sensu...

Nawet pijana budzisz się w nocy kilkanaście razy z tym poczuciem pustki... Płaczesz w poduszkę i błagasz o ratunek ale nikt nie słyszy, bo jesteś sama... A jutro znów założysz uśmiech na twarz, umalujesz pięknie rzęsy i pójdziesz do pracy udawać, że wszystko w porządku.

W weekend jest najgorzej, bo nie ma pracy... Nie ma po co wstawać... Więc leżysz na kanapie patrząc bezczynnie w TV. Może wyjdziesz do klubu... Może się pobawisz... Dostajesz zaproszenie od znajomych, którzy przecież nic nie wiedzą. Koleżanka pisze Ci, że będzie fajny singiel. No to wkładasz najlepszą sukienkę, nowe szpilki i jedziesz na domówkę. Pijesz. Dużo... Żeby nie myśleć. Ale i tak myślisz, więc musisz wypić jeszcze więcej. Przestajesz myśleć na chwilę, wydaje Ci się, że wypiłaś tyle, że fajny singiel może zagłuszyć Twój ból. Lądujesz z nim w sypialni i opowiadasz mu płacząc jak bardzo kochasz kogoś z kim od pół roku nie rozmawiałaś i że przecież nawet nie jesteś w stanie dać się dotknąć komuś innemu. Facet patrzy na Ciebie jak na kretynkę i puka się w głowę. Rano tłumaczenie "za dużo wypiłam". Czujesz się jak śmieć, chyba lepiej byłoby się z nim przespać niż opowiadać historię swojego życia ale czasu nie cofniesz... Więc wracasz znów na swój dywan, na który wylałaś morze łez...

Tak w skrócie wyglądało pół roku mojego życia i przysięgam Wam, że nikt nie wiedział przez co przechodzę. Nikt nie zauważył. Nikt tego nie widzi. Nawet nie mamy świadomości co przechodzą czasami ludzie z naszego otoczenia po powrocie do domu...

Nikt mi nie powie, że to nie jest choroba, że to nasz wybór. To nie jest nasz wybór, w takim stanie nie mamy wyboru. Teraz mam wybór, mogę poprawiać samopoczucie nawet gdy mi trudno. W tamtym czasie nie mogłam... Nawet nie chciałam, bo człowiekowi, który jest w depresji jest wszystko jedno, nie widzi nadziei... Nawet jej nie chce...

Mnie wyciągnęły z tego leki i jedna osoba, która zorientowała się, że coś jest nie tak i dzięki, której obejrzałam Sekret i odzyskałam chociaż jakiś ochłap wiary, że coś może się zmienić...

Znam kilka osób, które przez to przeszły.

Jedna z moich przyjaciółek na studiach zmagała się z depresją. Nic nie wiedziałam! Nie zauważyłam, że trochę za często bywa w nocy w McDonaldsie. Że dziwnym trafem je takie ilości, a wcale nie tyje. Może dobra przemiana materii? Może stresy na uczelni? Wypadające włosy i rzęsy usprawiedliwiała nową odżywką... Trwało to dwa lata!

Mój przyjaciel po rozstaniu z narzeczoną zostawił wszystko, rzucił szkołę, pracę, w tygodniu nie było z nim kontaktu, w weekend pił na umór w klubach i sypiał z przypadkowymi dziewczynami... Później znów znikał... Nie odpisywał na wiadomości, nie odbierał telefonu... Trwało to ponad rok! Z wysportowanego, przystojnego faceta stał się wychudzonym, wybiedzonym, schorowanym człowiekiem...

Dowiedziałam się przez co przechodzą dopiero wtedy, kiedy sami mi powiedzieli... A wcale nie było tak, że mnie nie interesowali. Po prostu wtedy nie wiedziałam, że można tak cierpieć... Myślałam, że depresja to wymysł bogatych ludzi, którym po prostu się nudzi i nie mają nic lepszego do roboty niż użalanie się nad sobą. Ale to CHOROBA! I mówię to z pełną świadomością, bo sama przez nią przeszłam.

https://www.youtube.com/watch?v=EJ_S5Rjt_iI

(Nie umiem wstawić filmiku inaczej niż w formie linku)
Ostatnio edytowano 2 gru 2016, o 21:31 przez Czarnulka, łącznie edytowano 1 raz

Za ten post autor Czarnulka otrzymał podziękowania - 2
Karla, Lwiczka
Avatar użytkownika
Czarnulka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 11 lip 2016, o 13:55
Podziękował : 118 razy
Otrzymał podziękowań: 79 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Renata » 2 gru 2016, o 20:16

Dziękuję Czarnulko za ten wpis <33 Nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co przeszłaś, ale to wygląda na przedsionek piekła, o ile nie samo piekło.
Myślę, że to taki stan, w którym samemu trudno jest z tego wyjść. Nie ma się co oszukiwać, kiedy człowiek tak bardzo pogrąży się w czarnych myślach, to odwrócenie tego stanu ot tak na zawołanie graniczy z cudem...

I tak sobie jeszcze myślę, że umysł to narzędzie nie tylko do kreacji, ale do niszczenia, o ile zostanie nieprawidłowo użyty.
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowanie od
Czarnulka
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 20:33

Czarnulko miałem wiele z objawów, które opisałaś.
W całym Twoim wywodzie moją uwagę zwróciło jedno zdanie:

Czarnulka napisał(a):Nawet nie chciałam


No jeśli nie chciałaś.... Ja pierwsze dwa razy też nie chciałem. To jest problem wszystkich osób, którzy wpadają w taki negatywny stan. Za trzecim razem już chciałem.

Problem nie tkwi w tym czy się da, tylko w tym jak to zrobić. Teraz już wiem, że nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu, bo to nic nie daje.

Zastanówmy się jeszcze co się zmienia, gdy masz depresje i potem gdy już jej nie masz. Ano zmieniają się tylko emocje i co za tym idzie postrzeganie świata. To jest takie proste, że trudno w to uwierzyć. A więc ucząc się jak na zawołanie zmienić emocje, człowiek nigdy nie doprowadzi się do takiego stanu.

Sama depresja to wmawianie sobie, że jest źle, choć w rzeczywistości wcale nie jest źle. Jest może inaczej i to wszystko. Z tego wynika, że depresja nie istnieje, to jest stan emocjonalny spowodowany niskiej wibracji myślami-bo świat wokół jest taki sam.

Jest jeszcze kwestia wpływu na fizyczne ciało. Oczywiście, że emocje wpływają na nasz organizm. Ja tam wolę, żeby ten wpływ był pozytywny i taki wybieram. To wszystko jest więc kwestią wyboru, a ten jest zawsze. Nawet jak uważasz, że masz depresję, to i tak masz wybór i możesz zmienić emocje, tylko powtórze-trzeba wiedzieć jak to zrobić.
Wild and free :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 20:34

renata17031 napisał(a):I tak sobie jeszcze myślę, że umysł to narzędzie nie tylko do kreacji, ale do niszczenia, o ile zostanie nieprawidłowo użyty.


I to jest sedno sprawy.
Wild and free :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Lwiczka » 2 gru 2016, o 20:46

renata17031 napisał(a):Dziękuję Czarnulko za ten wpis <33 Nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co przeszłaś, ale to wygląda na przedsionek piekła, o ile nie samo piekło.
Myślę, że to taki stan, w którym samemu trudno jest z tego wyjść. Nie na się co oszukiwać, kiedy człowiek tak bardzo pogrąży się w czarnych myślach, to odwrócenie tego stanu ot tak na zawołanie graniczy z cudem...

I tak sobie jeszcze myślę, że umysł to narzędzie nie tylko do kreacji, ale do niszczenia, o ile zostanie nieprawidłowo użyty.



Tak, relacja Czarnulki jest MOCNA...Znów widzę smutna prawidłowość, że im bardziej na zewnątrz się udaje, że jest ok, tym bardziej nas potem zjadają własne myślotwory. Obsesje i nałogi są bowiem realnymi bytami astralnymi, które zasilamy własną energią, a one jako biorcy nie są chętne nas wypuszczać...Dlatego tak ważna jest świadomość <3 To co opisała Czarnulką jest klasyką, efektem której jest choroba psychiczna bądź śmierć...chyba, że Kogoś/Coś spotkamy, co zmieni kierunek naszej równi pochyłej. Również dużo się na to napatrzyłam...Zresztą większość osób w klubach to ludzie szukający ucieczki, ale rozpaczliwie przy tym udający hedonistów :?

Umysł. Czas zacząć traktować go przyjaźnie :kwiatek Fakt, że oprogramowanie, które mamy nie jest nam sprzyjające, ale da się wyszkolić Umysł tak, by nam pomagał w zgodzie z ciałem. Ostatnio obejrzałam parę filmików jasnowidza Arona i zgadzam się z nim, że Umysł da się oswoić i zniwelować jego tendencje autodestrukcyjne :sun
Avatar użytkownika
Lwiczka
 
Posty: 520
Dołączył(a): 27 cze 2016, o 22:42
Podziękował : 336 razy
Otrzymał podziękowań: 361 razy

Re: Nie walcz...

Postprzez Born1975 » 2 gru 2016, o 20:55

Dla zainteresowanych tematem:

Obrazek
Wild and free :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 812 razy
Otrzymał podziękowań: 513 razy

Następna strona

Powrót do Rozwój duchowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości