Historia mojej duchowej ścieżki

historie zmian w naszym życiu, odkrycie PP, nasze sukcesy

Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Scarlett » 28 mar 2017, o 17:41

Długo myślałam czy pisać swoją historię czy nie. A to dlatego, że chciałam się w niej skupić nie na tym co przyciągnęłam (choć wplączę to w wypowiedź), a raczej na tym jak znalazłam się na ścieżce rozwoju duchowego i co mi to daje. Znacie mnie już na tyle dobrze, że wiecie, iż jestem bardzo drobiazgowa i mam w naturze pisanie długich, konkretnych postów. Tak też będzie tym razem.

Dziwne dziecko
Do refleksji nad sobą i swoim życiem zmusił mnie poniekąd warsztat metody dwupunktowej, a zwłaszcza moment, kiedy prowadzący opowiadali o duszy i dzieciach. Przede wszystkim to, że dzieci są świadome tego „co jest” i „kim są”. Widzą i wiedzą więcej i lepiej. Dopiero kiedy idą do przedszkola, zerówki, szkoły, zaczyna się proces programowania ich i wtedy zatracają swoje „ja”, stają się ludźmi, którzy mają duszę, a nie tak jak pierwotnie być powinno – być duszą, która ma ciało.
Mogłabym się określić jako „dziwne dziecko”. Zawsze wiedziałam i widziałam więcej. Od dzieciństwa aż do chwili obecnej, miałam i mam bardzo silną intuicję, często zdarzało mi się i zdarza, że wiem coś zanim to się wydarzy. Kiedyś było to dla mnie zaskoczenie. Teraz, po wyżej wspomnianych warsztatach, wiem już dlaczego tak jest. Bardzo łatwo wyczuwałam ludzką energię. Lubiłam mówić do siebie (teraz na warsztatach dowiedziałam się, że wcale nie mówiłam do siebie, ale widziałam i wiedziałam więcej).
Zanim poszłam do przedszkola, dzieci z osiedla nie były chętne by bawić się ze mną bo byłam właśnie dziwna. W przeciwieństwie do większości dziewczynek, nie chciałam gdy dorosnę zostać księżniczką, aktorką, piosenkarką itp. ale ciągnęło mnie do numerologii, metafizyki, rzeczy paranormalnych. Wyobrażałam sobie, że jestem czarownicą i czaruję. I jedyną osobą z którą mogłam o tym rozmawiać, była moja babcia. Mama ciągnęła mnie do kościoła, była bardzo religijna, a ja się buntowałam. Czułam się w kościele źle, czułam się tłamszona, czułam, że ktoś na mnie naciska. Ja kochałam wolność. Wolność wyboru i poglądów. W wieku 16 lat, po bierzmowaniu, powiedziałam mamie, że skoro ten sakrament jest sakramentem dojrzałości to ja podejmuję decyzję, że nie chcę chodzić do kościoła. I choć nie obyło się bez afery, to po jakimś czasie zostało to zaakceptowane. Ja szanuję czyjeś wierzenia. Spędzam święta Bożego Narodzenia z rodziną, ale dlatego, że cenię sobie rodzinną atmosferę i lubię całą tę otoczkę. Natomiast Wielkanocy nie obchodzę całkowicie, bo zawsze czułam, że dusza przechodzi z ciała do ciała, a nie odchodzi do Nieba na zawsze, by potem zmartwychwstać (nie wiem czy dobrze mówię, bo nie znam się na tym).
Jeśli chodzi np. o Wszystkich Świętych (bo często dostawałam takie pytania) to lubię wybrać się na cmentarz sama, w spokoju i w ciszy, nie na mszę, bo na nie chodzę na nie. Lubię klimaty cmentarzy. I zawsze wiedziałam, że dusza kogoś mi bliskiego żyje w innym ciele bądź czeka na to ciało. Pogrzeby są dla mnie formą pożegnania człowieka jakiego znałam w formie fizycznej.
I znów na warsztacie dowiedziałam się, że w pewnym momencie życia, Kościół bardzo mnie poblokował, bo zakłócił moje prawdziwe ja i duchowość, której miałam świadomość, ale wypierałam ją przez to co słyszałam i z czym tak naprawdę się nie zgadzałam.
Przepraszam, że tak wjechałam na kwestię religijne, ale musiałam to opisać. Dla mnie temat wiary jest bardzo osobisty i nigdy nie mieszam się nikomu w jego wierzenia i bardzo nie lubię, kiedy ktoś miesza się w moje.
Wracając do sedna, kiedy poszłam do przedszkola, zaczęłam już słuchać programowania, miałam mnóstwo koleżanek i kolegów.
Jednak moje zainteresowania we mnie siedziały, intuicja i wyczuwanie sytuacji wciąż były bardzo silne.

Jak weszłam na drogę rozwoju duchowego?
W 2012 roku, moja koleżanka powiedziała mi o filmie „Sekret”, sile wizualizacji i o tym, że przyciągnęła słynne niebieskie piórko. W ogóle mnie to nie pociągnęło. Ale… zauważyłam, że coraz więcej osób zaczęło mówić mi o „Sekrecie”. Kiedy raz przyjechałam do rodzinnego domu mojego ówczesnego chłopaka, na półce miał właśnie „Sekret”.
- „Słyszałam o tej książce. Skąd ją masz?” – zapytałam.
- „A to jakieś bzdury, moja mama dostała na urodziny” – odpowiedział i zakończył się temat. Zaczęłam jednak przyglądać się coraz bardziej temu słynnemu „Sekretowi”, bo uważałam, że skoro „COŚ” ciągle podtyka mi książkę czy film pod nos to coś jest na rzeczy. I obejrzałam film. Zaraz potem książka – wszystkie części. Potem poszła już cała lawina książek o PP. To co było tam napisane wydawało mi się niekompletne. Coś z czymś, ale bez czegoś. Wiedziałam, że to ma sens. Ale zauważyłam, że czasem się „sprawdza” a czasem nie. I tak po długich przebojach, różnych odkryciach, trafiłam w sierpniu 2015 roku na forum. Dostałam oczopląsu. Tyle informacji… Nie spotkałam się wcześniej z technikami na pracę z podświadomością, z ćwiczeniami duchowymi, hoponką, odkreowywaniem itp. Zgłupiałam. Ponieważ zobaczyłam, że wiele dziewczyn stara się kogoś przyciągnąć to pomyślałam, że ja też spróbuję skoro PP działa i w Polsce ma sporo „wyznawców” :D Tutaj jednak zaczęłam się spinać, zauważyłam, że po wejściu na forum jest gorzej a nie lepiej. Aż w końcu nadszedł kwiecień 2016. Przeczytałam posty odmienionej Black. Zainteresowałam się Hicksami, którzy wcześniej odrzucali mnie ze względu na zawiłe słownictwo. Przełamałam się jednak. Mieszkałam wówczas w Poznaniu, w mieszkaniu, które przyciągnęłam kilka miesięcy wcześniej. Wypożyczyłam z biblioteki „Proś a będzie Ci dane”. I było to książka, którą bardzo dokładnie przeczytałam. Pamiętam, że siadałam ma łóżku z kubkiem czystka z malinami, przykryłam się kołdrą i czytałam wolno, a czasem i po kilka razy, robiąc notatki. Książka rozjaśniła mi wiele, choć przyznam, że channeling nie przemawia do mnie jakoś bardzo. Jestem poszukująca i, jak na adepta PP, bardzo racjonalna :D Także szukałam wyjaśnień naukowych. Ale właśnie wtedy, kiedy zrozumiałam sens PP, który Hicksowie wyjaśniają najlepiej ze znanych mi w Polsce książek, zaczęłam…świadomie przyciągać. Byłam bardzo szczęśliwa, kocham Poznań i życie w tym mieście dawało mi mnóstwo radości. Ciągle próbowałam czegoś nowego, podróżowałam, mimo że nie miałam wtedy pracy, to nigdy się nie nudziłam. Pierwszy raz w życiu zjadłam sushi, byłam dla zabawy i śmiechu na speed datingu (bo to takie „hamerykańskie” i znałam to z filmów więc chciałam spróbować :D ). Nie robiłam żadnych technik, porzuciłam je. I co? Przyciągnęłam pracę marzeń (co prawda nie sprecyzowałam, że ma być w Poznaniu i wywiało mnie znów do rodzinnej miejscowości :lol: ), przyciągnęłam związek z wymarzonym mężczyzną, przyciągnęłam kursy Silvy, które mnie fascynowały od roku, zaczęłam spotykać się „face to face” z użytkownikami forum. W pewnym momencie odsunęłam się trochę od rozwoju duchowego, ale Pole momentalnie wróciło mnie na właściwą ścieżkę. Kiedy tylko odchodziłam od PP, zaczęło mi się wszystko sypać. A to dlatego bym wróciła tam, gdzie czuję się najlepiej. Ciągle próbowałam nowych rzeczy, bawiłam się tym i testowałam to. To było jak jeżdżenie palcem po mapie swojego duchowego rozwoju. Aż w pewnym momencie palec się zatrzymał. Przystanek „Dwupunkt”. Zakochałam się. I tutaj znalazłam to, czego szukałam. Znalazłam naukowe jak i jeszcze niewyjaśnione naukowo, znaczenie tego, czego szukałam. Ułożyłam wszystkie puzzle w mojej układance. Kiedy wybrałam się po raz pierwszy na dwupunkt, byłam bardzo świadomą osobą, której nie blokowało ego, która potrafiła sobie radzić z tym, co nazywane jest PP, nie miotałam się. Prawo Przyciągania i rozwój duchowy to było moje życie. Ono i ja. A nie ja i chcenie przyciągnięcia czegoś. Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce – też przechodziłam kryzysy i chwile zwątpienia. Też czasem mnie szlag trafia a ludzie drażnią. Ale cały czas wracałam na odpowiednie tory. To fizyka kwantowa rozjaśniła mi świat. I jestem przeszczęśliwą osobą.
Jestem otwarta na możliwości, nie upieram się przy tym co dyktuje mi Ego (choć Ego nie jest niczym złym). Ufam, potrafię zauważać synchroniczność i wiedzieć w którym miejscu jestem.
To nie jest absolutnie tak, że żyję jak w raju, bo życie jest po to by je przeżyć, doświadczyć różnych rzeczy, poczuć różne emocje. Życie jest ścieżką, którą mamy przejść, przerobić zadania jak najlepiej potrafimy, bo wyszliśmy ze Źródła i do Źródła zmierzamy. Traktuję to jako wspaniałą przygodę. Są chwile kiedy jest mi źle, są chwile kiedy płaczę. Ale wiem, że wszystko dzieje się PO COŚ. I bycie ŚWIADOMYM daje mi naprawdę wiele – zrozumienia oraz tego, co chciałabym w życiu mieć. Tylko czasem do tego punktu trzeba przejść różnymi drogami ;)
Bo nasz świat składa się z praw. Fizyka kwantowa mówi jak to wszystko działa. Że to nie magia, czary i rytuały. Dlatego tak wiele osób źle interpretuje PP. To pewna mechanika która dopasowuje się do nas, kiedy jesteśmy świadomi jak my mamy dopasować się do niej. Rezonans idealny.
Jesteśmy swoim punktem odniesienia. Swoim centrum. Swoim Źródłem. Zawsze musimy zaczynać od siebie. Nie od partnera, mieszkania, pieniędzy. Od siebie. A wtedy zarezonujemy z tym, czym sami jesteśmy. Dlatego warto być dla siebie najlepszym, dbać o siebie, o swoje samopoczucie i szczęście.

Co udało mi się w życiu przyciągnąć?

Dziś wiem, że przyciągamy wszystko. Nawet samochód, który przejedzie obok nas, liść, który opadnie z drzewa. Wiem, że kiedy uderzę się nogą o szafę albo ptak narobi mi na ramię, to Pole woła do mnie "Zwiększ swoją uważność!".
Wszystko z nami rezonuje. Dostajemy to, z czym my rezonujemy. Jednak tutaj na forum dzielimy się tym, co świadomie przyciągamy (zauważcie jak ważne jest słowo „świadomie”. Bo powinniśmy żyć i przyciągać ŚWIADOMIE!). Odkąd trafiłam na forum w 2015 roku, zaczęłam zapisywać w Wordzie rzeczy, które udało mi się przyciągnąć a chciałam je wcześniej mieć. Jest ich naprawdę sporo i nie jestem w stanie tego tutaj opisać. To były pierdółki tak jak ciuchy czy książki, ale też mieszkanie, praca czy związek. Dlatego zbiorę tutaj przyciągnięcia, które opisywałam na forum, dołączę zdjęcia, które wklejałam do Worda, no i podlinkuję te dłuższe przyciągnięcia. To oczywiście nie wszystko, ale postaram się zamieścić jak najwięcej.
Książka Wandy Wegener
Spotkała mnie bardzo miła niespodzianka związana (nie śmiem wątpić) z prawem przyciągania.
Zaledwie dwa dni temu oglądałam w internecie okładkę i opisy książki Wandy Wegener, ale niestety nie było mnie na nią stać, jest dość droga jak na tą ilość kartek. Mówiłam nawet mamie, że fanie byłoby mieć tę książkę, ale szkoda, że tyle kosztuje. I dziś PRZYPADKIEM trafiłam na pewnym forum na dziewczynę, od słowa do słowa i okazało się, że praktykuje jej metody, ma książkę i udostępniła mi ją. A nie wizualizowałam tego, po prostu patrzyłam w internecie na tę książkę i bardzo pragnęłam ją mieć. Bez obaw, bez wahań, to było tylko pragnienie, którego nie roztrząsałam i analizowałam. I mam.

Sukienki
W 2013 i 2014 roku nieświadomie przyciągnęłam sukienki, które widziałam w 2012 roku w sklepach internetowych Stradivarius i Terranova, ale w sklepach stacjonarnych nie było mojego rozmiaru albo w ogóle tego modelu. Wyobrażałam sobie jak ją noszę, jak jest moja, jak gdzieś jestem ubrana w te sukienki, włączałam zdjęcia w internecie żeby tylko na nie popatrzeć. Obie znalazłam później w internecie, ktoś sprzedawał, w stanie IDEALNYM na Vinted. Najpierw Terranova, rok później Stradivarius. Dziś obie są moje i uwielbiam je. Minęło co prawda trochę czasu, ale przyciągnęłam. Bo prawu przyciągania trzeba dać trochę czasu. Nie zawsze ma sie wszystko na pstryknięcie palcami a niestety dużo ludzi tak bardzo chce, że wciąż skupia się na chceniu, a to błąd.

Piżama z napisem „I’m not a morning person”
Kiedyś widziałam fajną koszulkę z napisem „I'm not a morning person”. Pomyślałam sobie, że byłaby idealna na piżamę (śpię w t-shirtach), a ten napis do mnie pasuje. Ale była za droga + wysyłka i stwierdziłam, że „kupię kiedy indziej”. Jakieś pół roku później, wybrałam się na zakupy do galerii. Miałam zamiar iść do trzech konkretnych sklepów. Jednak coś mnie pchnęło, postanowiłam, że wejdę jeszcze do jednego… I co widzę? Piżamkę z tym napisem! Typowo piżamkę - koszulka + szorty. Do tego taniej niż w Internecie bo dodatkowo były spodenki i nie było kosztów wysyłki. Oczywiście kupiłam i nie wątpię, że skoro chciałam piżamę z takim napisem to sobie ją przyciągnęłam.

Koszulkę z głowami kotów
Jakieś 3 miesiące temu widziałam u pewnej dziewczyny na instagramie, koci t-shirt Jako, że kocham koty a koszulka mi się bardzo podobała to napisałam do niej gdzie kupiła, ale nie raczyła odpowiedzieć
Przeszukałam wszystkie znane mi sklepy stacjonarne i online. T-shirtu nie było. Wyobrażałam sobie tylko, że ją mam.
Po 3 miesiącach wybrałam się na zakupy bo nie mam za dużo koszulek do pracy (większość mam odsłaniających ramiona albo brzuch. Po wejściu do jednego ze sklepów co rzuciło się w moje oczy?
Niemal identyczny t-shirt do tego, którego szukałam 3 miesiące temu.

Czerwona sukienka
Czerwona sukienka spodobała mi się odkąd tylko ją zobaczyłam. Było to w roku 2015. Niestety była bardzo droga jak na moje możliwości finansowe (a raczej ich całkowity brak), była raczej na jakieś specjalne okazje (wesele, studniówka, bale itp.), które raczej się nie szykowały. Ale często włączałam sobie jej zdjęcia. Dwukrotnie pisałam na liście techniki „21 dni”, że chcę ją mieć. Wizualizowałam też (przy autohipnozie), że jestem w niej na weselu. I tak też się stało. 17 września 2016 tańczyłam na weselu, na które zostałam zaproszona jako osoba towarzysząca partnera z listy, właśnie w tej wymarzonej sukience, którą kupiłam po roku, po niższej cenie.

Wesele z wymarzonym mężczyzną, na którym jestem w czerwonej sukience (wizja z autohipnozy na przyciągnięcie miłości)
W marcu 2016 roku trafiłam na nagrania autohipnoz. Jedną z nich było nagranie dotyczące przyciągnięcia miłości. Nagranie wykonałam zaledwie kilkukrotnie, ponieważ nie podobał mi się akcent autorki, jej głos i ciągle na nowo zaczynający się podkład. Czasem słuchałam nagrania w całości, czasem przysypiałam i budziłam się dopiero na końcu. Na nagraniu autorka otwierała podświadomość na nadejście miłości marzeń. W pewnym momencie wyobrażało się, że w sypialni są zdjęcia ze wspólnych chwil ze swoją miłością. Kiedy przychodził moment wejścia w sytuację ze zdjęcia, codziennie miałam jedną, tę samą - mnie ze swoim wymarzonym partnerem na weselu. Nie wiem dlaczego akurat ta wizja – bardzo chciałam wybrać się na wesele, co pisałam też wcześniej na swoich listach z techniki „21 dni”. W mojej wizji miałam czerwoną sukienkę, o której marzyłam od roku. Niejednokrotnie podczas sesji leciały mi łzy - tak bardzo wczuwałam się w to co wizualizowałam. Były to łzy szczęścia mimo, że jeszcze nie doznałam tego, o czym wizualizowałam. Tego samego roku poznałam mężczyznę, który spełniał wszystkie punkty z mojej listy wymarzonego partnera. Co ciekawe - zaprosił mnie na wesele. Wybraliśmy się na nie we wrześniu. "Przypadek" (?) spowodował, że udało mi się zakupić po bardzo niskiej cenie, tę moją wymarzoną sukienkę, która była przecież z zeszłorocznej kolekcji (a więc nie była tak łatwa do nabycia). Skutek? Kilka miesięcy po sesjach z autohipnozą, przyciągnęłam do swojego życia DOKŁADNIE tę sytuację, którą podczas sesji wizualizowałam! Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, byłam niesamowicie szczęśliwa. Przecież to wszystko najpierw wydarzyło się w mojej głowie.

Odwołane zajęcia z prawa jazdy
Dziś zaraz po pracy miałam jazdę. Ale straaaasznie mi się nie chciało, byłam bardzo zmęczona, nie wyspałam się, wypiłam mega kawę i nic nie pomogło. Dwie godziny jazdy na głodnego zaraz po pracy nigdy mi się nie uśmiechają. Ale jednocześnie miałam mega wibracje. O 13:00 wyszłam z pracy, telefon wsadziłam go koszyka (zero sms i połączeń), wsiadłam na rower i jadąc do domu powiedziałam do siebie "Fajnie by było jakby nie było dzisiaj tej jazdy, jestem taka zmęczona, mam ochotę położyć się spać. Boże, ale byłoby super jakby odwołał". Przyjeżdżam do domu, wyciągam telefon i co? "Przepraszam, ale musimy przełożyć naszą dzisiejszą jazdę na przyszły tydzień" . Mówisz masz, szybciej niż w McDrive.

Efekt zabawy „48h”
Dokładnie 48h po zabawie, poznałam mojego mistrza urban exploration - pasji, jaką jest zwiedzanie opuszczonych miejsc ;) Ma dość popularną stroną z przepięknymi zdjęciami ze swoich eksploracji. Nie dość, że umówiliśmy się w przyszłym tygodniu na wspólne zwiedzanie opuszczonych miejsc, to z chęcią przyjął mnie do swojej ekipy.
Nigdy jakoś nie "przyciągałam" tego, po prostu wchodziłam na jego stronkę, oglądałam zdjęcia i mega się zachwycałam. Bardzo zazdrościłam tego zwiedzania, bo nie znałam dotąd osobiście nikogo, kogo kręciłby urbex i chciał ze mną zwiedzać.

Przyciągnięcie forum
Forum prawoprzyciagania.net jest efektem mojego świadomego-nieświadomego przyciągnięcia. Nieświadomego dlatego, że nie planowałam przyciągać żadnego forum, a świadomego dlatego, że kiedyś dla zabawy powiedziałam mojemu koledze co by było gdybym była adminem forum o prawie przyciągania.
„Zaklęcie” zostało wypowiedziane po moim pierwszym banie na starym forum, w grudniu 2015 roku (tego też dnia zarejestrowałam się na forum prawoprzyciagania.net).
Tamtejszy admin dyskutując ze mną, nie mógł znieść, że nie przyznaję mu racji i nie ustępuję w dyskusji, dlatego „uciszył” mnie swoim ulubionym sposobem jakim był ban. Wkurzyłam się wtedy i w rozmowie telefonicznej ze swoim kolegą, także użytkownikiem forum, powiedziałam mu, że „gdybym ja była adminem to….” I zaczęłam wymieniać. Dodałam też, że „Gdybym ja miała swoje forum to….”. I też zaczęłam coś wymieniać. I tyle.
Pół roku później, wydarzyła się sytuacja, która spowodowała, że założyciel forum prawoprzyciagania.net, postanowił go oddać. I osobą, która forum dostała byłam… ja. Było to dla mnie zaskakujące, bo nie mieliśmy ze sobą kontaktu i bardziej byłam skłonna uwierzyć, że adminem zostanie ktoś, kto był na tym forum dłużej niż ja. Ale użytkownicy wybrali mnie, a admin się na to zgodził. Zaufał mi, za co jestem mu wdzięczna, bo forum to stało się dla mnie bardzo bliskie i wkładam w nie wiele serca. Jestem też głęboko wdzięczna Dreamowi i Renacie, że zaufali mi i dali szansę na wykazanie mi się jako adminowi. Otwarcie się na zmiany jest ogromnym krokiem w świadomym rozwoju.
Tym sposobem jestem adminem największego już w Polsce forum dotyczącego stricte Prawa Przyciągania.

Przyciągnięcie mieszkania
W mieszkaniu faceta z którym kiedyś się spotykałam był balkon z widokiem na jakieś fabryki. Tak jak kocham Poznań i mogłabym go oglądać, tak on miał te fabryki. Często staliśmy razem na tym balkonie i mówiłam do niego: "Co jak co, ale widok z okna to ty masz ch****y" :D
No powtarzałam to co jakiś czas, na balkonie też trochę bywałam.
Minął prawie rok, a ja zabrałam się za przyciąganie mieszkania. Skupiałam się na jego wyglądzie, na współlokatorce, na komunikacji miejskiej w okolicy. No i pisałam, że udało mi się przyciągnąć ;) Dokładnie takie jakie chciałam, ze współlokatorką, której więcej nie ma niż jest (moją koleżanką, bo nie chciałam nikogo obcego ani studentów). Wspomniałam też, że zupełnym zbiegiem okoliczności to mieszkanie jest na tym samym osiedlu co tamtego faceta.
A wisienką na torcie jest to, że... mamy ten sam widok z balkonu.
Przed chwilą wyszłam się trochę przewietrzyć, opieram się o balustradę i powiedziałam sama do siebie: "Co jak co, ale widok z okna to ty masz ch****y" :lol:

Jak udało mi się przyciągnąć byłego chłopaka?
Ze swoim chłopakiem rozstałam się we wrześniu 2011 roku. To była moja decyzja. Strasznie się żarliśmy ze sobą i uznałam, że to nie ma sensu. W październiku wróciłam na studia, świetnie się bawiłam – imprezy, znajomi i te sprawy. No i w listopadzie zatęskniłam. Nie wiem dlaczego. Zadzwoniłam do niego, przyjechał, pogadaliśmy i dowiedziałam się, że zakochał się w innej i nie ma dla nas szans. Ścięło mnie z nóg. Jak tylko pojechał to się poryczałam. Nie mogłam uwierzyć, że po prawie 5 latach zakochał się w kimś innym, nawet kiedy nie byliśmy ze sobą tylko dwa miesiące. To był mój pierwszy poważny związek i naprawdę bardzo ciężko to przeżywałam. Nie mogłam jeść, zemdlałam w tramwaju z tego osłabienia. Przypominam, że nie znałam wówczas PP więc wybaczcie mi to, co napiszę :D W grudniu, za namową mojej koleżanki, wybrałam się do… wróżki. I cóż mi wróżka powiedziała? Ano wszystko co chciałabym usłyszeć. Że: wróci do mnie za trzy miesiące (w marcu), że odezwie się do mnie po moich urodzinach (urodziny mam 11 marca). Dodała, że SAM się do mnie odezwie, ze ja mam nic nie robić, że z tamtą dziewczyną mu nie wyjdzie i oni w ogóle nie są i nie będą razem. No i co? Piękna wróżba, taką chciałam usłyszeć, ale oczywiście KOMPLETNIE W TO NIE WIERZYŁAM (i tutaj jest ta wiara, a raczej jej brak, z punktu widzenia świadomości i umysłu). Wszystko co widziałam wówczas wokół siebie, utwierdzało mnie bardziej w tej niewierze. Zachowywałam się jak idiotka, dzwoniłam do niego, co wręcz go odstręczało. I bardzo psułam tym energię między nami. On mi powtarzał, że zakochał się w innej, że nic z tego nigdy nie będzie. I to jeszcze bardziej mnie raniło i pokazywało, że to niemożliwe żebyśmy wrócili do siebie. Poza tym ja ciągle miałam mega niskie wibracje, ryczałam. Aż w lutym… poznałam kogoś innego. I tutaj zrozumiałam mojego byłego, gdyż jak tylko poznałam Bartka, po prostu poczułam się jakby mi Amorek wystrzelił w tyłek najbardziej zaostrzoną strzałę :D Tutaj zastosowałam typowo, nieświadomie „Oko Saurona” – kompletnie odwróciłam uwagę od byłego. I zrobiłam to swobodnie, nie na siłę. No i właśnie kiedy poznałam Bartka, coś w moim byłym zaczęło się zmieniać. Wtedy o tym nie wiedziałam i nadal byłam przekonana, że wróżba się „nie sprawdzi”, ale nie przejmowałam się już byłym. Byłam szczęśliwa, nie myślałam o nim. A w tym czasie, wszystko to, czego chciałam wcześniej, czyli być z nim – zaczęło w niego uderzać. Nagle poczuł tęsknotę z którą walczył prawie kilka tygodni, zaczęłam mu się śnić, myślał o mnie, oglądał zdjęcia. No i nadszedł marzec. Nadeszły moje urodziny. Nie dostałam od niego żadnych życzeń. Pamiętam, że napisałam do koleżanki, że wróżba jest jakaś lipna, bo skoro miał się odezwać po urodzinach to raczej by o nich pamiętał. I mówiłam jej to całkiem swobodnie, bo nie miałam już żadnego parcia. I to też pokazuje, że tak naprawdę nie widzimy kompletnie co dzieje się u przyciąganego człowieka. Bo dzień po moich urodzinach, mój ex napisał do mnie… To był dla mnie ogromny szok. Pamiętam jak dziś, że malowałam paznokcie na czerwono i kiedy zobaczyłam powiadomienie to tak ręce zaczęły mi się trząść, że nie mogłam trafić pędzelkiem w paznokieć :D Wtedy opowiedział mi, że od jakiegoś czasu zaczął o mnie myśleć, a ja skojarzyłam, że ten „jakiś czas” zaczął się wtedy, kiedy poznałam kogoś innego. Początkowo nawet nie chciałam wrócić. Zeszliśmy się miesiąc po tym jak Bartek zaczął mnie olewać (to był jeden ze schematów, który miałam w związku z nim :D ).
Także jak widać tutaj rolę odegrały dwie sprawy o których pisałam w poprzednim poście. Po pierwsze „Oko Saurona” – odwróciłam uwagę całkowicie. Po drugie, nie wierzyłam na poziomie świadomości, ale moja podświadomość tak zakodowała sobie tę wróżbę, że on po prostu musiał do mnie wrócić. To była wiara-przekonanie (nie żaden cud wróżby – dziś już nie wierzę w takie bajery :P ). Rozstaliśmy się rok później. Wtedy już byłam pewna na 100%, że to nie to, nie chciałam więcej z nim być, nie myślałam o nim. Nie mamy dziś kontaktu. Ale ta historia przypomina mi, że nawet jeśli usłyszymy, że ex kogoś ma albo w coś nie wierzymy, nie oznacza to, że to się nie sprawdzi. Należy po prostu przyzwolić, odwrócić uwagę (niekoniecznie inną osobą – ja naprawdę, szczerze coś poczułam do tej nowej osoby, nie traktowałam jej jako lekarstwo).
Teraz może z innej beczki – czy gdybym nadal była taka załamana, to Wszechświat zrealizowałby polecenie podświadomości? Wierze, że wszystko ma przyczynę i skutek. Skoro MUSIAŁAM przyzwolić by on mógł wrócic, wtedy pojawi się powód, który to spowoduje. Wszechświat musiał zapieprzać szybciej niż renifery Świętego Mikołaja, bo miał określony czas :lol:

O tym jak przyciągnęłam chłopaka, który kiedyś mi się podobał
W liceum podobał mi się jeden chłopak, pisałam o nim w pamiętniku i takie różne :D Zawsze w poniedziałek mieliśmy razem „okienko”. Zawsze starałam usiąść tak aby być naprzeciwko niego. Słuchałam co mówi i patrzyłam na niego. Nigdy nie zwracał na mnie uwagi. W ogóle w liceum byłam bardzo zakompleksioną dziewczyną i nie wierzyłam, że ktoś może na mnie w ogóle spojrzeć, nie rzucałam się w oczy. Nikomu nie mówiłam o tym, że mi się podoba – wiedziałam tylko ja i mój pamiętnik. Chłopak ten był w moim typie i wydawał się fajny. Dwa lata później (ja to mam rozciągalność w czasie :D), już na studiach, przypadkiem wpadł mi w ręce jego numer telefonu (studiował w mieście 200 km od mojego miasta studenckiego). Całkowicie wtedy przyzwoiłam, a nawet wręcz powiedziałabym, że odpuściłam, czyli przestało mi na nim zależeć. Byłam jakoś po rozstaniu z byłym, nie cierpiałam jeszcze po nim. Zadzwoniłam do tego chłopaka i powiedziałam wprost, że podobał mi się całe liceum :lol: . Przyjechał do mnie. Jechał z 200 km :D Siedział na kanapie, oglądaliśmy film a ja byłam w szoku - cud! Całe liceum wodzenia oczami a teraz siedzi sobie jak gdyby nigdy nic u mnie w domu :lol: Ale po tym spotkaniu uznałam, że w mojej wyobraźni był inny, lepszy. I się skończyło. Ale co przyciągnęłam to przyciągnęłam :D

Przyciągnięcie pracy
Link do historii: viewtopic.php?f=35&t=599

Przyciągnięcie partnera z listy
Link do historii: viewtopic.php?f=28&t=399&start=1270#p19342

Tęczowa parasolka
Kilka tygodni temu pomyślałam, że fajnie byłoby mieć taką ogromną, tęczową parasolkę.
W ten weekend została przyciągnięta. Jest cudna - solidna, długa, ogromna, z trzy osoby się pod nią zmieszczą. I do tego w przepięknych kolorach - w sam raz żeby pokolorować deszczowy dzień.

Lody miętowe
Kilka dni temu rozmawiałam z koleżanką o lodach miętowych z czekoladą, które bardzo lubimy. U mnie na zadupiu nigdy ich nie było oczywiście. Strasznie miałam na nie ochotę.
Dzisiaj wchodzę do naszego miejskiego marketu by kupić coś na obiad i co widzę?
Aaaa lody miętowe z czekoladą.

Koncert
Kolejna nieświadoma manifestacja pragnienia
W czerwcu, w takim mieście oddalonym ode mnie o kilkadziesiąt km, ale bez żadnego bezpośredniego dojazdu, odbywał się koncert jednego z moich ulubionych muzyków. Ponieważ nikt z moich znajomych nie słucha gatunku, który on reprezentuje, nikt więc nie chciał mi towarzyszyć w tym koncercie. Nie lubię jeździć na koncerty sama, ponadto ciężko tam było dojechać, ja nie miałam jeszcze prawka... Było mi szkoda, ale zrezygnowałam.
W tym tygodniu dowiedziałam się, że ten muzyk zagra koncert na dniach mojego miasteczka! mojego zadupia o liczbie mieszkańców: 3 000!
Powiadomiła mnie o tym siostra, która napisała do mnie: Nie pojechałaś do niego, teraz on przyjedzie do Ciebie (i wysłała link do wydarzenia). Bez wątpienia było to moje duchowe zaproszenie.
Jestem bardzo zaskoczona, nowy burmistrz się spisuje
Myśl -> przyzwolenie -> brak oporu -> materializacja

Zrezonowanie energetyczne przedmiotu
Spotkało mnie dziś ciekawe przyciągnięcie. Mianowicie zrezonowanie energii człowieka i energii przedmiotu.
Otóż nocowałam wczoraj u przyjaciółki. Wzięłam oczywiście ze sobą ładowarkę do telefonu (mam inne wejście w telefonie niż przyjaciółka). Dziś rano spieszyłyśmy się więc wyciągnęłam z kontaktu moją ładowarkę, wrzuciłam w pośpiechu do torby i wyszłyśmy z mieszkania. Ona jechała do pracy, ja na spacer po ukochanym Poznaniu. Po południu weszłam do galerii na jakiś obiad. Kiedy jechałam ruchomymi schodami minęłam się z facetem z którym moja przyjaciółka się niedawno spotykała. Nigdy się nie poznaliśmy więc on nie wiedział, że ja wiem kim jest. Cyknęłam mu z ukrycia fotkę i wysłałam przyjaciółce.
Potem pojechałam do domu. W pociągu chciałam podładować telefon. Wciskam kabel w telefon i zorientowałam się, że w pośpiechu wzięłam ładowarkę przyjaciółki a nie swoją. Napisałam jej o pomyłce. A ona na to: Tę ładowarkę zostawił kiedyś u mnie X (czyt. ten facet, którego minęłam w galerii). Zdałam sobie sprawę, że energia tego faceta i energia przedmiotu musiały się zrezonować i tym samym nastapiło splątanie. Facet przeszedł koło swojej ładowarki, którą obca baba miała w torbie.
Z serii "przypadek" :geek:

Kobaltowe szpilki
Dwa lata temu pisałam na AB, że chcę przyciągnąć kobaltowe szpilki. Możecie powiedzieć: Przecież teraz jest dużo kobaltowych szpilek!
No właśnie, ale wszędzie królują szpilki ze szpicem! A ja chciałam z noskiem okrągłym, takim migdałowym. Poza tym but miał być koloru głębokiego kobaltu i być zamszowy na szpilce 11 cm i 3 cm platformie (jestem dość wysoka i każdą szpilkę mam dobrze obliczoną ).
Napisałam to na AB dwa lata temu, w grudniu 2016 wkleiłam też sobie zdjęcie do swojego zeszytu - że takie właśnie szpilki przyciągnę w TYM roku (obok kursów Silvy, warsztatów dwupunktu, telefonu, majówki z facetem i innych rzeczy, które już zdążyłam odhaczyć). No i znalazłam te szpilki tydzień temu! Ale powiedziałam do siebie, że poczekam do piątku bo mam wypłatę. Codziennie wchodziłam, oglądałam, mój rozmiar był - myślałam sobie: idealnie!
Wczoraj wchodzę i co? ZONK! Mój rozmiar wyprzedany! Teraz może zabrzmię jak idiotka, ale aż miałam łzy w oczach. Marzyłam o tych szpilkach, już się specjalnie dla mnie pojawiły, Wszechświat mi je podsuwa a ja postanowiłam sobie czekać! No i mi je sprzątnęli sprzed nosa.
No nic... Przyjęłam winę na klatę - miałam możliwość kupna, przyciągnełam je, ale sama zrezygnowałam. Spoko (y) Przed snem zrobiłam jeszcze dwupunkt z intencją, że mam kobaltowe szpilki - nie wiem kiedy, ale że gdzieś już je mam (Kasiu, Piotrze - moi mentorzy - wybaczcie za płytkość intencji)
Dziś pomyślałam sobie, że jak nie te to inne. Weszłam jeszcze raz na nie popatrzeć (wszystkie rozmiary, tylko nie mój) i zaczełam przeglądać inne buty. akurat były promocje i to bardzo duże), wysłałam link siostrze. Trochę butów obejrzałam przed 16, potem poszłam na drzemkę i przed 20 znów wróciłam do oglądania butów. Siostra wybrała jedną parę, ja wybrałam trzy - obcasy na rozpoczęcie roku szkolnego (bo przecież w szpilach 13 cm nie wjadę!), koturny i sandałki na koturnie. No i już chcę płacić, ale wymagają ode mnie rejestracji. No to sru. Rejestruję się, wchodzę na pocztę by kliknąć link aktywacyjny i co? I CO?! I COOOOO?! Dosłownie przed sekundą dostałam powiadomienie, że szpilki którymi się interesowałam, są znów dostępne - JEDNA PARA!!!!!
Myślałam, że padnę. Ktoś musiał zrezygnować od wczoraj albo dodał do koszyka i nie kupił, bo jedna para wróciła do sprzedaży. MOJA PARA! Natychmiast dodałam do koszyka przed potwierdzeniem zamówienia. I MAM. Moje wymarzone szpileczki. Czy to nie "dziwny zbieg okoliczności"?


Wytrwałym dziękuję za uwagę <3
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowania - 6
Anka12, Black, domi, Ignited, Kmicic, Renata
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Renata » 28 mar 2017, o 18:28

Podoba mi się ta cała Twoja historia, Scarlett. Wiesz, co widzę w tych wszystkich przyciągnięciach niezwykłego? Że robisz to na luzie, często nawet nieświadomie - bo nie przykładając do tego wagi. Ot, krótka myśl, lekka przyjemna wizualizacja, brak parcia, po prostu zabawa życiem :sun
Zgadzam się w pełni z tym, co piszesz. Oczywiście tu przedstawiłaś swoją drogę. Każdy ma indywidualną, ale wspólnym mianownikiem jest podążanie za tym, co nas woła, rozglądanie się i zauważanie znaków, a przede wszystkim zaufanie przez duże Z. To czyni nas świadomymi ludźmi, którzy wiedzą o swojej wartości ale nie ignorują tej niezwykłej siły tkwiącej w człowieku :)
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowanie od
Scarlett
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Kala » 28 mar 2017, o 18:36

Piękna historia :) zauważyłam w Tobie i mnie pewne cechy wspólne. Tak samo jak Ty, lubilam mówić do siebie w dzieciństwie, miałam nawet swoja wymyslona przewodniczke - miala na imię Cecylia (co najdziwniejsze, nie znalam wczesniej tego imienia, miałam 5 lat i pamiętam, ze specjalnie pytałam sie mamy, czy jest takie imię, bo poznałam dziewczynę o takim imieniu - rzecz jasna, dziewczyna byla w mojej glowie). W ogóle, jedno z moich pierwszych wpomnien (miałam 3, moze 3,5 roku, ale prędzej 3,5, bo bylo cieplo, a jestem z listopada), bylo to jak grzebię sobie w piachu i zastanawiam się co będzie za 20 lat, jaka będę, jak będę wyglądać, albo rozkminy dlaczego jestem z Polski, co to w ogóle ta Polska jest, dlaczego nasz język jest inny od angielskiego (mama puszczala mi bajki po angielsku). Miałam naprawde tęgie metafizyczne rozkminy, do dzis jestem w szoku, bo jak pytalam koleżanek mówią, ze nie pamiętają, by myslaly o sensie istnienia w tym wieku. Jakos w 93, moze 94 roku, przyszla fala tych bajek typu czarodziejka z księżyca i strasznie podjaraly mnie astralne i ezoteryczne klimaty, poza tym moja mama czytala Wróżkę, Gwiazdy mówią, a mój tato jest pasjonatem science-fiction i fantastyki. Jakos to wszystko sie tak przeplotło i bardzo wplynelo na moja wyobraźnię, przekonania, pasje. Jeśli mam się odnieść do kwestii wiary, to podobnie jak Ty, od bierzmowania nie uczęszczam do kościoła. Ale podejscie mam troche inne. Niezaprzeczalnie wierze w Boga, ale kościół tak naprawde zabijal we mnie wiarę. Zawsze powtarzam, ze bliżej mi do protestantów, brak spowiedzi przed obcym facetem, każdy moze glosic ewangelie bez względu na płeć, pastor moze miec żonę i jesli wypowiada sie o rodzicielstwoe i małżeństwie to wie o czym mówi, a co najważniejsze liczą się dobre uczynki, a nie ilość grzechów. Jeśli chodzi o cmentarze, to takze je uwielbiam. Szczególnie po zmroku - gdy palą się znicze, jest magicznie. Czuje aurę dobrych ludzi, którzy juz odeszli. Pisałabym jeszcze, ale muszę uciekać do córeczki. Pozdrawiam!

Za ten post autor Kala otrzymał podziękowanie od
Scarlett
Avatar użytkownika
Kala
 
Posty: 18
Dołączył(a): 28 mar 2017, o 09:59
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Scarlett » 28 mar 2017, o 18:42

Kala, jak będziesz mieć chwilę czasu to koniecznie dokończ :D Jestem zafascynowana tym co piszesz, bardzo dużo nas łączy :sun
A co do Cecylii... Przypuszczam, że to może być Twój Anioł. Na warsztacie z Interaktywnych Platform Transformacji wchodziliśmy między innymi na platformę anielską, gdzie poznawaliśmy swoje anioły.
Koniecznie zwróć uwagę na córeczkę, bo na pewno jak jest malutka, będzie pokazywała swoje połączenie z Polem.
Super, że jesteś świadomą mamą <3
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowanie od
Kala
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Black » 28 mar 2017, o 19:34

Czekałam na Twoją historię i dziękuję za nią <3
Jesteś słońcem tego miejsca :sun
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Za ten post autor Black otrzymał podziękowania - 2
Kmicic, Scarlett
Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Kala » 28 mar 2017, o 20:38

Dziękuję Scarlett za odpowiedź! Cieszę się, że spodobalo Ci się co piszę. Tak naprawdę, chciałam tylko krótko napomknąć, że widzę wspólny mianownik w naszych historiach, a wyszedł mi cały elaborat, za co najserdeczniej przepraszam. Może nie powinnam pisać o sobie w Twoim poście :)
I dziękuję, staram się byc świadomą mamą w kazdej kwestii, od pampersów, przez foteliki, do spraw etyczno-moralnych.
Co do Aniołów to może tak być. Jedynie co mnie zastanawia - ostatnio w medytacji ujawnila mi się postać malej dziewczynki, blondynki w różowej sukience, ktora skakala na skakance. Powiedziała, ze ma na imię Cecylia, ale zeby mówić na nią per "Si". Uparcie twierdzila, ze jest tą Cecylią - ale tamta miala jakies 20 lat i byla okropnie poważna :) nie wiem, co o tym sądzić, bo zaraz potem zasnęłam (ehh, nie idą mi te medytacje, ale to chyba przez brak snu).
No i znowu piszę o sobie, ech. Zainspirowałaś mnie do napisania swojej historii, ale na to muszę miec juz naprawdę sporo czasu (będę pisac po kawałku wieczorami, albo dopiero w weekend i opublikuje całość, gdy będzie gotowa).
Dobrej nocy życzę!

P.s. Możesz mi przybliżyć, co z tym Polem?
Avatar użytkownika
Kala
 
Posty: 18
Dołączył(a): 28 mar 2017, o 09:59
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Scarlett » 28 mar 2017, o 20:42

Kochana, ja piszę posty w Wordzie, jak mam czas i natchnienie a potem dodaję :sun Może też tak spróbuj. Bardzo chciałabym ją przeczytać :)
Jeśli Cecylia jest Aniołem to zapewne zmienia swoją formę.
Nie przepraszaj, pisz jak masz ochotę :D

A jeśli chodzi o Pole... Poczytaj ten wątek: viewtopic.php?f=21&t=251
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowanie od
Kala
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Kala » 28 mar 2017, o 20:52

Dziękuję bardzo!
Z tym Wordem to dobry pomysł, kiedys pisałam w nim baaardzo dużo przemyslen, wierszy, opowiadań - no wszystkiego. Ale odkąd mam moją Żółwisię, nie mogę korzystać z komputera (za dnia szarpie za kable, albo zamyka mi laptop, a wieczorem budzi ja szum - mieszkamy w kawalerce). Koniec końców korzystam ze smartfona i zeszytu :) zabieram się za czytanie wątku :)

P.s. Jestem z Wrocławia, ale tez kocham Poznań. I tez jestem kociarą! A widok z okna to nie powiem, jaki mam ;)
Avatar użytkownika
Kala
 
Posty: 18
Dołączył(a): 28 mar 2017, o 09:59
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Scarlett » 28 mar 2017, o 20:54

Aaa, Wrocław? :D To wpadam do Ciebie :D Mieszkam teraz blisko :P
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Historia mojej duchowej ścieżki

Postprzez Kala » 28 mar 2017, o 21:01

Ja zapraszam :D
Avatar użytkownika
Kala
 
Posty: 18
Dołączył(a): 28 mar 2017, o 09:59
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Następna strona

Powrót do Nasze historie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron