Źródłem problemów jest umysł

medytacja, ezoteryka, nauki wschodu

Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Calcifer » 17 wrz 2014, o 14:50

"Źródłem wszystkich problemów jest sam umysł. Pierwszą rzeczą, którą trzeba zrozumieć jest to, czym jest umysł, co go tworzy, czy jest jednostką czy procesem, czy jest substancjalny czy podobny do snu? A dopóki nie poznasz natury umysłu, nie będziesz w stanie rozwiązać żadnych życiowych problemów. Możesz czynić wysiłki, ale gdy będziesz próbował rozwiązywać pojedyncze problemy, będziesz musiał ponieść klęskę – to pewne – bo w rzeczywistości żaden pojedynczy problem nie istnieje: umysł jest problemem. Jeśli , rozwiążesz ten czy inny problem, to nic nie pomoże, bo źródło pozostanie nietknięte. To tak jakby obcinać drzewu gałęzie, przycinać liście nie wycinając go z korzeniami. Będą pączkować nowe liście, będą wyrastać nowe gałęzie – nawet gęściejsze niż uprzednio; przycinanie pomaga drzewu gęstnieć. Dopóki nie potrafisz wyciąć go z korzeniami, twojemu zmaganiu brak fundamentu i jest ono głupotą. Zniszczysz siebie, a nie drzewo.

W walce roztrwonisz energię, czas, życie, a drzewo będzie coraz silniejsze, bujniejsze i gęstsze. A ty będziesz czuł się zaskoczony tym, co się dzieje: wykonujesz tyle ciężkiej pracy próbując rozwiązać ten czy ów problem, a one rosną i rosną. Nawet, gdy jeden problem jest rozwiązany to nagle dziesięć zajmuje jego miejsce.

Nie próbuj oddzielnie rozwiązywać pojedynczych problemów – one nie istnieją: umysł jest problemem. Ale umysł kryje się pod ziemią; dlatego nazywam go źródłem, korzeniami – nie jest widoczny. Kiedykolwiek natrafiasz na problem, problem znajduje się ponad gruntem, dlatego nie możesz go zobaczyć – i dlatego też dajesz się mu zwieść. Zawsze pamiętaj, że to, co widoczne nigdy nie jest źródłem czy korzeniami. Korzenie zawsze pozostają niewidoczne, źródło jest zawsze ukryte. Nigdy nie walcz z tym co jest widoczne – w przeciwnym razie będziesz walczył z cieniami. Zmarnujesz siły, a w twoim życiu nigdy nie dokona się żadna przemiana, te same problemy będą się pleniły w nieskończoność. Poobserwuj własne życie a zrozumiesz, co mam na myśli. Nie mówię o żadnych teoriach dotyczących umysłu, a tylko o tym, jaki on jest. Faktem jest, że to umysł musi być rozwiązany.

Przychodzą do mnie ludzie i pytają: „Jak uspokoić umysł?” Odpowiadam im: „Nie istnieje coś takiego jak spokojny umysł. Nigdy o czymś takim nie słyszałem.” Umysł nigdy nie jest spokojny – nie-umysł jest spokojem. Umysł sam z siebie nigdy nie może być spokojny, cichy. W naturze umysłu leży napięcie, leży zamęt. Umysł nigdy nie może być czysty, obca jest mu jasność, dlatego, że sam w sobie, umysł jest pomieszaniem, zmąceniem. Jasność jest możliwa, ale bez umysłu, spokój jest możliwy, ale bez umysłu, cisza jest możliwa, ale bez umysłu – tak więc nigdy nie próbuj osiągnąć spokoju umysłu. Jeśli będziesz próbował, od samego początku będziesz próbował poruszać się w nieistniejącym kierunku. Tak więc, pierwszą rzeczą jest zrozumienie natury umysłu. Tylko tak, cokolwiek da się zrobić.

Gdy zaczniesz obserwować nigdy nie na trafisz na coś takiego jak umysł. On nie jest rzeczą, on jest tylko procesem. On nie jest rzeczą, umysł jest jak tłum. Istnieją pojedyncze myśli, ale poruszają się tak szybko, że nie zauważasz przerw pomiędzy nimi. Interwały nie są widoczne, bo nie jesteś zbyt przytomny i uważny, potrzebny ci jest głębszy wgląd. Gdy twe oczy będą potrafiły zajrzeć w głąb, nagle spostrzeżesz jedną myśl, kolejną myśl i kolejną myśl – ale nie zobaczysz żadnego umysłu. Ciąg myśli, milion myśli, tworzy przed tobą iluzję istnienia umysłu. To tak jak z tłumem, milion ludzi stoi w tłumie: czy istnieje coś takiego jak tłum? Czy możesz znaleźć tłum, czy raczej tylko osoby tam stojące? Ale stoją razem, a ich połączenie stwarza ci wrażenie istnienia czegoś takiego jak tłum. Istnieją tylko osoby.

To jest początek wglądu w umysł. Obserwuj, a znajdziesz myśli; nigdy nie natrafisz na umysł. A gdy stanie się to twoim własnym doświadczeniem – nie dlatego, że ja o tym mówię, albo, że Tilopa o tym śpiewa, nie, bo to by niewiele pomogło – gdy doświadczysz tego sam, gdy stanie się to dla ciebie faktem, to wtedy nagle wiele rzeczy zacznie się zmieniać. Dlatego, że zrozumiałeś tak istotną rzecz dotyczącą umysłu to za tym może podążyć wiele innych spraw.

Obserwuj umysł i zobacz gdzie się on mieści, czym on jest? Zobaczysz płynące myśli, a pomiędzy nimi przerwy. A gdy będziesz długo obserwował to spostrzeżesz, że przerw jest więcej niż myśli, ponieważ każda myśl musi być oddzielona od drugiej myśli, a tak naprawdę, to każde słowo musi być oddzielone od drugiego słowa. Im bardziej się zagłębisz, tym więcej będziesz znajdował przerw, coraz większe przerwy. Myśl płynie, dalej nadchodzi przerwa, w której żadna myśl nie istnieje, potem kolejna myśl i kolejna przerwa. Jeśli jesteś nieświadomy to nie możesz widzieć przerw; przeskakujesz od jednej myśli do drugiej i nigdy nie dostrzegasz przerwy. Gdy staniesz się świadomy będziesz dostrzegał coraz więcej przerw. Gdy staniesz się doskonale świadomy, to objawią ci się kilometry przerw.

A w takich przerwach przydarzają się satori. W czasie takich przerw prawda puka do twych drzwi. W ich trakcie zjawia się gość. W takich przerwach można zrealizować Boga, czy jakkolwiek chciałbyś to wyrazić. A gdy świadomość jest absolutna, to wtedy istnieje tylko jedna, wielka, nie składająca się z niczego przerwa. To tak jak z obłokami: obłoki się przesuwają. Mogą być tak gęste, że nie będziesz w stanie zobaczyć zasłoniętego nimi nieba. Bezkres błękitu nieba zniknął, zakrywają cię chmury. Ale ty obserwujesz dalej: jedna chmura się przesunęła, a w polu widzenia jeszcze nie pojawiła się następna – i nagle błękitny przebłysk ogromu nieba. To samo dzieje się wewnątrz: ty jesteś bezkresnym błękitem nieba, a myśli są po prostu jak obłoki unoszące się wokół ciebie, wypełniające cię. Ale przerwy istnieją, niebo istnieje. Mieć przebłysk nieba to satori, a stać się niebem to samadhi. Od satori do samadhi, cały ten proces, to nic innego jak głęboki wgląd w umysł. Umysł nie istnieje jako jednostka – to po pierwsze. Istnieją tylko myśli.

Druga rzecz: myśli istnieją w oddzieleniu od ciebie, nie stanowią jedności z twoją naturą, przychodzą i odchodzą – ty pozostajesz, ty trwasz. Jesteś niczym niebo: ono nigdy nie przychodzi ani nie odchodzi, jest zawsze. Obłoki przychodzą i odchodzą, są chwilowymi zjawiskami, nie są wieczne. Nawet gdybyś próbował uchwycić się jakiejś myśli nie możesz zatrzymać jej na dłużej; ona musi odejść, ma swoje narodziny i swoją śmierć. Myśli nie są twoje, nie należą do ciebie. Przychodzą jako goście – nie są gospodarzem. Zagłębiaj się w obserwacji: ty staniesz się gospodarzem, a myśli staną się gośćmi. I jako goście są one piękne. Ale w chwili, gdy kompletnie zapominasz, że to ty jesteś gospodarzem, a panować zaczynają myśli, to jesteś w biedzie. To właśnie oznacza piekło. Ty jesteś panem domu, dom jest twój, ale goście stali się panami. Ugość ich, zatroszcz się o nich, ale się z nimi nie identyfikuj, w przeciwnym razie to oni staną się panami.

Umysł staje się problemem, dlatego że tak do głębi przyjąłeś myśli, iż całkowicie zapomniałeś o dystansie. One są gośćmi, przychodzą i odchodzą. Zawsze pamiętaj, że to, co pozostaje jest istotą ciebie, twoim tao. Zawsze zważaj na to, co nigdy nie przychodzi i nigdy nie odchodzi, tak jak niebo. Zmień postawę: nie skupiaj się na gościach, nie przestawaj być gospodarzem; goście przyjdą i pójdą. Oczywistym jest, że są źli goście i dobrzy goście, ale ty nie musisz się o nich martwić. Dobry gospodarz traktuje gości jednakowo, nie czyniąc różnic. Dobry gospodarz to po prostu dobry gospodarz: przychodzi zła myśl, a on traktuje ją tak samo jak traktuje myśl dobrą. To nie jego sprawa czy myśl jest dobra, czy zła. Rozdzielając myśli na dobre i złe, cóż czynisz? Umieszczasz dobre myśli bliżej siebie, a złe od siebie odsuwasz. Wcześniej czy później zidentyfikujesz się z dobrą myślą, dobra myśl stanie się gospodarzem. A każda myśl, która staje się gospodarzem rodzi nieszczęście – dlatego że nie jest prawdą. Myśl jest uzurpatorem, a ty się z nią utożsamiasz. Utożsamienie jest chorobą.

Gurdżijew mawiał, że potrzebne jest tylko jedno: nie identyfikowanie się z tym, co przychodzi i odchodzi. Poranek przychodzi, przychodzi południe, nadchodzi wieczór i wszystkie odchodzą. Nadchodzi noc i znów poranek. Ty trwasz. Nie jako ty, bo to też jest tylko myśl. Ty jako czysta świadomość; nie twoje imię, bo ono też jest tylko myślą, nie jako forma, bo ona też jest tylko myślą, nie twoje ciało, bo pewnego dnia stwierdzisz, że ono też jest tylko myślą. Po prostu czysta świadomość, bez imienia, bez kształtu; sama czystość, brak formy i bezimienność, tylko fenomen bycia świadomym – tylko to pozostaje. Gdy się identyfikujesz, stajesz się umysłem. Gdy się identyfikujesz, stajesz się ciałem. Gdy się identyfikujesz, stajesz się imieniem i formą. Żadna myśl nie jest twoją. One zawsze przychodzą z zewnątrz, ty jesteś tylko pasażem. Ptak wlatuje do domu przez jedne drzwi i wyfruwa przez drugie: dokładnie tak myśl w ciebie wchodzi i wychodzi.

Stale uważasz, że myśli są twoje. Nie tylko to. Walczysz o swoje myśli, mówisz: „Ta myśl jest moja i to jest prawda”. Dyskutujesz, debatujesz, kłócisz się o nią, próbujesz dowieść, że „to jest moja myśl”. Żadna myśl nie jest twoja, żadna myśl nie jest oryginalna – wszystkie myśli są zapożyczone. I to nie z drugiej ręki, bo miliony ludzi przed tobą przypisywało sobie tę samą myśl. Myśl jest tak samo czymś zewnętrznym jak rzecz.

Wielki fizyk Eddington, w którymś miejscu powiedział, że im bardziej nauka zagłębia się w materię, tym bardziej stwierdza, że rzeczy są myślami. Może i tak jest, nie jestem fizykiem, ale patrząc z drugiej strony, chciałbym wam powiedzieć, że Eddington może mieć rację, iż rzeczy tym bardziej przypominają myśli, im bardziej się w nie zagłębiać. Jeśli zagłębisz się w siebie samego myśli będą wyglądać coraz bardziej jak przedmioty. W rzeczy samej są to dwa aspekty tego samego zjawiska: rzecz jest myślą, myśl jest rzeczą. Co mam na myśli mówiąc, że myśl jest rzeczą? Mam na myśli to, że możesz rzucić myślą jak przedmiotem. Myślą możesz grzmotnąć kogoś w głowę jak przedmiotem. Myślą możesz kogoś zabić – tak, jakbyś rzucił sztyletem. Swoją myślą możesz kogoś obdarować jak prezentem, albo kogoś zainfekować. Myśli są rzeczami, są mocami, ale nie należą do ciebie. Przychodzą do ciebie, pozostają w tobie na chwilę i opuszczają cię. Cały wszechświat wypełniony jest myślami i rzeczami. Rzeczy są po prostu fizyczną stroną myśli, a myśli są mentalną stroną rzeczy.

Na tym fakcie opiera się wiele cudów – dlatego że myśli są rzeczami. Jeśli ktoś nieustannie myśli o twoim powodzeniu, ono przyjdzie – dlatego że on ciągle wysyła w twoją stronę moc. Dlatego błogosławieństwa przynoszą tyle pożytku i pomocy. Jeśli pobłogosławi cię ktoś, kto osiągnął stan nie-umysłu, błogosławieństwo staje się rzeczywistością – dlatego że człowiek, który nigdy nie używa myśli akumuluje ich energię, tak, że cokolwiek powie staje się to prawdą.

We wszystkich tradycjach Wschodu, zanim rozpocznie się poznawanie nie-umysłu, poznaje się odpowiednie techniki i kładziony jest nacisk na to, by zaprzestać bycia negatywnym. Bo jeśli osiągniesz stan nie-umysłu, a będziesz miał negatywne tendencje, to możesz stać się niebezpieczną siłą. Zanim osiągnie się stan nie-umysłu powinno się stać absolutnie pozytywnym. To jest cała różnica pomiędzy białą i czarną magią. Czarna magia, to nic innego, jak zakumulowanie przez kogoś energii myśli bez uprzedniego zaprzestania bycia negatywnym. A biała magia, to nic innego, jak osiągnięcie przez kogoś zbyt dużej ilości energii myśli, przy czym, ktoś opiera cały swój byt na pozytywnym nastawieniu. Ta sama energia, z nastawieniem negatywnym, staje się czarna i ta sama energia, z nastawieniem pozytywnym, staje się biała. Myśl to wielka moc, to rzecz.

I trzecie spostrzeżenie, które należy zrozumieć i w sobie obserwować. Czasem zdarza się tak, że widzisz jak twoja myśl funkcjonuje jak rzecz, ale z powodu zbyt wielu materialistycznych uwarunkowań myślisz, że to chyba przypadek. Zaprzeczasz faktom, nie zwracasz na nie uwagi, pozostajesz obojętny, zapominasz o całej sprawie. Wiesz jednak czasami, że zdarzyło ci się myśleć o czyjejś śmierci i ten ktoś umarł. Sądzisz, że to czysty przypadek. Czasami myślisz o przyjacielu i wzbierało w tobie pragnienie zobaczenia go – a on stoi pod twoimi drzwiami i puka. Myślisz, że to przypadek. To nie przypadek. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak przypadek, wszystko ma swoją przyczynę. Twoje myśli stale tworzą świat wokół ciebie. Twoje myśli to rzeczy, a więc obchodź się z nimi ostrożnie. Bądź przezorny! Jeśli nie jesteś zbyt świadomy to możesz napytać biedy sobie i innym – i czyniłeś to. A musisz pamiętać, że sprowadzając na kogoś nieszczęście, w tym samym momencie, nieświadomie sprowadzasz je na siebie, bo myśl jest mieczem obosiecznym. Tnie równocześnie ciebie, gdy tnie kogoś innego.

Pewien Izraelczyk, Uri Geller, który dużo pracował z energią myśli, przedstawiał swój eksperyment w Anglii przed kamerami BBC. Potrafi on zgiąć cokolwiek tylko o tym myśląc. Ktoś w odległości 3 metrów od Gellera trzymał w ręce łyżkę, a on tylko pomyślał i łyżka wygięła się natychmiast. Nie potrafiłbyś zgiąć jej ręką, a on gnie ją samą myślą. Ale przed kamerami wydarzyło się jeszcze coś bardziej niezwykłego. Nawet Geller nie zdawał sobie sprawy, że coś takiego jest możliwe. Ten eksperyment w swoich domach oglądało tysiące ludzi. A gdy Geller go wykonywał, wyginał przedmioty, w wielu domach pospadało mnóstwo rzeczy i się porozbijało. Tysiące przedmiotów w całej Anglii. Tak jakby energia była transmitowana. Geller swój eksperyment wykonywał na odległość 3 metrów, a w domach ludzi w promieniu 3 metrów od odbiorników wiele się wydarzało: przedmioty się wyginały, spadały, ulegały zniszczeniu. To było niesamowite! Myśli są rzeczami, a w dodatku pełnymi mocy.

W Związku Radzieckim żyła pewna kobieta o nazwisku Michajłowna. Potrafiła na wiele sposobów, na odległość, wpływać na przedmioty. Potrafiła przyciągnąć coś do siebie tylko za pomocą myśli. W Związku Radzieckim nie wierzy się w siły nadprzyrodzone – to kraj komunistyczny, ateistyczny – więc pracowano z Michajłowną, badano to, co się dzieje, w sposób naukowy. Gdy coś wykonała, to traciła na wadze prawie kilogram. W trakcie półgodzinnego eksperymentu traciła kilogram. Co to oznacza? To oznacza, że wraz z myślami wyrzucasz energię – i czynisz to nieustannie. Twój umysł to trajkotka. Niepotrzebnie ciągle coś wysyłasz. Szkodzisz ludziom wokół, niszczysz siebie. Jesteś niebezpieczny i ciągle nadajesz. I wiele się przez ciebie wydarza. A wszyscy tworzą wielką nadawczą sieć. Cały świat z każdym dniem popada w coraz większe nieszczęście dlatego, że na ziemi jest coraz więcej ludzi, a wszyscy wysyłają coraz więcej myśli.

Im sięgniesz dalej w przeszłość, tym ziemię ujrzysz bardziej spokojną – coraz mniej nadawców. W czasach Buddy, albo w czasach Lao Tsu, świat był bardzo, bardzo spokojny, naturalny. Świat był rajem. Dlaczego? Populacja ludzi była bardzo mała, to po pierwsze. Ludzie nie myśleli aż tyle. Byli bardziej skłonni do odczuwania niż do myślenia. I ludzie się modlili. Rano pierwszą rzeczą, jaką robili, to była modlitwa. Wieczorem ostatnią rzeczą była modlitwa. A w ciągu całego dnia, kiedykolwiek znajdowali chwilę, odmawiali modlitwę wewnętrzną. Czym jest modlitwa? Modlitwa jest zsyłaniem na wszystkich błogosławieństw. Modlitwa jest posyłaniem wszystkim swego współczucia. Modlitwa jest tworzeniem antidotum na negatywne myśli. Jest czymś pozytywnym.

Tak, więc trzeci wgląd w myśli pokazuje nam, że one są przedmiotami, siłami, a ty musisz obchodzić się z nimi bardzo ostrożnie.

Zwykle, nieświadomie myślisz o czymkolwiek. Ciężko jest znaleźć kogoś, kto w myślach nie popełniłby wielu morderstw. Ciężko znaleźć jest kogoś, kto w myślach nie popełniłby wszelkiego rodzaju grzechów i przestępstw – a później te rzeczy się dzieją. I pamiętaj: może nie mordujesz, ale twoje nieustanne myślenie o zamordowaniu kogoś może doprowadzić do takiej sytuacji, w której ktoś zostanie zamordowany. Ktoś może odebrać twoją myśl, dlatego, że wokoło jest wiele słabszych osób. A myśli płyną jak woda: w dół. Jeśli nieustannie o czymś myślisz, jakiś słabeusz może podchwycić twoją myśl i pójść, i kogoś zabić. Dlatego ci, którzy poznali rzeczywistość wewnętrzną człowieka mówią, że każdy ponosi odpowiedzialność za wszystko, co wydarza się na ziemi. Każdy. Cokolwiek dzieje się w Wietnamie, nie tylko Nixonowie za to odpowiadają – każdy kto myśli jest odpowiedzialny. Nie można uważać za odpowiedzialnego tylko tego, który umysłu nie posiada. Poza tym przypadkiem każdy odpowiada za wszystko, co się dzieje. Jeśli ziemia jest piekłem, ty to stwarzasz, ty masz w tym swój udział.

Nie zwalaj odpowiedzialności na innych, ty też jesteś odpowiedzialny. To zjawisko kolektywne. Choroba może się ujawnić w dowolnym miejscu. Może eksplodować miliony, tysiące kilometrów od ciebie – bez różnicy, dlatego, że myśl jest zjawiskiem bezwymiarowym, myśl nie potrzebuje przestrzeni. Dlatego ona podróżuje najszybciej. Nawet światło nie może się poruszać tak szybko, dlatego, że nawet światło potrzebuje przestrzeni. Najszybsza jest myśl. W rzeczywistości poruszanie się nie zajmuje jej żadnego czasu, przestrzeń dla niej nie istnieje. Możesz znajdować się tu, myśląc o czymś, a to wydarza się w Ameryce. Jak można uważać, że jesteś za to odpowiedzialny? Żaden sąd nie może cię za to ukarać. Ale przez najwyższy sąd bytu będziesz ukarany. Już jesteś ukarany. Dlatego znajdujesz się w tak żałosnym stanie.

Ludzie przychodzą do mnie mówiąc: „Nigdy nie uczyniliśmy nikomu nic złego, a ciągle żyjemy w takim nieszczęściu.” Możesz nie czynić nic złego, ale o tym myślisz, a myślenie jest dużo subtelniejsze niż działanie. Ktoś może się obronić przed twoimi działaniami, ale nie może się obronić przed twoimi myślami. Wobec myślenia każdy jest bezbronny. Nie-myślenie jest konieczne, jeśli chcesz być absolutnie wolny od grzechu, wolny od występku, wolny od wszystkiego tego, co się dzieje wokół.

I to jest znacznie słowa budda. Budda to ktoś, kto żyje bez umysłu – więc nie ponosi odpowiedzialności. Dlatego na Wschodzie mówimy, że on nigdy nie gromadzi karmy. Nigdy nie gromadzi powiązań na przyszłość. Żyje, chodzi, przemieszcza się, je, mówi, robi wiele rzeczy, więc musiałby akumulować karmę, bo karma oznacza działanie. Ale na Wschodzie powiada się, że nawet, jeśli budda zabije, nie zgromadzi karmy. Dlaczego? A ty, nawet jeśli nie zabijesz, to karmę zgromadzisz. Dlaczego? To proste. Cokolwiek czyni budda, czyni to bez umysłu. Jest spontaniczny. To nie jest działanie. On o tym nie myśli, to się dzieje, wydarza. On nie jest czyniącym. Porusza się jak pustka. Nie poświęca temu myśli – nie zamierzał działać. Ale jeśli wszechświat pozwala, by coś się wydarzyło i on pozwala się temu wydarzyć. Nie ma już ego by się opierać, nie ma ego by działać. To jest znaczenie bycia pustym i bycia nie-ja. Po prostu bycie nie-bytem, anattą, nie-sobą. Wtedy dopiero nie zbierasz niczego. Wtedy nie jesteś odpowiedzialny za cokolwiek, co się dzieje wokół ciebie. Wtedy transcendujesz.

Każda jedna myśl sprawia coś tobie i innym. Bądź czujny! Ale gdy mówię bądź czujny, to nie mam na myśli tego, byś krzewił dobre myśli, nie. Dlatego, że jeśli krzewisz tylko dobre myśli, to gdzieś z boku myślisz także o myślach złych. Jak dobro może istnieć bez zła? Gdy myślisz o miłości, na marginesie, gdzieś za nią, ukryta jest nienawiść. Jak możesz myśleć o miłości, nie myśląc o nienawiści? Możesz nie myśleć świadomie, miłość może być na świadomym poziomie umysłu, ale nienawiść ukryta jest w podświadomości – one chodzą w parze. Myśląc o współczuciu, myślisz o okrucieństwie. Potrafisz myśleć o współczuciu, nie myśląc o okrucieństwie? Potrafisz myśleć o niekrzywdzeniu, nie myśląc o krzywdzeniu? W samym słowie „niekrzywdzenie” pojawia się krzywdzenie. Ono tam jest w samej idei. Czy potrafisz myśleć o bramacharii, celibacie, nie myśląc o seksie? To niemożliwe, bo co oznacza celibat, gdy nie ma myśli o seksie? A jeśli bramacharia opiera się na myśli o seksie, jakaż to bramacharia?

Nie, tu się pojawia zupełnie inna jakość istnienia, która nie bierze się z myślenia: ani dobra, ani zła, po prostu stan nie-myślenia. Ty tylko obserwujesz, tylko pozostajesz świadomy, ale nie myślisz. A jeśli już jakaś myśl się zbliża... to wniknie – myśli nie są twoje, po prostu snują się w powietrzu. Wszystko wokół jest zapętloną sferą, sferą myśli, wszystko wokoło. Tak jak wokół jest powietrze, tak otacza cię myśl i odwiedza cię sama z siebie. Ustaje tylko wtedy, gdy stajesz się bardziej świadomy. Coś w tym jest: gdy stajesz się bardziej świadomy myśl po prostu znika, rozpływa się, dlatego, że świadomość jest potężniejszą energią niż myśl. Świadomość jest dla myśli niczym ogień.

Podobnie jest, gdy w domu zapalasz lampę i ciemność nie może wejść. Gasisz światło – ciemność zjawia się zewsząd bez choćby minuty zwłoki, nawet nie moment – i już jest. Gdy w domu pali się światło ciemność nie może wejść. Myśli, niczym ciemność, wchodzą, gdy wewnątrz nie ma światła. Świadomość jest ogniem: stajesz się bardziej świadomy – mniej myśli wnika. Gdy w swej świadomości stajesz się coraz bardziej zintegrowany, myśli w ciebie nie wnikają. Stałeś się niezdobytym bastionem, nic nie może cię przeniknąć. Nie żebyś był zamknięty, pamiętaj, jesteś absolutnie otwarty, ale sama siła świadomości staje się twoją cytadelą i żadne myśli nie mogą w ciebie wniknąć. Pojawią się i przejdą bokiem. Będziesz widział, że nadchodzą, ale gdy tylko się do ciebie zbliżą, zawrócą. Wówczas możesz pójść, dokąd chcesz, możesz pójść nawet do samego piekła – nic nie jest w stanie cię dotknąć. To jest to, co rozumiemy przez oświecenie."

Osho
Sekretna technika starożytnych o nazwie "Kame Ha Me Ha"

https://www.youtube.com/watch?v=JnQIe_Xqs5k
Avatar użytkownika
Calcifer
Inicjator forum
 
Posty: 2151
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:53
Lokalizacja: Wyspa Genialnego Żółwia.
Podziękował : 224 razy
Otrzymał podziękowań: 432 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Renata » 17 wrz 2014, o 17:38

Zgadzam się z tym, że umysł tworzy problemy, nadaje neutralnym rzeczom znaczenie, od dobrego do złego. W końcu po to jest :lol: Takie ma zadanie ;) Tworzy problem, a potem siłuje się, by go rozwiązać.

Gdyby nie umysł jednak, to nigdy nie poznalibyśmy samego siebie, tak uważam. Poprzez niego uczymy się zgłębiac tajniki własnego jestestwa i możemy tak nim pokierować, że nasze życie stanie się pełne.
To, co pisze Osho na ten temat, jest dla mnie niewątpliwie prawdziwe. W ogóle, to uwielbiam tego gościa :) Podobnie zresztą E. Tolle wypowiada się na ten temat.
Jest coś w tym, że nad myślami można zapanować. Nie zatrzymać, ale przekroczyć je. Właśnie poprzez świadomość istnienia myśli. Czasem myślimy, że umysł jest bardzo mądry, ale widać coś jest jeszcze bardziej inteligentnego. To sprawia, że czuję respekt dla tego Kogoś, kto to wszystko stworzył.
Bardzo się cieszę, że ten temat znów wypłynął, bo mimowolnie zaczynam go wdrażać w swoje życie, po raz drugi. I za tym drugim razem wydaje się być to łatwiejsze i bardziej zrozumiałe.
Ps. No i taka to osobliwość umysłu, że powtarzając coś kilka razy, staje się jakby częścią naszej natury :)
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Calcifer » 17 wrz 2014, o 18:12

Dokładnie, dla mnie to jest taka płaszczyzna głębszego zrozumienia, coś co stanowi tak naprawdę istotę rzeczy. Mówisz, że gdyby nie umysł to byśmy nigdy nie poznali samych siebie a co jeśli umysł kreuje zakłamany obraz nas samych? Mam takie wrażenie, że właśnie umysł jest problemem, bo tworzy zakłamany obraz tego kim jesteśmy, poprzez zaczerpnięte wzorce zachowań, to taka samonapędzająca się karuzela.

W dyskusji o rozwoju osobistym, często można przeczytać o cechach osobowości człowieka sukcesu, że jest to człowiek zdeterminowany, nastawiony na osiąganie celów, świadomy swoich zalet itp. Ale czy to nie jest kolejne więzienie? Czy gdy chcemy naśladować człowieka sukcesu, przyjąć jego cechy, gdy w ogóle kierujemy się takim tokiem rozumowania, to czy przy okazji nie tworzymy sobie duchowego getta?

To samo dotyczy negatywnych wzorców.. hmm... samo to słowo "wzorzec" czy ono nie świadczy właśnie o utraceniu naszej wolności? Pozytywne bądź negatywne wzorce - z punktu widzenia takiego naturalnego, niczym nie nacechowanego "być" te określenia brzmią dość zaskakująco, według mnie nie oddają właśnie tego głębokiego zrozumienia a są tylko kolejnymi definicjami, określeniami.

Baptyści i w ogóle odłam protestancki w chrześcijaństwie, nie uznają kultu człowieka, dlatego nie mają żadnych świętych ani nie modlą się do żadnych figur przedstawiających świętych czy nawet samego Boga. Gdy teraz tak o tym myślę, to być może właśnie o to chodzi, by nie przyjmować autorytetów jako wzór, by porzucić wzorce a zacząć po prostu żyć, nie oglądając się na to kto kim jest i nie próbując stać się kimś innym niż jesteśmy. Nie mam w tym momencie na myśli tego, byśmy stali w miejscu i pogrążyli się w ascezie, chodzi mi o to że naprawdę wierze, że każdy z nas jest doskonały i każdy z nas ma swoją drogę.

Dajmy na przykład pracę z przekonaniami. Nie skupiamy się na źródle tych przekonań, czyli pracy umysłu (świadomej bądź podświadomej) i tego, że przekonania to są zaczerpnięte wzorce i że czerpanie wzorców jest problemem. Skupiamy się nad zmianą przekonań, które są według zmieniającego te przekonania błędnymi a zastępujemy je takimi które uważamy za słuszne. Czy naprawdę o to chodzi? Według mnie to jest jak zmiana ciasnej niewygodnej celi z wąską pryczą na taką w której jest łózko wodne i kabina do hydromasażu - ale to nadal więzienie.

Według mnie jeśli nie uwolnimy się od przekonań jako takich i od skupienia się na umyśle jako źródle nas samych, to dotąd ludzkość będzie miała problemy, po prostu się zmęczy.

Ostatnio Daria pisała, że teraz dużo osób zarówno na tym forum jak i AB ma wątpliwości co do PP. Dlaczego tak jest? Ponieważ praca nad umysłem, mimo że pierwotnie pociągająca i dająca nawet pewne smakołyki w zamian, ostatecznie jest męcząca i prowadzi do punktu wyjścia bo z umysłem jest jak z niemyśleniem o małpach w opowieści którą przytoczyłem na forum; im bardziej nie chcesz myśleć o małpach tym więcej małp a im bardziej chcesz pracować nad przekonaniami tym więcej błędnych przekonań. To prowadzi do zmęczenia a nie do rozwoju, jedyna szansa na rozwój w tym wypadku to zdanie sobie sprawy, że praca nad przekonaniami i próby ułagodzenia umysłu same w sobie są spisane na porażkę i to może być krok na przód, zdanie sobie sprawy z tego faktu. Wydaje się, że właśnie to zaczyna się dziać i poszukujący prawdy zaczną szukać dalej ale ja wiem to już dziś, że nie znajdziemy tej prawdy nigdzie jak nie w sobie samych, nie ważne jak długo będziemy szukać, prawda zawsze będzie w naszym sercu.

"Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu" :)
Sekretna technika starożytnych o nazwie "Kame Ha Me Ha"

https://www.youtube.com/watch?v=JnQIe_Xqs5k
Avatar użytkownika
Calcifer
Inicjator forum
 
Posty: 2151
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:53
Lokalizacja: Wyspa Genialnego Żółwia.
Podziękował : 224 razy
Otrzymał podziękowań: 432 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Renata » 17 wrz 2014, o 20:25

Jakoś nie umiem sobie wyobrazić innej drogi do poznania siebie, jak nie przez umysł.
Zgadzam się z tobą, że ten obraz nas samych może być i nawet jest opaczny i nieprawdziwy. Ja to widzę w ten sposób, że umysł jest jakby furtką do wyższych świadomości i nieodzownym elementem, by rozpoznać siebie.
Dziś miałam fajny dzień, ale nie pod względem jakichś cudownych przeżyć i pozytywnych emocji, ale dlatego, że moje obserwowanie myśli stało się takie klarowne. Co rusz włączała się świadomość i stawałam się widzem we własnym życiu, i to było fajne.
Pewnie jeszcze długa droga przede mną na drodze do tego niezmąconego "być", ale wierzę że to możliwe.
Na czym mi zależy? By nie być marionetką ani swoich ani cudzych myśli... By żyć w taki sposób, by nie motać się od porażki do sukcesu i od sukcesu do porażki...
Z tymi wzorcami, o których piszesz, jak najbardziej prawdziwe... Nie da się być sobą, jeśli damy innym prawo głosu w naszym życiu. Ale musielibyśmy chyba urodzić się już ze świadomością dorosłego człowieka, by móc zarządzać sobą bez ingerencji innych.
Umysł kształtuje się stopniowo, i tego procesu nie idzie zatrzymać, no nie ma siły. Dopiero w któryms momencie życia możemy się temu dokładniej przyjrzeć i coś z tym zrobić. Ale całe to uwarunkowanie jest zakodowane w umyśle i nie mozna tego cofnąć.
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Calcifer » 17 wrz 2014, o 20:47

Dokładnie, tych uwarunkowań nie można cofnąć, można je próbować zastępować innymi, co pokazuje jak dziwnym narzędziem jest umysł, można mu wmówić cokolwiek, można mu powiedzieć że białe jest czarne i powtórzyć mu to sto razy i on w to uwierzy ale czy to świadczy o jego potędze czy słabości?

Równie dobrze można mu wmówić, że jest nic nie wart jak i to że jest wart bardzo wiele. Umysł jest jak zeszyt a świadomość jest jak ręka która pisze, w umyśle można zapisać wszystko ale ręka która pisze... wcale nie musi pisać.

Bardzo ładnie to opisałaś, ten proces stawania się widzem i moim zdaniem jeśli już dotarłaś do takiego punktu, że jesteś w stanie to zauważyć a co więcej, jeśli to daje Ci relaks, spokój to już wiesz o co chodzi, teraz tylko jak mawia Mooji "Pozostań w tym" :)
Sekretna technika starożytnych o nazwie "Kame Ha Me Ha"

https://www.youtube.com/watch?v=JnQIe_Xqs5k
Avatar użytkownika
Calcifer
Inicjator forum
 
Posty: 2151
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:53
Lokalizacja: Wyspa Genialnego Żółwia.
Podziękował : 224 razy
Otrzymał podziękowań: 432 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Renata » 17 wrz 2014, o 21:04

A mnie świadomość skojarzyła się dzisiaj z drogą, ulicą, autostradą, po której mkną samochody, rowery, piesi. Ci różnorodni uczestnicy ruchu to analogia do naszych myśli. Są przeróżne...pojawiają się, wywołują jakieś uczucia i znikają za zakrętem.
Żeby nabrać dystansu do tych wszystkich napływających, czasem dręczących nas myśli, wystarczy mi przypomnieć sobie, że" to są TYLKO myśli". U mnie to działa!
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Calcifer » 17 wrz 2014, o 21:35

To świetny przykład :) Dokładnie tak, zamiast skupiać się na przechodniach i samochodach, warto przypomnieć sobie że jest się drogą i poczuć to co czuje droga :)
Sekretna technika starożytnych o nazwie "Kame Ha Me Ha"

https://www.youtube.com/watch?v=JnQIe_Xqs5k
Avatar użytkownika
Calcifer
Inicjator forum
 
Posty: 2151
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:53
Lokalizacja: Wyspa Genialnego Żółwia.
Podziękował : 224 razy
Otrzymał podziękowań: 432 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Renata » 17 wrz 2014, o 22:04

Pavel Somov, psycholog, autor książek: „Eating the Moment”, „Present Perfect” „The Lotus Effect”, „Reinventing the Meal”, poleca ćwiczenie, które pozwala uświadomić sobie, czym są myśli i jak na nas oddziałują. Kiedy zaatakują cię swoim destrukcyjnym mrokiem lub dezorganizującym chaosem, poświęć kilka minut na ćwiczenie.

1. Zapewnij sobie 15 minut spokoju.
2. Napełnij szklaną miskę wodą.
3. Poczekaj, aż tafla wody się uspokoi.
4. Zamieszaj wodę palcem.
5. Usiądź i przyglądaj się powierzchni wody, patrz jak powierzchnia się zmieniła, przyglądaj się jej ruchowi, aż znowu się uspokoi.

To, co obserwujesz , to proces samooczyszczania. Myśl działa w tobie tak, jak palec zmącił taflę wody. Co dalej? Znowu następuje uspokojenie, woda ponownie nieruchomieje. Twoja świadomość działa w taki sam sposób. Zmącona negatywną myślą traci harmonię. Ale ten stan mija. Szybciej, im mniej działasz. Tylko obserwujesz. Gdybyś ruszała miską albo jeszcze raz zamieszała wodę palcem (następną myślą), tafla wody nie uspokoiłaby się tak szybko. W końcu jednak wszystkie myśli i wywołane nimi emocje, uczucia, skojarzenia – miną, rozpuszczą się. Wiedząc o tym, nie trzeba już bać się myśli. Tak, jak nie boimy się kręgów wody, które powstają na powierzchni jeziora, gdy wrzucimy do niego kamyk.
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez Serenity » 18 wrz 2014, o 13:17

renata17031 napisał(a):Jakoś nie umiem sobie wyobrazić innej drogi do poznania siebie, jak nie przez umysł.
(...) Ale całe to uwarunkowanie jest zakodowane w umyśle i nie mozna tego cofnąć.


A ja już mogę sobie wyobrazić, że jest inna droga do poznania siebie - z przestrzeni serca :) Tylko, że droga do serca wiedzie przez umysł. I on jest rzeczywiście bardzo mocno uwarunkowany, więc niektórzy nigdy takiej furtki w nim nie odnajdą.
Sami znacie na pewno ludzi, do których nic nie dociera - nawet proste informacje, całkowicie logiczne dla umysłów większej części populacji, a co dopiero mówić o jakimś poziomie abstrakcji.
Z jakiegoś powodu tak jest. Ja tego powodu nie znam i ostatecznie pogodziłam się z tym, że jest być może też powód dla którego wcale nie muszę tego rozumieć. Z poziomu serca, wszystko jest bardziej akceptacją niż zrozumieniem :)
I z tego poziomu serca... kocham mój umysł! :) Jestem mu wdzięczna za to, że jest jaki jest. Przez serce manifestują się "rzeczy", przez umysł manifestuje się doświadczanie tych "rzeczy" - smak, zapach... wszystkie doświadczenia ciała. :)

Dlatego myślę, że spojrzenie na tytuł tego wątku jest też kwestią przyjmowanych świadomie uwarunkowań - naprawdę jest on źródłem problemów? ;) Iść w stronę "źródła problemów" powoduje tylko to, że z każdym krokiem który zbliża nas do tego źródła, napotkamy tylko większe zagęszczenie problemów.
Może więc nie warto definiować umysłu jako "źródła problemów" - przecież, bądźmy szczerzy - on też rozwiązuje wiele problemów - czasami nie koniecznie naszych ;)
Mój umysł nie jest więc "źródłem problemów" - dla mnie jest po prostu towarzyszem w podróży. Czasami pomaga, czasami przeszkadza - może po nic, ale może też "po coś" :)
Avatar użytkownika
Serenity
 
Posty: 142
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 00:56
Podziękował : 31 razy
Otrzymał podziękowań: 26 razy

Re: Źródłem problemów jest umysł

Postprzez dariaanna » 18 wrz 2014, o 13:50

A ja czuję, że świadomość, to niezmącone być, o którym czasami się wspomina, to też jest stan umysłu :). Dla mnie umysł jest czarodziejem. I uważam, że nie da się być poza umysłem albo patrzeć na niego z innego poziomu niż umysł.

Zastanawiałam się nad tym trochę i są rzeczy, które sprawiają, że nie do końca mi odpowiada to o czym mówi Osho czy inni jemu podobni. Po pierwsze dlatego, że odczuwam to jako koniec, bo jeśli to tylko tyle, żeby dotrzeć do tego stanu być, pustki. To chyba nie ma już nic dalej.
Po drugie bez formy nie ma miłości. Miłość nie istnieje bez jednostki moim zdaniem, bez kogoś, kto ją tworzy. Więc, jeżeli Bóg istnieje, to tylko dzięki formie, może dzielić się miłością i jej doświadczać. Czyli jeżeli jednostka będzie dążyć do stanu, który opisują oświeceni, to miłość w tym stanie nie istnieje.
Mam nadzieję, że nie zaplątałam, bo też nie do końca umiem napisać o co mi chodzi. Czuję to, ale nie wiem jak to przetworzyć na słowa, które będą odpowiednie.
Avatar użytkownika
dariaanna
 
Posty: 1247
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:16
Podziękował : 113 razy
Otrzymał podziękowań: 145 razy

Następna strona

Powrót do Rozwój duchowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości