Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

historie zmian w naszym życiu, odkrycie PP, nasze sukcesy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Black » 13 sty 2017, o 20:45

A mój podpis pod postami od zawsze obrazował to jak żyłam odkąd naprawdę poznałam działanie PP :sun Nawet to nie jest przypadkowe :)
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Za ten post autor Black otrzymał podziękowania - 5
Diament, easy, Lwiczka, qetsiyah, SnowWhite
Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez enn » 13 sty 2017, o 21:44

Czytając Twoją historię przypomniałam sobie "Najgorszego człowieka na świecie" Małgorzaty Halber, a jest to powieść autobiograficzna. Bohaterka tej książki zakochała się w wyobrażeniu o idealnym mężczyźnie i odczuwała tę miłość tak namacalnie, jakby ukochany już przy niej był. Jej emocje były widoczne nawet dla innych osób - pewnego dnia usłyszała od terapeutki "pierwsze, co pomyślałam, to że pani ma romans". Co prawda bohaterka stwierdziła, że "nie wymyśliła tego, to się wymyśla samo" - jednak podobnie jak w Twoim przypadku wyobrażenie wyprzedziło manifestację. Bo manifestacja dokonała się niedługo później :)

Za ten post autor enn otrzymał podziękowania - 2
Lwiczka, noname
enn
 
Posty: 68
Dołączył(a): 22 wrz 2016, o 17:17
Podziękował : 18 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Scarlett » 15 sty 2017, o 22:26

Mistrz! <3
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Czarodziejka » 11 lut 2017, o 17:49

Podczytuję ostatnio Black tu i ówdzie czasem i potwierdzam, iż mam te same spostrzeżenia pomimo, iż moja droga jest jakby całkiem odmienna. Skróciłabym to wszystko nawet do jednego zdania 'klucza' przy którym nie trzeba znać nawet tej całej otoczki pp/kracji, typu co mam robić, jak się czuć itp. To jest też to, o czym Marek na tamtym forum pisał 'całkowita akceptcja tego co mnie spotkało, co mam, kim jestem itd.', a co wówczas wyśmiewałam, bo myślałam że akceptacja to poddanie się, klęska, ale teraz tak nie uważam. No więc trzeba 'przyjąć to co mnie uwiera' nawet jeżeli jest to sytuacja, że facet strzela mnie po pysku.
(Black pozwolę wyłuskać sobie z Twojej opowieesci te fragmenty które opisują mi dobrze znane fazy)
U Black to moment Tak kocham go ale kocham też siebie.
A dlaczego trzeba to zrobić? Bo to jest stanięcie w prawdzie z samym sobą, a to zmienia wszystko. Bo kolejnym momentem jest "co mogę z tym co mam i czego nie mam zrobić dla siebie (w moim przypadku to było co mogę zrobić dla innych, bo nie wierzyłam że jestem w stanie wydostać się z tego w czym jestem).
A potem nieugięta, uparta walka by nie zmienić decyzji by iść w stronę dobrego (jakkolwiek by to malutki kroczek był) i nieustające podszepty w głowie byś zboczył z obranego kursu, bo to bo tamto (a u mnie i prześmiewczego otoczenia, które uaktywniło się ku mojemu zdumieniu, gdy ignorowałam podszepty w głowie).
U Black to faza: Miałam w głowie takie łańcuszek: zanim ja kogoś poznam, zanim ja kogoś pokocham i się zwiążę, zanim ktoś zdecyduje się ze mną na dziecko, minie kupa czasu a przecież jestem już po trzydziestce, moje szanse spadają, do tego mam zespół policystycznych jajników i chorą tarczycę. I nieugiętość Black w spokojnym posuwaniu się naprzód:
odcięłam się od forum, robiłam spokojnie notatki, cofałam się do momenfragmentów i czytałam po kilka razy
Ja w tym rozpoznaję upór w podążąniu ścieżką malutkimi kroczkami. Black wybrała i szła...
Ja zrobiłam to samo tylko inaczej to wyglądało. Wyobraziłam sobie że mam wroga, i że to on mi szepcze i komplikuje sytuację bym nie doszła do swojego celu. Po każdym strzale w pysk (myśl w swojej głowie lub działanie otoczenia) - przyjmowałam to i przekąsem mówiłam do siebie 'zdechnę, a ci nie ułatwie wygranej' i robiłam swoje (ze spokojem lub z rykiem lub z trzęsieniem ze strachu).
I znowu coś co dobrze rozpoznaję:
Skupiałam się na tym czego chcę i czułam się dobrze lub starałam się czuć lepiej niż gorzej.
Ja w tej całej dobijającj mnie sytuacji robiłam coś na swoją korzyść i przyjemności. A jeśli mój stan psychiczny na to nie pozwalał, robiłam przygotowanie na przyszłość do dobrego samopoczucia, choćby to było coś całkowicie malutkiego i czego nie wykorzystam dziś!
I moim zdaniem nawet nie trzeba czuć radości, miłości, podekscytowania, obfitości.... I tego wszystkiego pozytywnego co popędza ku dobremu, bez tego też się da.
Też odgrywałam sceny jak Black w swojej głowie, nawet nie umyślnie, tylko byłam tak naładowana wewnętrznie że aż powstrzymać sie nie mogłam, albo miałam bardzo silne wizualizacje (ale z powodu ładunku emocjonalnego one same się jakby w mojej głowie pojawiały). Wiele z tych odgrywanych scen i silnych wizualizacji nie urzeczywistniło się dokładnie, ale ich sens, to co miały oznaczać przyszło w nieco zmienionej formie, ale chodziło mi o sens nie o formę, więc tak jak się stało było z korzyścią dla mnie.
I kolejne co rozpoznaję:
Kolejna ważna rzecz – nigdy nie wyobrażamy sobie, że do kogoś wróciła karma, że ktoś inny cierpi, że nasze zachowanie mogło być przyczyną czyjegoś smutku.
U mnie było tak że wyłapywałam myśli w których biję osobę którą uważałam za pośrednią przyczynę stanu w którym jestem. Nie umiałam sie pozbyć tego z głowy więc się modliłam się by Bóg zatrzymał to co ja wysyłam.


Przechodząc stany jak Black jedyne czego nie zrobiłam to nie odcięłam się od źródła mojego stanu (przyznałam sama przed sobą jak jest i przyznałam że nie potrafię się odciąć, a skoro wiedziałam jaka jest moja świadoma decyzja przyjęlam ją i zaczęlam się zastanawiać jak działać z korzyścią z tym co mam).
Na początku wspomniałam że przeszłam przez te wszystkie fazy w inny sposób niż Black. Mnie przez to wszystko przeprowadziła modlitwa. Na poziomie fizycznym zawsze działałam z korzyścią dla siebie (nie mylić z egoizmem przynoszącym komuś szkodę) czyniąc małe, malutkie kroczki, a w duchu modliłam się jak szalona (nawet ze złością).
W moim życiu odeszły (nazwę to jak umiem) dobrze zakorzenione gruntowne szkodzące mi i mojej rodzienie sytuacje. Myślałam że nigdy sie od nich nie uwolnię, a tymczasem one same poodchodziły w przeciągu u mnie około dwóch lat (inne szybciej), ale za każdym razem, gdy przyjęłam je jako swój krzyż i ofiarowałam to Bogu (bo w tym jednym zawiera się wszystko stanięcie w prawdzie, działanie z wiarą, pozbycie napięcia, nieszkodzenie innemu, szukanie dobra).
A najszybciej rozwiązywały się sytuacje które z bólem (bo pragnęłam czegoś dokładnie odwrotnego, a ból odczułam niemal fizycznie) przyjmowałam twierdząc "jeśli Bóg tak chce". Te po przyjęciu odchodziły niemal z szybkością błyskawicy. Tylko, że wówczas to było szczere z mojej strony, teraz mi trudniej to "zastosować", bo już wiem jak Bóg działa i moja intencja nie do końca jest szczera.
Co jeszcze - na każdym kroku pojawiają się ludzie, sytuacje - z podpowiedzą, z pomocą. To wiem na pewno - wyłaniają sie oni nie wiadomo skąd i na czas w którym są potrzebni.

Za ten post autor Czarodziejka otrzymał podziękowania - 4
Capra, Karla, Lwiczka, rain
Czarodziejka
Inicjator forum
 
Posty: 372
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 20:32
Podziękował : 4 razy
Otrzymał podziękowań: 46 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Scarlett » 28 kwi 2017, o 13:38

Chciałabym jeszcze raz podziękować za te posty :)
Od ok. 2 tygodni stosuję PP tak jak przedstawiła to Black. Przyznam, że wymagało to wprawy, ale jest wykonalne, a kiedy już się to zrobi to można się po prostu w tym zakochać :D
I naprawdę to nie jest tak, że zachowujemy się jak psychiczni :D To jest takie lekkie, to takie wmówienie sobie czegoś i życie w ten sposób ;)
Faceta to ja sobie wyobrażałam tylko wtedy kiedy zasypiałam, bo nie czułam potrzeby zabierać go ze sobą wszędzie - na każde spotkanie ze znajomymi, do pracy, na każde zakupy. Jestem osobą, która ceni sobie swoją przestrzeń więc właściwie tylko ze mną spał :D A często z kolei spotykam się z tym, że jak ktoś chce mieć faceta to siłuje się z wyobrażaniem go sobie nawet podczas sikania. Nie o to chodzi. Chodzi by ŻYĆ normalnym życiem a nie tworzyć symbiozę z facetem albo jakieś życie, które nie jest z nami zgodne.
W ogóle to przyciągnęłam sobie nowy telefon, taki jaki chciałam. Mam go od 7 kwietnia. Tego samego dnia wpisałam w kontaktach taki "bonusowy" kontakt, który miał oznaczać faceta. dosłownie 4 dni później ten kontakt się zapełnił 8-)
Wtedy dostałam takiego konkretnego powera aby spróbować w pełni zastosować to o czym pisała Black. I voila :lol:
Albo kolejny przykład.... Byłam na zakupach, poszłam do sklepu z seksowną bielizną i kupiłam taką do spania :twisted: Siostra się mnie pyta po co mi to, a ja jej na to, że jak po co?! Dla faceta :lol:
Kolejna rzecz :D Wyobrażam sobie, że mnie gdzieś zabiera, zaprasza itp. Na drugi dzień dostaję oficjalnie taką propozycję :brawo
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jasne sygnały dawałam Wszechświatowi, choć przecież żyłam w tu i teraz :D
Serio, polecam. Zakochałam się zwłaszcza w poniższych zdaniach:
Black napisał(a):Otóż jeśli ktoś żyje w tu i teraz, to jakie to jest „tu i teraz”? Świat składa się z nieskończonej ilości wariantów. Chodzi o to by przejść do wariantu w którym chcemy żyć i z tego zrobić nasze „tu i teraz”. Nie chodzi o to by iść na zakupy i odczuwać na tych zakupach, jacy jesteśmy przytłoczeni samotnością, beznadziejną pracą i tym, że musimy się wstrzymywać z kupieniem tego czego chcemy, a potem wrócić do domu znaleźć wolną chwilę, położyć się lub usiąść w fotelu, zamknąć oczy i wizualizować sobie 10 minut, że jesteśmy na zakupach z ukochanym. To nie jest Wasze „tu i teraz”. „Tu i teraz” było wtedy, gdy naprawdę byliście na tych zakupach i pchając wózek zdawaliście sobie sprawę z tego jak bardzo brakuje wam pieniędzy i drugiej połówki. A myśli przechodzą w wibracje, a wibracje przyciągną Wam więcej tego, czym wibrujecie.

Ludzie bardzo często poświęcają na swoje pragnienia tak naprawdę ok. 10% całego dnia. Wizualizacje, jakaś technika itp. Ale poza tym skupiają się na tej rzeczywistości, która ich otacza, a którą chcą zmienić. To tak jak z tą sytuacją w sklepie. Wtedy też należy żyć tak jak chcecie. Błąd ludzi tkwi w tym, że nie odwracają uwagi od tego co ich boli. Pozwalają na to by te uczucie ich przepełniały, analizują to. To nie jest tak, że ktoś stoi nad nami z młotkiem i tłucze te myśli do głowy. Nie, to my sami poświęcamy im uwagę, pozwalamy by płynęły, wtapiamy się w nie.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowania - 7
Ada, Catalina, faith, Miriam, Slonce, SnowWhite, Wenus21
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez ara » 30 kwi 2017, o 17:36

Cześć wszystkim, od niedługiego czasu czytam to forum, postanowiałam się zarejestrować i zalogowac.
Zainteresował mnie sposób Black z wyobrażaniem sobie. Ale takim momentem do działania był dla mnie post Scarlet.
I mam pytanie tak z cekawosci, czy najpierw zaczelas zyc wyobrażaniem, a wpis w telefonie był potem, czy manifestacja przyszla już po zyciu z wyobrażaniem i wpisie w telefonie?

Ja standardowo chce przyciagnac milosc, wiem ze mam opory roznego chyba rodzaju, m.in kontroluje jak i kiedy, brak wiary poza tym.
Ostatnio przeczytałam, ze jak się chce przyciagnac milosc to warto wybrać się do salonu sukien ślubnych i mimo ze slyszalam o tym już wcześniej to był taki "klik" - tym razem ten pomysl strasznie mi się spodobal. I wybieram się mimo wszystko.
ara
 
Posty: 41
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 17:31
Podziękował : 5 razy
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Scarlett » 30 kwi 2017, o 20:01

Kurczę, trochę czuję się winna, że tak zaczynamy zapełniać wątek Black pisząc o mnie :oops:

Przede wszystkim witaj ara, miło mi, że mój wpis Cię zachęcił do rejestracji na forum <3
Czerp z tego miejsca jak najwięcej :)

Ogólnie ze mną było tak, że po przeczytaniu postu Black bardzo chciałam to stosować ale nie miałam właśnie takiego ciśnienia na to i po prostu zapomniałam. Nie pamiętam dokładnie kiedy tak na 100% oddałam się temu.
Wyobrażałam sobie już wcześniej, ale nie 24h na dobę. Dopiero jak przyciągnełam telefon i wpisałam ten pusty kontakt a on się szybko zapełnił, zdałam sobie sprawę, że: wow, to działa :D
Także tak - wyobrażenie było pierwsze. Ono musiało być pierwsze żeby pojawiła się materializacja. To było coś w rodzaju impulsu, który moje ciało, moje serce (pole serce - najbardziej elektromagnetyczne pole) wysyłało w przestrzeń.
Chodzi o to by dawać Wszechświatowi/Polu (co tam wolisz) jasny sygnał, że JUŻ to masz. JUŻ masz tego faceta - dlatego masz kontakt z telefonie, dlatego kupujesz seksowną bieliznę, dlatego masz jedną stronę łóżka wolną, dodatkowe wieszaki w szafie itp.
To jest właśnie tak jak pisała Black. Więcej ludzi poświęca się w ciągu dnia skupieniem na tym czego nie chce i na braku. Np. widzi zakochaną parę i ma tzw. "ból dupy", bo im zazdrości, bo sam jest sam itp. Z kolei jeśli dajemy sygnał, że jesteśmy w szczęśliwym związku to jednocześnie nie wysyłamy sygnału braku. Nie można wysyłać dwóch rodzajów wibracji na raz, należy zdecydować się na jeden. Także jeśli chcesz mieć faceta, wysyłaj wibrację związku i miłości.
To samo dotyczy każdej innej dziedziny - nawiązuje do związku, bo mówisz, że sama jesteś związkiem zainteresowana.

Często ludzie piszą sfrustrowani, że PP nie działa bo przecież oni tyle wizualizowali, tyle technik robili, tak bardzo w to wierzyli itp., ale nic się nie stało. Oczywiście, że się nie stało i nie ma prawa stać jeśli w ciągu całego dnia wysyłamy impulsy braku faceta, pieniędzy, okropnej pracy, irytujących dzieci itp. Wtedy sama wizualizacja, która zazwyczaj trwa ileś tam minut w ciągu dnia, nie sprawdzi się. Bo podświadomości nie da się oszukać. Taka wizualizacja się sprawdzi i zmaterializuje jeśli w ciągu dnia również będziemy taką wibrację wysyłać. Niekoniecznie żyć tak jak pisała Black i tak jak ja teraz spróbowałam, ale chociażby nie czuć zazdrości na widok par, nie poświęcać uwagi problemom w pracy dłużej niż w momencie kiedy problem się wydarza (czyli nie rozpamiętujemy przez kilka dni, nie gadamy o tym z każdym napotkanym człowiekiem) i tak dalej.
Ja uwielbiam wizualizować, stosować RS (o którym Ignited pisał) - zawsze robię to przed snem, to dla mnie normalne. I zauważyłam, że te wizualizacje spełniają się szybciej, kiedy w ciągu dnia wysyłam takie same impulsy ze swojego pola elektromagnetycznego.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowanie od
ara
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Ania1703 » 30 kwi 2017, o 20:35

Olśniło mnie ostatnio. Uświadomiłam sobie, że w czasie kiedy poznałam mojego byłego faceta, byłam totalnie wkręcona w wyimaginowany związek z wirtualnym facetem. Byłam samotna, ale żeby uniknąć pytań i tych pytań czemu jestem sama , że jak to, że czemu etc. Wymyśliłam sobie, że mam faceta tylko, że on pracuje za granicą i przyjeżdża do mnie co jakiś czas. Był to początek w mojej wtedy nowej pracy i nie wiedziałam za bardzo, jak odpowiadać na tenat mojego życia osobistego. Ja tak bardzo uwierzyłam w to, że ten Robert (bo takie mu nadałam imię) istnieje , że wkręciłam się w to na maksa. Co ciekawe. W domu żyłam normalnie. W pełni świadoma mojej sytuacji, mojej samotności. Natomiast w pracy mogłam godzinami opowiadać jaki to wspaniały i cudowny mężczyzna jest w moim życiu. Wtedy też poznałam mojego byłego, który swego czasu powiedział mi, że cała promieniowałam miłością i myślał, że nie ma u mnie szans. Bo byłam taka zakochana w tym Robercie :-)
Szkoda, że teraz nie potrafię tak żyć. Ale pracuję nad tym.
Ania1703
 
Posty: 123
Dołączył(a): 6 lip 2016, o 17:42
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 26 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Scarlett » 30 kwi 2017, o 20:39

Potrafisz :sun Każdy z nas potrafi, zresztą skoro już raz to zrobiłas, to najlepiej o tym świadczy :) To tak jak z jazdą na rowerze :)
Musisz tylko wrócić do Źródła, do siebie :) Na razie przygniótł Cię świat i wszystko co nie jest Twoje :)
Za tydzień popracuję nad tym podczas dwupunktowej niedzieli.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 10 gru 2015, o 23:11
Podziękował : 417 razy
Otrzymał podziękowań: 1293 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez ara » 30 kwi 2017, o 21:49

No ja często robiłam to samo, ale może nie na wieksza skale.
W każdym razie, chyba już wiem dlaczego u mnie np. opróżnienie polowy szafek dla faceta nie pomoglo (również wpisałam kontakt w telefonie dla faceta i tym podobne rzeczy). Chyba na codzien wysylalam negatywne wibracje, przede wszystkim zazdrość w kierunku par i inne..




Ania1703 napisał(a):Olśniło mnie ostatnio. Uświadomiłam sobie, że w czasie kiedy poznałam mojego byłego faceta, byłam totalnie wkręcona w wyimaginowany związek z wirtualnym facetem. Byłam samotna, ale żeby uniknąć pytań i tych pytań czemu jestem sama , że jak to, że czemu etc. Wymyśliłam sobie, że mam faceta tylko, że on pracuje za granicą i przyjeżdża do mnie co jakiś czas. Był to początek w mojej wtedy nowej pracy i nie wiedziałam za bardzo, jak odpowiadać na tenat mojego życia osobistego. Ja tak bardzo uwierzyłam w to, że ten Robert (bo takie mu nadałam imię) istnieje , że wkręciłam się w to na maksa. Co ciekawe. W domu żyłam normalnie. W pełni świadoma mojej sytuacji, mojej samotności. Natomiast w pracy mogłam godzinami opowiadać jaki to wspaniały i cudowny mężczyzna jest w moim życiu. Wtedy też poznałam mojego byłego, który swego czasu powiedział mi, że cała promieniowałam miłością i myślał, że nie ma u mnie szans. Bo byłam taka zakochana w tym Robercie :-)
Szkoda, że teraz nie potrafię tak żyć. Ale pracuję nad tym.
ara
 
Posty: 41
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 17:31
Podziękował : 5 razy
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Poprzednia strona

Powrót do Nasze historie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości