Zmiany duchowe w 2014 roku

medytacja, ezoteryka, nauki wschodu

Re: Zmiany duchowe w 2014 roku

Postprzez Serenity » 15 lip 2014, o 01:48

Wiesz Renatko, ja zawsze byłam daleka od wspinania się po jakiejś szczególnej drodze rozwoju, do dążenia do „oświecenia”. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie czułam się tego… godna? (i nadal nie czuję), po drugie – nigdy w życiu nie uważałam, że cokolwiek mogłoby być prawdą absolutną. Dlatego tzw. oświecenie trochę za bardzo kojarzyło mi się z pułapką – „nie daj Boże” żebym zaczęła, nawet sama sobie głosić jakieś „prawdy oświecone”…

Zawsze kładłam nacisk na …życie doczesne, w nim chciałam się realizować, a oświecenie kojarzyło mi się z tym, że tak naprawdę musiałabym je „odrzucić” na rzecz wyższych idei. To trochę tak, jak oglądanie na YT wykładów szczęśliwych „świętych” mędrców, z których każdy chodzi boso.

Jak byłam mała, to Świdkowie J. roznosili takie broszurki religijne, bardzo kolorowe – jak na ówczesne wydawnictwa. Były tam obrazki nieba, gdzie szczęśliwe dzieci w odświętnych ubrankach chodziły za rączkę po raju ze swoimi rodzicami, a mnie aż ściskało na myśl, że jeśli będę się baaardzo starała w tym życiu, to kiedyś dostąpię takiego zaszczytu. Tylko, że to dla mnie było z lekka przerażające, bo w tamtych czasach szczęście to było: rodzice jako bezpieczna przystań w domu, a dzieciaki nie przejmujące się tym, że są cokolwiek umorusane, siedzą na czereśni i plują pestkami . Dlatego myślałam sobie, że to niebo jest dla jakichś dziwnych, bardzo grzecznych dzieci, bo ładnie ubrani, chodzić za rączkę z rodzicami to byliśmy czasem zmuszani, ale nie za często, bo byśmy padli :)

Swoją drogą, stanęłam niedawno przed taką ulubioną czereśnią w starym sadzie mojego dziadka i pomyślałam sobie o tym, że kiedy byłam mała to jadłam czereśnie z samego czubka drzewa i rękami niemal dotykałam nieba, cały świat był mój (i wszystkich), a teraz jestem dorosła, nie łażę już po drzewach i nie mogę sięgnąć nawet do najniższych gałęzi, nie mówiąc już o tym, żeby dotknąć nieba…

A wracając do meritum – nie, nadal nie przyznaję się do „oświecenia” ;) , ale faktem jest, że właśnie teraz, bardziej niż kiedykolwiek w życiu dotarło do mnie, że wszystko w świecie realnym jest aż tak ściśle powiązane z naszym rozwojem duchowym.

Ponieważ, tak jak u Ciebie Renatko – za mną już jest kawałek życia i sporo doświadczeń, zobaczyłam w końcu, że przez te wszystkie lata nie posunęłam się nawet trochę do przodu. Wszystkie moje doświadczenia, a przede wszystkim wszystkie moje zachowania były oparte na tym samym schemacie. Scenografie wydawały się diametralnie różne, ale ja zawsze robiłam to samo. Z takim samym skutkiem. Jakbym ciągle przerabiała to samo zadanie.

Nie wiem dlaczego nie potrafiłam tego wcześniej dostrzec – miałam tyle znaków „na niebie i ziemi”, ale nieee...

Jedyną rzeczą którą udało mi się tak naprawdę przez to osiągnąć, to jest to, że się zatrzymałam. Nie idę, byle iść – ani w myślach, ani w rzeczywistości.

Masz rację, że to nie jest obojętność. To jest pozostanie w tym miejscu w którym się jest, doświadczenie akceptacji. Nie rozliczam się z przeszłością na zasadzie wybaczenia, tylko właśnie akceptacji. Ponieważ nie potrafię ustalić, na czym właściwie powinna polegać moja zmiana, nie staram się wymyślać żadnych scenariuszy i układać planów.

Pozwoliłam na reset – ale nie ja go przeprowadzam, ja tylko na niego pozwoliłam (poprosiłam?)
Doszłam do punktu w którym uświadomiłam sobie, że nie jestem obiektywna, jeśli sama się przeprogramuję, to oczywiście z naleciałościami własnych „przywiązań”. Więc poddałam się… zaufałam Sile Wyższej.

Czasami mnie coś kusi… bo myślę, że to jest niepokojący stan dla tych moich ukrytych programów, taki nagle brak zapotrzebowania na ich działanie. Ale ponieważ to nie ja z nimi walczę, to dość łatwo dają się uspokoić.

To czekanie o którym piszę, wynika właśnie z tego – nie wiem dlaczego, ale tak właśnie myślę… że ta Siła Wyższa zareagowała na tę moją niewypowiedzianą prośbę o pomoc, a przede wszystkim na moją gotowość, do przyjęcia tej pomocy. I działa… swoim rytmem, dostosowanym chyba do tego, żeby mnie całkowicie nie sparaliżować :) , chociaż ja sobie z tego tylko mgliście zdaję sprawę. A im mniej sobie z tego zdaję sprawę, tym lepiej – jakikolwiek opór jest jeszcze mniejszy.

Ufam i czekam. Nie wiem co będzie, ale bez tego, byłoby to co zawsze – po co mi to? Ile lat można jeść obiad i myśleć, że na deser będzie ser – a przecież zawsze był sernik.

A wiecie jak to się odbija na moim „realu”? Wokół mnie np. zawsze było wielu ludzi, uzależnionych wręcz od moich decyzji, pomocy. Teraz np. spotykam się z taką osobą, ona już do mnie mówi, cała nakręcona, dążąc do tego, że po opowiedzeniu mi całej tej fascynującej historii, znajdę najlepsze rozwiązanie i nagle milknie. Czasami w pół słowa… zamyśla się i po chwili wchodzi na jakiś zupełnie inny, luźny temat. Czyżby jakiś mój pożerający mnie program zaczynał się wyłączać, czy wyłączyły się tyko te połączenia na czas restartu? :lol:

Wiem, że to co piszę, może brzmieć dziwnie, sama nie wiem na ile to wszystko jest rzeczywiste. Jeśli Happy ma rację i w 2014 roku faktycznie będzie można doświadczyć jakiejś istotnej zmiany, to ja doświadczam właśnie takiej. I każdy doświadczy swojej, na tyle na ile pozwoli… na tyle na ile się podda (jakkolwiek dramatycznie to brzmi).
Czy to mowa mojej duszy? - nie wiem. Czy to można nazwać „oświeceniem”? – też nie mam pojęcia :).
W słowie "zmiany" nic nie jest zdeterminowane przez "pozytywne" czy "negatywne" - to po prostu zmiany. :)

Buziaki :)
Avatar użytkownika
Serenity
 
Posty: 132
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 01:56
Podziękował : 31 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Poprzednia strona

Powrót do Rozwój duchowy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości