Osiemnaście złotych.

medytacja, ezoteryka, nauki wschodu

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Renata » 19 mar 2015, o 15:40

Kokos napisał(a):A jaką książkę Robbinsa zamówiłaś ?
Jeśli "Obudź w sobie olbrzyma", to czytając możesz doznać "deżawi" :lol:

Ja doznaję tego czytając Marka :roll:

Kokos, mam to samo :lol: Doznaję właśnie deja vu, niektóre fragmenty tej książki zalatują mi plagiatem :lol: ;) Mam nadzieję, że jakoś przez to przebrnę :mrgreen:
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3348
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 601 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Kokos » 19 mar 2015, o 16:14

Hahaha :lol:

Oj, Renatko :D
Dzięki Bogu udało mi się połknąć Robbinsa kilka lat temu i wówczas niczym mi nie zalatywał :D
Ale Tobie może być teraz trudniej :lol:

Na pocieszenie powiem, że jest sporo fragmentów niesplagiatowanych. W sumie te najbardziej interesujące :)
❤ ❤ ❤
Uwielbiam gdy mnóstwo pieniędzy jest w moim doświadczeniu!
Doświadczam wspaniałości życia!
Jestem wspaniałą istotą!
Idealny przepływ energii pieniędzy przez moje doświadczenie, to uwielbiam!
Energia bogactwa pulsuje w moim ciele!
Avatar użytkownika
Kokos
 
Posty: 2075
Dołączył(a): 21 cze 2014, o 11:30
Lokalizacja: [size=200][color=#FF0040] ❤ [/color][/size]
Podziękował : 561 razy
Otrzymał podziękowań: 394 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Born1975 » 11 kwi 2015, o 20:08

Nie wiem czy było:

SYN: Tato, mogę Cię o coś zapytać?
TATA: No jasne, o co chodzi?
SYN: Tato, ile zarabiasz na godzinę?
TATA: To nie twoje sprawa. Dlaczego zadajesz mi takie pytanie?
SYN: Ciekawy byłem. Powiedz mi proszę ile zarabiasz na godzinę.
TATA: No,jak tak bardzo chcesz wiedzieć zarabiam 100 $ na godzinę.
SYN: Oj! (z opuszczoną głową), tato, pożyczyłbyś mi 50 $?
Tata się wkurza.
TATA: Jedyny motyw dlaczego mnie o to zapytałeś, bo chciałeś żebym pożyczył ci pieniędzy na zakup jakieś głupiej zabawki, albo innej bezsensownej rzeczy do swojego pokoju i do łóżka.
Zastanów się nad tym dlaczego jesteś takim egoistą. Ja pracuję ciężko cały dzień a ty zachowujesz się tak niedojrzale.

Mały chłopczyk poszedł w ciszy do swojego pokoju i zamknął drzwi.
Mężczyzna usiadł i myśląc o pytaniu chłopca i jeszcze bardziej się zdenerwował. Jak on mógł zadać mi takie pytanie. Zaczął rozmyślać.
Może miał potrzebę kupić coś niezbędnego za te 50 $, nie pyta często o pieniądze.
Mężczyzna poszedł do pokoju chłopca i otworzył drzwi.

TATA: Śpisz synku?
SYN: Nie tato, nie śpię
TATA: Tak sobie pomyślałem, że może byłem zbyt surowy dla ciebie. To był naprawdę ciężki dzień dla mnie i wyładowałem się na tobie. Oto 50 $ o które mnie poprosiłeś.
Mały chłopiec usiadł na łóżko i uśmiechnął się.
SYN: Ach, dziękuję tato.
Po czym spod poduszki wyciągnął pomarszczone banknoty. Mężczyzna zobaczywszy, że chłopiec miał pieniądze zaczyna się denerwować.
TATA: Dlaczego chcesz pieniądze skoro je masz?
SYN: Ponieważ nie miałem wystarczająco, ale teraz już mam.
Tato, mam 100 $ teraz. Mogę kupić jedną godzinę z twojego czasu. Proszę przyjdź wcześniej jutro z pracy. Chciałbym zjeść z tobą kolację.
Tata oniemiał. Objął synka i błagał o przebaczenie.
To jest tylko historyjka, która ma przypomnieć wam wszystkim, że nie jest tylko ważne aby pracować ciężko całe życie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że czas ucieka nam między palcami, a my nie spędzamy go z osobami bliskimi, ważnymi, tymi które kochamy. Jeżeli umarlibyśmy jutro, firma dla której pracujemy łatwo nas zastąpi w kilka dni, ale rodzina i przyjaciele będą nas opłakiwać przez resztę ich życia. Pomyślmy więc dlaczego tak bardzo jesteśmy pochłonięci pracą. Istnieją ważniejsze rzeczy.
Follow your dreams. They know the way :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2242
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 811 razy
Otrzymał podziękowań: 512 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Calcifer » 11 kwi 2015, o 21:57

Ładna opowiastka :) Przypomniała mi się podobna :

Jest to historia o ojcu który pracował bardzo ciężko, chcąc wyżywić żonę i ich trójkę dzieci. Udawało mu się to, ale warunki ich życia nie były najlepsze, dlatego też mężczyzna po pracy dokształcał się by w końcu zapewnić lepszy byt swojej rodzinie. Do domu wracał więc bardzo późno w nocy i niemal nie widział się z rodziną . Z wyjątkiem niedziel, ojciec rzadko jadał posiłki z rodziną. Pracował bardzo ciężko i studiował, bo chciał, aby zapewnić swojej rodzinie więcej pieniędzy. Po pewnym czasie żona i dzieci zaczęły narzekać, że mężczyzna spędza z nimi za mało czasu. Ten obruszył się, twierdząc że robi to przecież wszystko dla nich. W głębi jednak sam również chciał spędzać więcej czasu ze swoimi bliskimi.

Nadszedł dzień, kiedy ojciec w końcu ukończył studia. Ku jego radości otrzymał nawet wyróżnienie! Wkrótce potem zaproponowano mu dobrą pracę w wyuczonym zawodzie i zaczął zarabiać dużo lepiej.

Niestety, pieniędzy co prawda starczało im na jedzenie i życie na średnim poziomie jednak brakowało na super ubrania, wakacje za granicą. Poza tym, mężczyzna chciał mniej pracować a spędzać więcej czasu z rodziną. Mężczyzna wystartował w otwartym konkursie na kierownika swojej firmy i znów pracował ciężej i rzadko widywał się z rodziną na co ta narzekała.

Ciężka praca opłaciła się i mężczyzna awansował. Radośnie, postanowił zatrudnić pokojówkę, aby zwolnić swoją żonę z jej domowych zadań. Stwierdził także, że ich trzy-pokojowe mieszkanie nie jest już na tyle duże, że byłoby miło dla jego rodziny, aby móc korzystać z dużego domu. Zachęcony efektami, ojciec postanowił że warto udać się na dalsze studia i zacząć pracę na kolejny awans. Rodzina wciąż widywała go rzadko. W rzeczywistości, czasami ojciec musiał pracować w niedziele chcąc pozyskać dodatkowych klientów. Ponownie rodzina zarzucała mu, że spędza z nimi za mało czasu a on znów uważał, że robi to tylko dla nich.

Zgodnie z oczekiwaniami, ciężka praca opłaciła się ponownie i mężczyzna kupił piękną willę z widokiem na wybrzeże w Singapurze. W pierwszą niedzielę wieczorem w ich nowym domu, ojciec oświadczył swojej rodzinie, że postanowił nie rozpoczynać kolejnych studiów i nie starać się o kolejny awans. Od tego czasu miał zamiar poświęcić więcej czasu swojej rodzinie.

Mężczyzna nie obudził się następnego dnia.
Sekretna technika starożytnych o nazwie "Kame Ha Me Ha"

https://www.youtube.com/watch?v=JnQIe_Xqs5k
Avatar użytkownika
Calcifer
Inicjator forum
 
Posty: 2151
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:53
Lokalizacja: Wyspa Genialnego Żółwia.
Podziękował : 224 razy
Otrzymał podziękowań: 432 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Born1975 » 13 sie 2015, o 13:35

Pewnego razu osioł wpadł do studni i zaczął głośno ryczeć, wzywając pomocy. Na jego krzyki przybiegł właściciel i rozłożył ręce – przecież nie da się wyciągnąć osła ze studni.
Wówczas gospodarz pomyślał: „Mój osioł jest już stary i niewiele życia mu zostało, a ja i tak chciałem kupić nowego, młodego osła. Ta studnia całkiem już wyschła i już dawno chciałem ją zasypać oraz wykopać nową. Czemuż by więc nie upiec dwóch pieczeni przy jednym ogniu – zasypię starą studnię i jednocześnie pochowam osła”.
Niewiele myśląc, zaprosił swych sąsiadów, wszyscy zgodnie chwycili za łopaty i zaczęli wrzucać ziemię do studni. Osioł od razu zrozumiał, co jest grane, i zaczął głośno ryczeć, ale ludzie nie zwracali uwagi na jego krzyk rozpaczy i milcząc, wrzucali ziemię do studni.
Jednak osiołek bardzo szybko umilkł. Kiedy gospodarz zajrzał do studni, ujrzał następujący widok: każdy kawałek ziemi, który spadał na grzbiet osiołka, ten strząsał i udeptywał. Po jakimś czasie, ku powszechnemu zdziwieniu, osiołek znalazł się na powierzchni i wyskoczył ze studni.


Jaki stąd morał?

W naszym życiu zdarza się wiele różnych nieprzyjemności i w przyszłości możesz przyciągać do siebie coraz to nowe. I za każdym razem, kiedy spadnie na Ciebie kolejna gruda, pamiętaj, że możesz strząsnąć ją i właśnie dzięki niej wznieść się nieco wyżej. W ten sposób stopniowo zdołasz wydostać się z najgłębszej studni problemów.
Follow your dreams. They know the way :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2242
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 811 razy
Otrzymał podziękowań: 512 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Renata » 13 sie 2015, o 20:50

A ja podsumuję tę historię cytatem:

"Czasami zamykają się drzwi, żeby mogły otworzyć się wrota. Nie mogą być otwarte jednocześnie, bo zrobi się przeciąg (…) Zakręty tak naprawdę prostują nasze życie. i zawsze będą w nim tacy przyjaciele, co powypadają z zakrętów i już nigdy do nas nie wrócą." Katarzyna Enerlich
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3348
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 601 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Born1975 » 21 sie 2015, o 00:47

Ta historia to najlepszy dowód na to, że jeżeli coś jest sobie przeznaczone, to prędzej czy później się stanie…

Wracając do domu, pewnego mroźnego wieczora, natknąłem się na portfel, który ktoś zgubił na chodniku. Zajrzałem do środka, mając nadzieję, że znajdę namiary na właściciela, ale jedyne co znalazłem, to 3 dolary i stary list.

Koperta była bardzo stara i rozerwana. Widniał na niej adres i data… 1942! List był napisany ponad 70 lat temu!

Autorką listu była kobieta o pięknym piśmie. Pisała ona do Michaela, który wyjechał na wojnę nie mogła dłużej się z nim widywać, ponieważ jej rodzice zabierali ją za granicę. Na końcu widniał podpis: Hannah.

Przejęty listem, postanowiłem zadzwonić do operatora telefonu, mając nadzieję, że może jakiś numer pasuje do tego adresu. Po długich prośbach i rozmowach z kierowniczką dowiedziałem się, że nie mogę go dostać, ale kobieta zgodziła się tam zadzwonić i wyjaśnić w moim imieniu całą sytuację.

Kilkanaście minut później oddzwoniła z informacją, że ktoś chce ze mną rozmawiać. Była to kobieta, która usłyszawszy imię Hannah, odpowiedziała:

Kupiliśmy ten dom od rodziny, których córka miała na imię Hannah. Ale to było jakieś 30 lat temu.

Czy wie pani, gdzie teraz mieszka ta rodzina? - spytałem

Wiem tyle, że Hannah musiała umieścić swoją matkę w domu spokojnej starości. Była bardzo schorowana i niesamodzielna. Może, gdyby pan skontaktował się z tym ośrodkiem, wiedzieliby, gdzie jest Hannah.
Kobieta wręczyła mi numer telefonu ośrodka. Zadzwoniłem tam natychmiast. Dyrektorka powiedziała mi, że matka Hanny zmarła wiele lat temu, zaś ona mieszka w innym miejscu. Poruszona moją opowieścią zgodziła się dać mi numer telefonu.

Gdy zadzwoniłem, odebrała kolejna kobieta. Okazało się, że dodzwoniłem się do innego domu opieki, którego Hannah była teraz pacjentką. Znajdował się on zaledwie pół godziny drogi od mojego domu.

Mimo, iż dochodziła 22:00, spytałem kobiety po drugiej stronie, czy mógłbym się spotkać z Hanną. Opowiedziałem jej historię, po czym ona odparła:

Cóż… jeśli się panu poszczęści, może trafi pan na nią w pokoju wspólnym przy telewizorze.
Nie zwlekając ani chwili, wsiadłem w auto i pojechałem pod wskazany adres. Po drodze zastanawiałem się, dlaczego zawracam sobie głowę jakimś listem, który był napisany tak dawno temu? Czy jest sens ingerować w czyjeś życie? Ta sprawa nie dawała mi jednak spokoju. Chciałem poznać prawdę.

Powitała mnie pielęgniarka w towarzystwie ochroniarza. Przedstawiłem się i powiedziałem co i jak. Uprzejma pracownica, która została wcześniej wtajemniczona w sprawę, zaprowadziła mnie na trzecie piętro do przestrzennego pokoju. Przy zapalonej lampce siedziała starsza kobieta.

Hannah, masz gościa.
Staruszka podniosła głowę i spojrzała na mnie pytająco. Nieśmiało podszedłem bliżej i usiadłem obok. Następnie przez 15 minut opowiadałem jej historię dziwnego znaleziska i listu, który tak bardzo mnie poruszył.

Młody człowieku… list, o którym mówisz, był moim ostatnim kontaktem z Michaelem - powiedziała Hannah. – Bardzo go kochałam. Byliśmy jednak bardzo młodzi, a w kraju panowała wojna. Michael wyjechał na front, a ja obiecałam mu czekać. Wtedy moi rodzice zabronili mi się z nim więcej kontaktować i zabrali mnie za granicę. Ale ja musiałam się chociaż z nim pożegnać… och, Michael Goldstein był wspaniałym człowiekiem. Gdybyś go kiedyś spotkał, powiedz mu, że często o nim myślę.
Pożegnałem się z Hanną i wzruszony udałem się w kierunku windy. Ochroniarz zaciekawiony spytał mi, czy otrzymałem pomoc od Hanny.

Przynajmniej znam jego nazwisko. Cały dzień próbuję się dowiedzieć, do kogo należy ten portfel.
Charakterystyczny, stary skórzany portfel przykuł uwagę mężczyzny. Wziął go ode mnie i zmierzył wzrokiem.

Wszędzie poznam ten portfel. Należy do pana Goldsteina, który mieszka na 8. piętrze. Tak, to na pewno jego portfel. Nieustannie go gdzieś zostawia.
Zaskoczony zjechałem na dół i pobiegłem szukać pielęgniarki. Gdy spytałem ją o możliwość rozmowy z panem Goldsteinem, ta natychmiast zawiozła mnie na 8. piętro.

Starszy pan siedział przy oknie i czytał książkę przy zapalonym świetle. Pielęgniarka spytała go, czy zgubił portfel, na co on uśmiechnął się i podziękował za zwrócenie zguby.

Musiał mi wypaść dziś po południu, gdy pojechaliśmy na małą wycieczkę do miasta. Dziękuję.
Wtedy wyznałem mu, że przeczytałem list i wiem, gdzie jest Hannah. Mężczyzna spojrzał na mnie pytająco, jakby nie spodziewał się usłyszeć takiej dobrej wieści już nigdy w życiu.

Hannah? Naprawdę? Możesz mi powiedzieć, gdzie jest? Muszę z nią porozmawiać!
Złapał mnie mocno za rękę i szepnął, patrząc prosto w oczy.

Kochałem ją najbardziej na świecie. Moje życie rozpadło się na kawałki, gdy dostałem ten list.
Za zgodą pielęgniarki pojechaliśmy na 3. piętro. Hannah wciąż tam była. Chyba przysypiała przed telewizorem.

Hannah – powiedziała pielęgniarka. – Znasz tego mężczyznę?
Staruszka zdjęła okulary i przyjrzała się nam podejrzliwie. Następnie skierowała wzrok tylko na Michaela.

Boże, Hannah… to ja, Michael… pamiętasz mnie?
Wtedy na twarzy kobiety namalował się szeroki uśmiech.

Przez następne 5 minut łzy lały się strumieniami. Hannah i Michael nie mogli uwierzyć, że się spotkali.

Przez cały czas byliśmy tak blisko, a jednak tak daleko. Tak właśnie działa przeznaczenie. Kiedyś musieliśmy się wreszcie spotkać. A to wszystko twoja zasługa, młody człowieku.
Trzy tygodnie później otrzymałem telefon z ośrodka. Hannah i Michael zaprosili mnie na ślub. Uczestniczyli w nim wszyscy pacjenci domu opieki, a także służba. Miałem ten zaszczyt być drużbą Michaela. Małżonkowie otrzymali wspólny pokój i do dziś utrzymuję z nimi kontakt. Odwiedzam ich co najmniej raz w miesiącu i przyznaję, że nigdy nie widziałem tak szczęśliwych ludzi.

Przepiękne zakończenie romansu, który trwał ponad 70 lat!
Follow your dreams. They know the way :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2242
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 811 razy
Otrzymał podziękowań: 512 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Born1975 » 5 paź 2015, o 16:30

Pierwszym co zauważył, zyskując świadomość własnego istnienia, był rytmiczny stuk. Właściwie dwa stuknięcia, głośniejsze i cichsze. Stuk-puk!...stuk-puk!...stuk-puk!...stuk-puk!... Cały czas, bez końca, gdzieś u góry, wysoko nad nim.

Kiedy przyzwyczaił się do tego dominującego, wszechobecnego dźwięku, zaczął wychwytywać inne. Wielkie „stukadło” nie było samo, małe stukadełko znajdowało się w nim samym. Dźwięk i drgania rozchodziły się po jego maleńkich kończynach parami delikatnych wstrząsów.

Otoczenie było... tak jakby powolne, gęste. Słyszał echo swoich własnych ruchów. Badając otoczenie, doświadczył subtelnego ciepła i miękkości ścian, swego rodzaju... bańki, balonu w jakim się znajdował. Jego uwagę przykuł przewód połączony z jego brzuszkiem.

- Jest początek, musi być i koniec – pomyślał. Przewód kończył się w ścianie, a co dziwne – obok zaczynał się drugi przewód! Płynąc wzdłuż niego usłyszał... drugie maleńkie stukadełko, należało do niewielkiego, miękkiego kształtu na końcu przewodu. Malec zrozumiał, że napotkał istotę taką jak on. Swojego... brata! Ten jednak zdawał się nie reagować na dotyk, a nawet na delikatne poszturchiwania. Do czasu.

- Co to za dźwięk? Ten Stuk-puk... stuk-puk... stuk-puk? Zapytał młodszy brat, który dopiero zyskał samoświadomość.

- To Wielkie Stukadło! Odpowiedział brat starszy z dumą odkrywcy w głosie.

Rozdział Drugi

- Ej... starszy... śpisz?... hmmm?... – zapytał Młodszy zadziornie. Po chwili odpowiedział mu cichy pomruk niezadowolenia. Nie zamierzał odpuścić.

- No pytam tylko, czy śpisz.

- Śpię – odpowiedział brat, zdając sobie sprawę z tego, jak z sekundy na sekundę jego stwierdzenie przestaje być aktualne.

- Jeśli śpisz, czemu odpowiadasz? – w głosie Młodszego słychać było nutę złośliwości.

- Odpowiadam, bo nie wiesz kiedy się zamknąć, durniu. – Starszy był już wkurzony.

- Daj spokój! Jak długo można spać, nudzę się!

- Może to moja wina?

- Tak Twoja! – odparł zdecydowanie - Przez Ciebie nie mogę spać! – tu Młodszy przerwał, wziął głęboki oddech i spokojnie zapytał - Naprawdę myślisz, że świat się kończy?

Drwiący uśmiech zawitał na twarzy starszego brata. Zdawał się upajać swoją intelektualną przewagą.

- Jest dokładnie - zaznaczył - dokładnie tak, jak mówiłem. Jesteśmy coraz więksi, świat przestał się rozszerzać razem z nami. Robi się coraz ciaśniej. Więc albo któregoś dnia nagle ot tak przestaniemy rosnąć... na co nic, ale to nic nie wskazuje – tu wziął głęboki oddech - albo... czeka nas nieunikniony koniec. – Uśmiechnął się, gorzko wzruszając ramionami.

- Czemu od razu mielibyśmy umierać? Coś – zaakcentował - zmieni się na pewno. Może wreszcie zobaczymy... no wiesz... Ją?

Starszy brat stracił uśmiech z twarzy, spoważniał. Spojrzał na Młodszego karcąco.

- Znowu wyskakujesz z tą Mamą? – Uniósł łuki brwiowe.

- A czemu nie?

- Bo prawie na pewno ktoś taki nie istnieje – rzucił te słowa dobitnie i z irytacją – Naprawdę musimy znowu o tym rozmawiać?

- No chyba! – wykrzyknął - Rozmawiamy w końcu o tym co jest na zewnątrz, więc raczej! O kim niby, jak nie o mamie?

- No właśnie nie wiem jaki jest sens rozmawiać o czymś, co nas nie dotyczy, i na co nie mamy wpływu.

- Naprawdę nie jesteś ciekaw?... No wiesz... świata na zewnątrz? – zapytał Młodszy z niedowierzaniem.

Starszy westchnął i rzucił - Chodzi ci o ten świat pełen hałasów, zderzeń i wstrząsów, które zatrzymuje i tłumi nasza błona? Ten w którym zaraz zostałbyś połamany... albo zgnieciony? Ten, który może być tysiące razy dłuższy od twojej pępowiny... taaak... tej właśnie pępowiny bez której umarłbyś z głodu? – uśmiechając się drwiąco, ciągnął dalej - Jakby się tak zastanowić, to pewnie nie zdążyłbyś umrzeć z głodu, bo ten świat może być zbyt gorący lub zbyt zimny, żeby w ogóle w nim przetrwać.

Młodszy westchnął tylko kładąc dłoń na twarzy, ale nie przerwał. Starszy ciągnął dalej.

- Nie. Nie jestem go ciekaw. Ani trochę. Ani ciut-ciut. Mam tu ciepło i wygodnie, mam drożną pępowinę, która działa jak trzeba, mam nawet z kim pogadać... chociaż wiesz co... ostatnio wkurzasz mnie coraz bardziej. Rozważam przerzucenie się na gadanie do siebie. – dodał nie ukrywając złośliwości.

Udając, że nie słyszy złośliwego tonu, młodszy braciszek uśmiechnął się splatając ręce na klatce piersiowej.

- Przesadzasz Starszy. – rzucił pewny siebie - Słyszymy bicie serca, wyrosły nam po dwie ręce, których prawie nie używamy, mamy dwie nogi, których prawie nie używamy – a sprawdzałem! I już prawie – podkreślił wypowiadane słowo - mogę unieść na nich całego siebie! – uśmeichał się już szeroko - Wszystkie one wyrosły nam dzięki temu, że Mama..

- ...że „Świat”. Trzymajmy się znanych faktów.

- Jak tam wolisz. Że świat albo Mama – ciągnął Młodszy - karmi nas przez pępowinę. Moim zdaniem, niepotrzebne rzeczy by nam nie wyrastały, gdyby Mama nie przygotowywała nas do jakiejś... hmmm... Wielkiej Zmiany. Dlatego ci mówię, że przesadzasz... wybierasz sobie co ci pasuje do twoich poglądów. – zamyślił się na chwilę, ściągnął łuki brwiowe po czym dodał - Ty się boisz o tym wszystkim myśleć, czy co?

- Oj chciałbym przesadzać – zaczął, ignorując niezbyt komfortową końcówkę pytania brata.

- Młody, powiem wprost. Ten świat nas karmi, grzeje, dba o nas. Tak jest zbudowany. Jeśli nie jest rajem, to nie wiem jak raj miałby wyglądać. Mamy tu WSZYSTKO, dosłownie. Po prostu ciesz się czasem, jaki nam pozostał, nie myśl o końcu świata, żyj chwilą, rozkoszuj się małymi przyjemnościami, które nas otaczają... Ja tak robię.

Młodszy brat westchnął i wziął jeszcze jeden głęboki oddech.

- Słuchaj Brat, ja myślę, że Mama...

- A ty znowu z tą Mamą! – krzyknął zirytowany do granic - Popatrz... nawet jakbyś jakimś cudem się przedostał do świata na zewnątrz... nie wiem... jakoś rozłożył na części i przecisnął ten swój durny łeb przez otwór – otwór szerokości twojej ręki... to co wtedy? Twoja wymyślona mama, byłaby jedyną nadzieją na ratunek przed źródłami hałasów, wstrząsami, śmiercią głodową i nie mamy BLADEGO pojęcia przed czym jeszcze. – Starszy był zdenerwowany i nakręcał się coraz bardziej.

- Pokładanie całej nadziei – ciągnął - w kimś, kto na pewno nie istnieje, jest po prostu, zwyczajnie durne. – podkreślił dobitnie. - Nie chcę mieć durnego brata, więc może weź tak zmądrzej, co?

- A te wszystkie znaki? Dowody? – odparł Młodszy, ignorując personalną zaczepkę i zdecydowanie nie dając za wygraną.

- Taaaaak?... Słucham? – drwił Starszy.

- No wtedy... pamiętasz na pewno jak mama dotykała nas przez ścianę! – rzucił z ciepłem w głosie.

- Naturalne zjawisko fizyczne. – Odparł starszy pewnym, chłodnym tonem znawcy.

- Hałasy? Muzyka? Dźwięki, które brzmiały jakby miały znaczenie?

- Kataklizmy i inne gwałtowne zdarzenia, przed którymi chroni nas Błona nazywana Łożyskiem. – odpowiedział wyraźnie już zniecierpliwiony.

Młody uśmiechnął się od ucha do ucha – To, że raz woda jest kwaśna, nieprzyjemna i piecze, a innym razem jest tak przyjemna, że dostajemy od niej głupawki i ze wszystkiego się śmiejemy!

- Hehehe – starszy nie mógł powstrzymać wesołości - wybacz, ale to też naturalne zjawiska pogodowe.

- Wiem! – wykrzyknął młodszy z braci - Bicie serca Mamy, które czujemy i słyszymy z góry!

Starszy spoważniał. Ściągnął łuki brwiowe. Przygotował swój najbardziej sucho–nauczycielski ton.

- No właśnie... Tylko słyszymy. I nie wiemy czy to bicie serca, czy po prostu mechanizm działania świata. O wiele bardziej prawdopodobne, że to nasze serca wydają takie, a nie inne dźwięki, dostosowując się do naturalnego... – nagły bulgot zagłuszył myśl malca. Ten zamilkł, rozejrzał się wokoło.

- Co się dzieje z wodą? – zapytał ze strachem w głosie.

- ...opada... –młodszy brat odpowiedział szeptem. Po czym wrzasnął.

- Brat!... woda opada!... co siędzieje?... Brat!

Ten jużdoskonale wiedział co siękroi.

- Myślałem, że mamy więcej czasu...

Rozdział 3

Tego jeszcze nie było. Woda była raz lepsza, raz gorsza, ale jeszcze nigdy nie odpływała– Starszy brat próbował zebrać szalejące myśli, znaleźć każdą możliwą interpretację sytuacji. Każdą oprócz jednej. Jednak najbardziej oczywisty wniosek, nasuwał się sam. Wbijał się do głowy z coraz większą brutalnością. To już koniec. Zginiemy.

Nagłe uderzenie ścian odebrało mu oddech. Jakby wszystkie ściany na raz, jednocześnie skurczyły się na krótką chwilę. Świat nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.

- Co to było? – spytał młodszy przerażony.

- Nie wiem... jakiś skurcz.... jakby wszystkie ściany na raz chciały nas wypchnąć w kierunku otworu.

- Jest otwarty, co nie? Otwór – zauważył Młodszy wskazując na maleńką lukę, z której zaczęło wydobywać się światło - Nie mówiłem? Rozszerza się coraz bardziej.

- Tak, widać nawet jakieś światło – potwierdził Starszy - Ale cały czas jest bardzo mały. O wiele za mały, żeby przejść!

Kolejny skurcz, z basowym łupnięciem wstrząsnął światem. Był wyraźnie silniejszy od poprzedniego.

- Ała!... ten był mocny... wyraźnie w kierunku otworu!

Trwali w milczeniu, zastanawiając się, co dalej. Co robić? Czy w ogóle mogą zrobić cokolwiek? Dwie rzeczy były oczywiste. Świat zachowywał się, jakby próbował wypchnąć ich na zewnątrz. Otwór powiększał się, ale wciąż był kilkakrotnie mniejszy niż oni. Powiększał się za wolno. Szept Starszego przerwał ciszę.

- Słuchaj braciszku, ja tu zostaję...

Zaskoczony krzyk Młodszego nie pozwolił ciągnąć wywodu.

- Zwariowałeś!… Kompletnie ci odbiło?!... – odczekał aż odzyska oddech, uspokoi się chociaż trochę – Tak... na chłopski rozum co lepsze: mała szansa tam, czy śmierć tutaj?

- Posłuchaj mnie przez chwilę – odpowiedział Starszy ze smutkiem - Otwór wciąż jest jakieś cztery razy mniejszy od ciebie, nawet jak się rozciągnie, prawdopodobnie tego nie przeżyjesz.

Młodszy nie czekał z odpowiedzią.

- Robi się powoli większy, elastyczny, nie przekonasz się, jeśli nie spróbujesz! – krzyczał z desperacką nadzieją w głosie - Zresztą, wszystko nabiera sensu! Coraz mniej miejsca, ręce, nogi, skurcze, opadająca woda! Tak miało być! Rozumiesz?! – tu przerwał, by wziąć głęboki oddech - Będzie bolało? Okej. Złamiesz rękę? Co z tego? Będziesz TAM! – zacisnął energicznie piąstkę uderzając w miękką ścianę obok poszerzającego się otworu - Z mamą czy bez mamy, nieważne... jeśli to wytrzymasz, przetrwasz, to cię wzmocni, będziesz silniejszy! No bo... jakby świat chciałby nas zabić... co nie?... to zamiast pchać nas na zewnątrz, po prostu przestałby nas karmić... Logiczne nie? – spoglądał na brata pytająco - Możemy spróbować się przecisnąć.

- Właśnie nie możemy! – krzyknął starszy brat w bezsilnej złości - W tempie, w jakim pojawiają się skurcze, prawdopodobnie zostaniemy wyciśnięci przez otwór i zgnieceni. Nie zamierzam pchać się na śmierć! Nie chcę umierać w męczarniach z głodu, połamany i zgnieciony. – przerwał, spojrzał na brata szeroko otwierając oczy - Ty może dasz radę! Ale ja... nie mam tam szans! Jestem za słaby rozumiesz?! Zawsze byłem od ciebie mniejszy i słabszy.

- Nieprawda. – zdziwiony szept młodego był jednocześnie pełen pewności.

- Wolę umrzeć, tutaj w spokoju niż zostać tam zmiażdzony... Z resztą, może się myliłem? Może mamy to przetrzymać? – Starszy uśmiechnął się, ale to nie był uśmiech nadziei ani radości. Uśmiech przywodził na myśl szaleństwo - Tak! Zostanę tutaj! Zrobię wszystko by to przetrwać! Może woda wróci? Może mamy po prostu wytrzymać, przeczekać? Może to jest test? Młody, zostań ze mną! Znowu będzie dobrze, spokojnie i ciepło!

- O czym ty w ogóle... – rzucił młody panicznie - sam powiedziałeś, że skurcze są coraz silniejsze. Ale niemożliwe, żeby to był koniec. Mama na pewno coś zrobi, na pew...

- Zamknij się. – uciął starszy cicho ale dobitnie. Młodszy jednak kontynuował coraz głośniej.

- ... na pewno nas uratuje, coś się stanie i zmieni na koniec, i tak to jest lepsze niż...

- Zamknij się! – Starszy brat uniósł głos. Młodszy jednak ciągnął dalej, bezlitośnie budząc okrutną, irracjonalną, nieuzasadnioną nadzieję.

- ... mówię, że to przecież lepsze niż pewna śmierć, nawet jak...

- ZAMKNIJ SIĘ!!! – Wrzask Starszego przeszył każdą komórkę ich ciał, wstrząsnął światem wokół... głucha cisza nastała na moment, by zaraz zmienić się we łkanie. Ciche łkanie zmieniało się w płacz. Głęboki smutek, strach i poczucie bezradności było wszechobecne. Kolejny skurcz, potężny impuls rzucił braci na przeciwległą ścianę, od strony otworu.

- Jesteś tego pewny? Nie chcę iść bez ciebie. – Młodszy spytał cicho.

- Tak. – westchnął ciężko - Nie wyobrażam sobie innego życia. Zostaję, woda wróci, ciepło wróci...

- Sam nie wierzysz w to, co mówisz – z żalem odpowiedział Młodszy. Odpowiedziało mu milczenie brata. Po chwili świat znowu uderzył ich kolejnym skurczem. Potem drugim, i trzecim.

- Słuchaj! Jestem bliżej otworu – krzyknął młodszy z braci, trzymając się ostatniej nadziei - powiększył się, wpuszcza więcej światła. Idę pierwszy. Jestem silniejszy mówisz? To rozciągnę go dla Ciebie! – krzyknął - Jeśli nie pójdziesz za mną, to już nigdy się nie zobaczymy!... Słyszysz?!... Idę!

Zbliżył głowę do otworu. Większego niż wcześniej, ale wciąż zbyt małego by przejść. Światło było oślepiające. Kurczący się świat nacisnął na niego z tyłu.
Follow your dreams. They know the way :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2242
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 811 razy
Otrzymał podziękowań: 512 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Renata » 5 paź 2015, o 17:07

O jejku, ale przeżycie! Nie mniej ciekawe, niż po drugiej stronie ściany ;-)
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3348
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 601 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Osiemnaście złotych.

Postprzez Born1975 » 5 paź 2015, o 20:02

renata17031 napisał(a):O jejku, ale przeżycie! Nie mniej ciekawe, niż po drugiej stronie ściany ;-)


Przeczytałaś całość? No to gratuluję wytrwałości :)
Follow your dreams. They know the way :D
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2242
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 21:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 811 razy
Otrzymał podziękowań: 512 razy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Rozwój duchowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość