Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

historie zmian w naszym życiu, odkrycie PP, nasze sukcesy

Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Black » 13 sty 2017, o 13:31

Bardzo często dostaję pytania jak zmieniłam swoje życie albo prośby o porady. Ciężko mi jest dać inną radę niż to, co cały czas piszę na forum. Nie czuję się kompetentna by pisać o technikach czy kursach bo nigdy czegoś takiego nie robiłam i zapewne nie będę robić, gdyż nie czuję takiej potrzeby. To co robię, w zupełności mi wystarcza. Mówiąc bardzo skrótowo – podjęłam decyzję, że chcę być szczęśliwa i żyłam w tu i teraz takim życiem, jakim chcę żyć. Skupiałam się na tym czego chcę i czułam się dobrze lub starałam się czuć lepiej niż gorzej. To jest absolutnie wszystko. Kiedy odpisuję w ten sposób ludziom, spotykam się z odpowiedzią, że to niemożliwe, że mają w życiu bardzo trudną sytuację, że to nie jest takie łatwe, że bardzo chcą, ale… I niemal za każdym razem dostaję taką zwrotkę w postaci „ale”. A „ale” jest takim ogrodzeniem, płotem, który sami wokół siebie świadomie stawiamy, nie dopuszczając by coś lepszego się do nas przedostało.
Niektórzy znają tak po łebkach moją historię i wiedzą, że w pewnym okresie życia miałam na głowie kumulację wielu problemów. Po takim wnikliwym przeanalizowaniu wielu postów tutaj oraz po wymianie wielu PW i maili z użytkownikami, zdałam sobie sprawę, jak wiele pojęć jest tutaj błędnie rozumianych. Owszem, są osoby, które lubią bagienko w którym siedzą i wcale tak naprawdę nie chcą tego zmienić wbrew temu co piszą. Zdałam sobie też sprawę, że bardzo niewielu ludzi odróżnia wizualizację od wyobrażania sobie czegoś, a dla mnie jest to bardzo znacząca różnica. Przez to pewne rzeczy na forum pisałam bardzo skrótowo, bo myślałam, że jest to jasne :D .

Ostatnio, po wymianie PW z pewną osobą, zostałam poproszona o napisanie swojej historii i zdradzenie tego swojego „sekretu”. Wzięłam to słowo w cudzysłów, bo to żaden sekret tak naprawdę, ale nigdy nie zostało to jakoś dobrze zrozumiane, a ja nie miałam czasu i chęci na dłuższe posty. Poza tym nie chciałam też pisać za dużo, bo moja historia jest dość „delikatna”, a nie chciałam by czasem wszedł tu ktoś znajomy i to przeczytał ;) Tym razem jednak dałam się namówić więc otwieram Worda i zaczynam pisać. Muszę podzielić to na dwie części bo szykuje się długi post ;)
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Black » 13 sty 2017, o 14:01

I. Moja historia
Nie do końca wiedziałam od czego zacząć pisanie tego posta, bo nie chciałam przynudzać i pisać swojej biografii, to nie o to chodzi. Dodam tylko, że bardzo dobrze wiem dlaczego to, o czym za chwilę napiszę, zdarzyło się w moim życiu. Naprawdę nie trzeba analizować przekonań i programów oraz rozkładać ich na czynniki pierwsze przy zmianie swojego życia. Jedyne co jest istotne, to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieją, jakie są, czego dotyczą i umieć je wyłapywać zanim napełnimy je powietrzem i urosną jak balon, który wzniesie się nad nami.
Zacznę więc od tego, co już większość z Was wie. Od wielu lat byłam w związku, w którym borykałam się z przemocą fizyczną i psychiczną. Od razu zaznaczę, że kiedy się poznaliśmy, on nie był taki, a przynajmniej dobrze to ukrywał. Inaczej nigdy nie weszłabym w tę relację. Jego zmiana nastąpiła po ok. półtora roku, dwóch latach od naszego poznania. W tym czasie byłam już bardzo (ślepo) zakochana i wierzyłam, że to się może zmienić, że może się jeszcze ułożyć. Byłam w dużym szoku kiedy uderzył mnie pierwszy raz. Myślałam, że po prostu stracił kontrolę i sam się tego wystraszył, ale tak nie było. Zrobił to świadomie, wyszedł z domu trzaskając drzwiami tak, aż wyleciały z nich szyby. Za każdym razem kiedy mnie uderzył, wychodził z domu na wiele godzin, nieważne czy była noc czy dzień, a ja oczywiście martwiłam się, winiłam siebie, że to moja wina i ja doprowadzam go do takiego stanu, co oczywiście on skutecznie we mnie podkręcał. Bo przemoc fizyczna to nie było wszystko. Skopiuję teraz to, co już pisałam tu na forum: Pozwoliłam sobie na to by ten człowiek wmówił mi, że nikt inny mnie nie zechce, że mam tylko jego, przedstawiał mi okropną wizję życia w samotności. Czy wierzyłam, że się zmieni? Tak, wierzyłam. Bo miałam to często powtarzane. Wraz ze słowami pojawiały się etapy spokoju. Byłam pełna wiary, że już wszystko jest w porządku, bo było wręcz fantastycznie. Do czasu. Zasilał się moją energią. Nie wiem jak tak można, ale kochał jak płakałam, jak cierpiałam. Był taki moment kiedy pchnął mnie z całej siły na lodówkę, straciłam równowagę, upadłam. Śmiał się w głos i powtarzał jaka jestem okropna, że jestem szmatą i suką. Durna baba, co? Już dawno powinna przecież odejść. I tutaj zaczyna się to, co często pojawia się w tego typu historiach: „Ale jak go kocham, on mnie też, na pewno się zmieni”. Wiara w to, że się zmieni i całkowity brak wiary w to, że może istnieć na tym świecie inna osoba, która nas pokocha. POKOCHA! Bo czy to co robi ten człowiek, to jak nas krzywdzi to jest miłość? Pewnie, że nie. Zawsze marzyłam o byciu matką. On nigdy nie chciał stworzyć ze mną rodziny i dziś uważam, że było to najlepsze co mnie w tym związku spotkało. Że nie pozwoliłam swoim dzieciom, by on był ich ojcem. Oboje nie chcieliśmy legalizować naszego związku, nigdy nie chciałam „papierka” i to z kolei okazało się zbawieniem przy ratowaniu moich spraw finansowych po rozstaniu.
Mój były partner bił sprytnie, bo nigdy nie było po mnie niczego widać. Raz tylko moi znajomi dopatrzyli się siniaka, ale co powiedziałam? Klasyka – „przewróciłam się”. Ale nikt w to nie wierzył, bo oprócz tego, mój były nadużywał też alkoholu i używek więc po prostu domyślali się, że może być coś nie tak. Z naszego mieszkania często było słychać wrzaski i każdy wiedział, że to nie jest normalne.
W końcu nastąpił taki przełom, że stwierdziłam jedno: Tak, kocham go. Ale kocham też siebie. I tylko ja siebie kocham. On nie potrafi.
Zaryzykowałam wszystko. Wyniosłam się. Kilka naprawdę ciężkich miesięcy bo on cały czas dzwonił czasem z płaczem prosił bym wróciła i on się zmieni, a czasem z wrzaskiem i kolejnym obrażaniem mnie. Serce bolało, ale byłam silna bo wiedziałam, że tak nie może być, że to nie to, że nie można tak żyć. Nie złamałam się. Najpierw musiałam zrozumieć, że jestem dla siebie najważniejsza i nie mogę uzależnić się od innej osoby. Czas leczy rany. Dziś nie ma nawet blizny.
Pracowałam w budżetówce, zarabiałam psie grosze, moja wypłata netto była mniejsza od 2000 zł. Mieszkanie w którym mieszkałam z partnerem było moje, dostałam je po babci. Jednak on zarabiał więcej i więcej w to mieszkanie włożył. Kiedy zachorowałam i zaczęły mi siadać narządy wewnętrzne, straciłam pracę i byłam na jego utrzymaniu więc po rozstaniu właściwie straciłam swoje mieszkanie bo „Albo ja i mieszkanie albo spierdalaj”. Musiałam o nie walczyć, a to łatwo nie było bo szukałam wtedy pracy i nie miałam stałego zarobku. Tylko tyle co zajmowałam się dziećmi i zarobiłam. Pomoc otrzymałam od przyjaciół i rodziców. Wiedziałam jednak, że muszę je odzyskać, że jest moje i nie pozwolę mu go zatrzymać, że nie ma takiego prawa. Niech sobie zabiera swoje rzeczy, choćbym miała spać na podłodze przy czterech gołych ścianach, nie pozwolę na to, nie ma takiej siły. Nie jest panem i władcą, nie jest Bogiem.
Także to moja kumulacja: toksyczna związek, rozstanie, brak pracy, walka o mieszkanie i zdrowie.

Na stare forum trafiłam jakieś pół roku później. Byłam już pozbierana psychicznie po rozstaniu, ale nadal walczyłam o mieszkanie, zdrowie i stałą pracę. PP znałam tylko „po łebkach” z „Sekretu”, który nie jest żadnym arcydziełem i jak widać nie dał mi kompletnie niczego. Na forum poznawałam PP głębiej, zaczęłam czytać coraz więcej książek o tej tematyce, ale niemal każda sprowadzała się do jednego: „Myśl o tym, czego chcesz a tak będzie!”, „Wizualizuj swój cel, poczuj, że już go masz!”. Cholera, co jest nie tak? Przecież tak robiłam! Byłam już bliska stwierdzenia, że PP nie działa, że to jakiś chwyt marketingowy na zdobycie czytelników albo co gorsza jakaś sekta.
W moim życiu nie było fajerwerków, bałam się, że zawsze będę sama, że straciłam na zawsze mieszkanie, że nigdy nie dane mi będzie spełnić swojego największego marzenia, czyli zostać matką. Byłam po trzydziestce. Miałam w głowie takie łańcuszek: zanim ja kogoś poznam, zanim ja kogoś pokocham i się zwiążę, zanim ktoś zdecyduje się ze mną na dziecko, minie kupa czasu a przecież jestem już po trzydziestce, moje szanse spadają, do tego mam zespół policystycznych jajników i chorą tarczycę.
Aż w końcu Bialy Królik polecił mi przeczytać „Prosiaka”. Zastanawiałam się wtedy: „Co to jest Prosiak?!”. Ale kiedy dowiedziałam się, że to „Proś, a będzie Ci dane”, pierwsza część sagi Hicksów, stwierdziłam, że przeczytam, ale to na pewno będzie ostatnia książka o tej tematyce. Forum powodowało u mnie mętlik, każdy pisał co innego, a większość i tak ciągle była w tym samym miejscu. Kupiłam wszystkie cztery części serii „Prawo Przyciągania”, odcięłam się od forum. Ale naprawdę się odcięłam. Nie wchodziłam podczytywać z ukrycia. Ponadto oprócz książek Hicksów, oglądałam też filmiki Abrahama i Bashara na YouTube. I nie chciałabym aby Bashar był tutaj pokrzywdzony, bo rzadko się o nim mówi, ale tak jak Abraham ułożył mi w głowie to jak działa Prawo Przyciągania, tak Bashar nauczył mi tworzyć nową rzeczywistość. I na pewno napiszę o tym jak dokonała się ta zmiana.

I wiecie co? Wygrałam. Wszystko o czym marzyłam przyszło do mnie w przeciągu roku.
I mam właśnie łzy w oczach bo teraz przechodzę do najpiękniejszego etapu w moim życiu. Zawsze kiedy o tym myślę płaczę ze szczęścia i przytulam się do swojego męża i śpiewam w myślach:
Dziś wiem, życie cudem jest.
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos.
Co dzień pragnę więcej.


Także muszę ochłonąć i za chwilę dokończę kolejną część, czyli „Mój sekret”.
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Marta » 13 sty 2017, o 15:54

Black, fantastyczna opowieść, czytałam Twoje posty jeszcze na starym forum. Szczerze mówiąc próbowałam wdrożyć w życie. Ale na krótką metę, teraz chyba całkowicie zrozumiałam.
Właściwie przeanalizowałam przeszłość i zauważyłam, że kilkukrotnie lata temu właśnie przyciągnęłam rzeczy "dużego kalibru" jedynie żyjac sobie tu i teraz, nie martwiac się, tylko raz na jakiś czas spontanicznie wchodziłam w wymarzoną rzeczywistość, w której dobrze się czułam, dosłownie na parę sekund.
Dopiero niedawno zauważyłam, że po jakimś czasie ta wymarzona rzeczywistość stała się faktem.

Tak na marginesie, ten Twój były partner nie miał żadnego prawa do mieszkania, nie bardzo rozumiem o jaką walkę o mieszkanie chodzi.
Chyba, że nie chciał się wynieść i konieczna była jakaś interwencja sądu, policji - eksmisja?

Za ten post autor Marta otrzymał podziękowanie od
noname
Marta
 
Posty: 61
Dołączył(a): 19 cze 2016, o 20:07
Podziękował : 3 razy
Otrzymał podziękowań: 5 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Black » 13 sty 2017, o 18:24

II. Mój sekret
Właśnie dzięki Abrahamowi i Basharowi udało mi się zmienić moje życie.
Hicksowie to nie są książki łatwe w odbiorze, zwłaszcza dla racjonalistów. Czytałam je bardzo dokładnie, czasem cofałam się do pewnych fragmentów i czytałam po kilka razy. Równolegle oglądałam też nagrania Abrahama i Bashara. Robiłam notatki. Ze spokojem i cierpliwością poświęcałam temu czas. Niczego nie oczekiwałam. Wszystko robiłam dla siebie. Już w trakcie czytania pierwszej z nich (Proś a będzie Ci dane), rozumiałam na czym to wszystko polega. Wreszcie poznałam ten brakujący element działania PP, o jakim nie pisano nigdzie indziej. Z moich notatek powstał dla mnie jasny skrót całego tego procesu. Szerzej rozpisałam to w pierwszym poście motywatorni, pod przykładami przyciągnięć, czyli tutaj: viewtopic.php?f=28&t=399
Z kolei Scarlett genialnie opisała to w skrócie, czyli tutaj: viewtopic.php?f=28&t=399&start=2270#p23343
Nie będę się więc rozpisywać co do tego jak działa PP, bo zostało to już wielokrotnie powiedziane.
I tutaj odpowiem po raz kolejny: podjęłam decyzję, że chcę być szczęśliwa i żyłam w tu i teraz takim życiem, jakim chcę żyć. Skupiałam się na tym czego chcę i czułam się dobrze lub starałam się czuć lepiej niż gorzej.
I tutaj przechodzę właśnie do mojego sekretu. Kiedy mówię to innym, odpowiadają mi, że oni też starają czuć się lepiej, też żyją w tu i teraz i …. wizualizują sobie swój cel. I tutaj pojawia się myk. Bo ja sobie niczego nie wizualizowałam ;)

Otóż jeśli ktoś żyje w tu i teraz, to jakie to jest „tu i teraz”? Świat składa się z nieskończonej ilości wariantów. Chodzi o to by przejść do wariantu w którym chcemy żyć i z tego zrobić nasze „tu i teraz”. Nie chodzi o to by iść na zakupy i odczuwać na tych zakupach, jacy jesteśmy przytłoczeni samotnością, beznadziejną pracą i tym, że musimy się wstrzymywać z kupieniem tego czego chcemy, a potem wrócić do domu znaleźć wolną chwilę, położyć się lub usiąść w fotelu, zamknąć oczy i wizualizować sobie 10 minut, że jesteśmy na zakupach z ukochanym. To nie jest Wasze „tu i teraz”. „Tu i teraz” było wtedy, gdy naprawdę byliście na tych zakupach i pchając wózek zdawaliście sobie sprawę z tego jak bardzo brakuje wam pieniędzy i drugiej połówki. A myśli przechodzą w wibracje, a wibracje przyciągną Wam więcej tego, czym wibrujecie.
Kiedy szłam na zakupy w swoim fizycznym „tu i teraz”, WYOBRAŻAŁAM sobie, że jestem na tych zakupach ze swoim ukochanym. W myślach pytałam się go co jeszcze kupić, prosiłam żeby odczytał listę zakupów, w myślach prosiłam by się na chwilę zatrzymał kiedy ja zainteresowałam się jakimś szamponem czy czymkolwiek. Ja żyłam w „tu i teraz”, ale tak jak chciałabym żyć. Dokonałam wyboru tego wariantu i jak najbardziej przyzwoliłam na to by zmanifestował się w moim życiu. We Wszechświecie nie ma sprzeczności więc to musiało się stać. To jest to o czym pisałam niedawno w motywatorni – stworzyłam w głowie zupełnie inny świat. Moje ciało żyło sobie w jednym wariancie, ale umysł żył w innym.
Cały mój świat tworzyłam w głowie. Wszystko było najpierw w głowie. Tworzyłam fikcyjny świat. Dostawiałam dodatkowe talerze. W pracy wyobrażałam sobie, że pracuję gdzie indziej. Rozmawiając z ludźmi wyobrażałam sobie, że rozmawiam z kimś zupełnie innym. Wiem, to może brzmieć jak zwierzenia człowieka chorego, ale tak było. Naprawdę wszystko miałam w głowie. Kiedy poczułam impuls, inspirację, jakieś pchnięcie do działania, wówczas działałam - zawsze na swoją korzyść. W końcu weszło mi to w nawyk i stało się naturalne.

Miałam wówczas tymczasową pracę, bo za coś musiałam żyć, a tym czymś na pewno nie była łaska rodziny i przyjaciół. Nie lubiłam tam chodzić, ale kiedy zaczęłam stosować PP, wyobrażałam sobie, że to moja wymarzona praca. W myślach mówiłam coś do moich wymarzonych kolegów z pracy. Kiedy miałam w pracy zły dzień, nie udawałam, że jest kolorowo, bo nie da się oszukać podświadomości. Wtedy po prostu wyobrażałam sobie, że mam gorszy dzień w wymarzonej pracy i w myślach mówiłam o tym wymarzonym kolegom, w myślach się skarżyłam a oni w myślach stroili sobie żarty z osoby, która mnie zdenerwowała, przez co też zaczynałam mieć lepszy humor. Pewnie niektórzy się zdziwią jak to jest, że można mieć zły dzień w wymarzonej pracy albo jak można udawać, że ma się zły dzień w wymarzonej pracy. Bo takie jest życie! :) W życiu są chwile gorsze i lepsze, są wzloty i upadki i każdy tak ma. Nie tworzyłam czegoś nierealnego – tworzyłam coś, co jak najbardziej ma rację bytu. Nowa, wymarzona, dobrze płatna praca w której czasem są dni lepsze a czasem gorsze, tak jak w normalnym życiu. Pisałam kiedyś w motywatorni, że kiedy robiłam pranie, czepiałam się w myślach swojego wymarzonego partnera (też w myślach :D ), że porozrzucał pranie zamiast wsadzić je do kosza na brudy. Robiłam tak, bo żaden związek nie jest na tyle idealny by po latach nie było ani jednej kłótni ani jednego nieporozumienia. Żyłam życiem realnym, nie z filmów, tylko to było w mojej głowie. Dlatego tak często podkreślamy na forum aby nie udawać i nie walczyć ze sobą bo podświadomość nie kupi udawania. Ok, to w takim razie na czym polega różnica między udawaniem nastroju a udawaniem, że ma się super pracę czy partnera?

Nie da się na siłę udawać nastroju i wibracji, dlatego, że nie oszukamy swojego ciała ani splotu słonecznego (czy jak kto zwie – drugiego mózgu). Emocje w postaci wibracji trafiają do naszego ciała, ono jest wskaźnikiem. Dlatego robimy wszystko co możemy by poczuć się lepiej. Nie oszukiwać, że czujemy się dobrze jeśli nie jesteśmy tego w stanie zrobić na tę chwilę, ale poczuć się LEPIEJ!
Nigdy nie udawałam, że czuję się cudownie i nigdy nie starałam się udawać, bo wiem, że udawanie samopoczucia jest...nieudane :DUdawać możemy w głowie, możemy karmić podświadomość obrazami, ona tego nie odróżni. Ale udawać uczuć i emocji się nie da, gdyż nasze ciało jest ich świetnym czujnikiem. Może źle ubrałam w słowa to co napisałam w pierwszym poście jeśli niektórzy błędnie myślą, że trzeba udawać by czuć się dobrze. Nie udawajcie. Czujcie się dobrze albo czujcie się lepiej. Czyli róbcie wszystko by lepiej się poczuć. Poczujecie się lepiej po odprężającej, gorącej kąpieli pijąc szampana z truskawką? Zróbcie to! Poczujecie się lepiej zjadając truskawkową Milkę? Zjedzcie ją! To nie będzie tak, że będziecie czuć się super, ale poczujecie się lepiej, Wasze ciało się tak poczuje, a tym samym wzniesiecie się na skali. I absolutnie nie patrzcie wtedy na to czy "już jestem na dobrej drodze do przyciągnięcia?". Odetnijcie się, że coś przyciągacie. Żyjcie w tu i teraz. A tu i teraz możecie już to mieć lub pokazywać, że wciąż czekacie aż to nadejdzie.

Za to podświadomość, która myśli obrazami, jest bardzo łatwa do oszukania, kiedy będziemy jej podsuwać po prostu inne obrazy. Jeśli jesteśmy na coś źli, bądźmy źli w nowej rzeczywistości – wtedy podświadomości łatwiej jest to kupić, bo nie walczymy sami ze swoim nastrojem, którego nie da się zmienić na pstryknięcie palcem. Logicznym jest, że kiedy zdechnie nasz ukochany pies to nie machniemy ręką i nie będziemy się cieszyć jak głupi do sera. Ale możemy zapytać siebie co sprawi, że poczujemy się lepiej i zrobić to, co umysł nam podpowie.

Tak właśnie żyłam. W tu i teraz, ale tak jakbym chciała. Nie poświęcałam uwagi na to, czego nie chcę. Skupiałam się na tym jak chcę żyć. Czy szukałam wtedy pracy? Owszem. Ale codziennie poświęcałam na to kilka minut. Czytałam oferty, jak mi się coś spodobało to wysyłałam CV (ale naprawdę musiało mi się podobać, nic na siłę), a potem odwracałam uwagę, nie skupiałam się już na pracy i jej szukaniu tylko np. pytałam w myślach „faceta” czy idziemy coś zjeść na miasto. I rezerwowałam sobie stolik. Sama (w myślach - dla dwóch osób). Potem kupiłam sobie kwiaty (w myślach – od niego).
Kolejna ważna rzecz – nigdy nie wyobrażamy sobie, że do kogoś wróciła karma, że ktoś inny cierpi, że nasze zachowanie mogło być przyczyną czyjegoś smutku.

Ludzie bardzo często poświęcają na swoje pragnienia tak naprawdę ok. 10% całego dnia. Wizualizacje, jakaś technika itp. Ale poza tym skupiają się na tej rzeczywistości, która ich otacza, a którą chcą zmienić. To tak jak z tą sytuacją w sklepie. Wtedy też należy żyć tak jak chcecie. Błąd ludzi tkwi w tym, że nie odwracają uwagi od tego co ich boli. Pozwalają na to by te uczucie ich przepełniały, analizują to. To nie jest tak, że ktoś stoi nad nami z młotkiem i tłucze te myśli do głowy. Nie, to my sami poświęcamy im uwagę, pozwalamy by płynęły, wtapiamy się w nie.

I tutaj widzę właśnie różnicę między wizualizacją a wyobraźnią. Wyobrażam sobie TERAZ, NAPRAWDĘ. A wizualizację czuję, ale jestem wtedy np. w domu i wizualizuję, że pływam w Morzu Karaibskim. Oczywiście też wizualizowałam, najczęściej przed snem. Ale zdecydowanie wolałam wyobrażać sobie różne rzeczy w tu i teraz i tak właśnie żyłam na co dzień.
To jest naprawdę proste! To świetna zabawa. I tutaj pojawia się Bashar. Nazywa on to „Wirtualną rzeczywistością”. Życiem w tu i teraz, ale tak jak chcemy żyć.
Polecam ten filmik:

(Czyż to stworzonko z filmu nie jest przesłodkie i urocze?)

Spróbujcie najpierw zastosować to przez jeden dzień. Zróbcie sobie np. „Udawaną sobotę”. Potem spróbujcie następnego dnia i następnego. Przeciągnijcie to na cały tydzień i udawajcie cały tydzień! Tak jak też wielokrotnie wspominałam w postach – to musi wejść w nawyk. I naprawdę da się. Przy okazji przestrzegając reguł PP o których pisaliśmy.

Nie liczę dokładnie ile zajęło mi przyciągnięcie konkretnej rzeczy. Najszybciej przyszła praca. Potem odzyskałam mieszkanie (odpowiadając na pytanie Marty – mój ex był zameldowany w tym mieszkaniu i ani myślał się wynieść, to była batalia). Kiedy pojawił się mój obecny mąż… Po prostu to wiedziałam (przepraszam, znów mam łzy w oczach, dlatego rozciągnęłam w czasie pisanie tego posta).
Dodam też, że to nie jest tak, że spełnia się dokładnie od a do zet wszystko to co udawaliśmy przez 3 miesiące. Na przykład jeśli udawałam, że mój partner nie wrzuca prania do kosza na brudy to nie znaczy, że on taki będzie. Chodzi o to by zaszczepić podświadomości tę nową rzeczywistość. Bo tak się składa, że mój mąż jest bardzo schludny :D W pracy rzadko kiedy mam gorsze dni. Nigdy nie wyznaczałam, że musi się wydarzyć coś konkretnego, zawsze byłam otwarta na możliwości. Wiedziałam, że chcę być szczęśliwa, mieć godną i dobrze płatną pracę, mieszkanie, partnera, dzieci.
Wspomnę, że mój mąż zna PP, jest po kursie Silvy (ale po tym starym kursie podstawowym). Ogólnie dowiedziałam się przez zupełny przypadek, że zna PP bo na co dzień nie rozmawiam z nikim na ten temat. Siedzieliśmy kiedyś w restauracji (często wyobrażałam sobie, że chodzimy do restauracji i tak jest rzeczywiście :sun ) i kelner powiedział do swojej koleżanki coś tam, że „idzie pod prąd”. A mój obecny mąż tak cicho zaśpiewał sobie pod nosem „I float. It is the law, it is the law”. Oczy mi prawie wyszły z orbit bo wiedziałam skąd to. Zapytałam przekornie co to za piosenka, choć wiedziałam, że sam wymyślił melodię do słów Abrahama. I tak zaczęła się nasza pierwsza rozmowa o PP.
Płeć naszego dziecka też sobie wyobraziliśmy. Zanim zaszłam w ciążę wiedzieliśmy, że chcemy mieć córkę więc wyobrażaliśmy sobie, że jest z nami. Zaszłam w ciążę miesiąc później.
Często jak czegoś chcemy to ustalamy, że będziemy sobie to wyobrażać :D Jesteśmy całkiem normalni, zapewniam :lol:

Także jest mąź, dzidzia już niedługo będzie z nami, budujemy domek (pisałam jak przyciągnęłam ziemię w wątku „Co udało nam się przyciągnąć?), odzyskałam mieszkanie, ale już je sprzedaliśmy (było nasączone złą energią). Przed świętami zakupiliśmy wymarzony samochód. Swój stary sprzedałam na spłatę długu. Pracę też mam nową, ale teraz wiadomo, jestem na zwolnieniu. Marzeń mamy jeszcze caaaaałe mnóstwo i wszystko przed nami :)

Także to mój cały sekret.
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Blau » 13 sty 2017, o 19:02

Black cudowna historia. <3 <3 <3 <3 :D :D :D :brawo :brawo :brawo :kwiatek :kwiatek
Normalnie jakbyś była blisko to bym Cie uściskała. :) :) :)
Kurczę otworzyłaś mi oczy. Kiedyś przez tydzień robiłam takie praktyki odnośnie faceta. Miałam wizualizować sobie, że jesteśmy razem, ale ponieważ wizualizacje mi słabo wychodzę więc wyobrażałam sobie go w realu. Ze razem idziemy ulicą, jak byłam w łazience to widziałam go w lustrze za mną. Jak się kładłam to, że leżał obok i takie tam. Głupio stwierdzić ale chciałam to przećwiczyć na jednym, obcym facecie. Znaliśmy się tylko przez neta. Kiedyś moje zdjęcie miał, ale tu poczułam pewnego dnia impuls i przeszła rozmowa na zdjęcia, on mi swoje wysłał, ja jemu swoje. I dosłownie w tydzień praktykowania tego zawróciłam mu w głowie znając się tylko przez internet, wiem to bo mi napisał. Oczywiście w pewnym momencie stwierdziłam, że nic więcej nie chcę więc przestałam kontynuować, a i on sobie z tym jakoś poradził :) Ale jak widać to działa.

Dziś dzięki Tobie zrozumiałam też, że za mało żyłam w tu i teraz. Człowiek tylko myśli o tym, by przyciągnąć to i tamto i zapomina o tym co jest tu i teraz. Dlatego włączyłam sobie muzykę i się odstresowałam z bananem na japie, i czekałam na Twoją dalszą część ;)

Dziękuję kochana :) <3 :kwiatek :* :dance
Avatar użytkownika
Blau
 
Posty: 351
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 14:28
Podziękował : 70 razy
Otrzymał podziękowań: 72 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Renata » 13 sty 2017, o 19:33

Black, cuuuudowne posty <3 <33 <3 Dziękuję, że to napisałaś. Konkrety i jeszcze raz konkrety. Myślę, że wiele osób spojrzy na pp nieco inaczej, właśnie pod kątem Twojej historii :kwiatek Thanks :sun <3
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowanie od
Lwiczka
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3353
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 603 razy
Otrzymał podziękowań: 757 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Catalina » 13 sty 2017, o 19:55

Black dziękuję <3 za opisanie swojej historii, już wiem gdzie popełniam błędy. Jesteś wspaniała. :* :sun
Avatar użytkownika
Catalina
 
Posty: 36
Dołączył(a): 17 cze 2016, o 17:14
Podziękował : 19 razy
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez faith » 13 sty 2017, o 20:18

Chciałam tutaj coś ciekawego zauważyć, kochani, bo odkryłam dzisiaj pewną piosenkę disco polo, która wręcz IDEALNIE obrazuje nam to, co dzisiaj Black napisała na forum :sun

Z reszta sami zobaczcie, jeżeli macie ochotę i nie przeszkadza Wam taka muzyka:



Ten chłopak w teledysku, cały czas wyobraża sobie tą wymarzoną dziewczynę obok siebie. Albo ten moment, kiedy myje zęby, widzi ją w wyobraźni w lustrze i odwraca się do niej :devil :D nooo cudo!
To nie przypadek 8-)
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein

Za ten post autor faith otrzymał podziękowanie od
noname
Avatar użytkownika
faith
 
Posty: 289
Dołączył(a): 9 cze 2016, o 10:14
Podziękował : 80 razy
Otrzymał podziękowań: 118 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Leeloo » 13 sty 2017, o 20:31

Black, fajnie, ze to opisalas, bo to takie praktyczne doswiadczania z tego slawetnego cudu. :) Moje doswiadczenie jest rozciagniete w czasie. Niestety na ogol sprawy ukladaja sie po mojej mysli, ale po czasie ok. 3 lat. Chcialam mieszkac w srod paproci - mieszkam. Chcialam wielki dom i ogrod - mam (szkoda, ze tez do sprzatania :D ). Mam corke, wlasne auto, kupe czasu na hobby, meza. I tylko z jednym nie moge sobie poradzic: samotnosc, odizolowanie od swiata. Jestem bardzo otwarta na ludzi, ktorzy wrecz lgna do mnie, ale niestety rowno rok temu moje malzenstwo prawie sie rozpadlo z tego powodu. I nie chodzi o zazdrosc o faceta, tylko o innych w ogole. :/ Jakos nie widze na chwile obecna rozwiazania. I tak jest od kilkunastu lat.
Ale ogolnie Twoj sposob traktowania swoich pragnien stosuje od 20 lat i dziala.Jedyne zastrzezenie to to, ze tak dlugo trzeba czekac na realizacje. :mur:
Ostatnio edytowano 13 sty 2017, o 21:03 przez Leeloo, łącznie edytowano 1 raz

Za ten post autor Leeloo otrzymał podziękowanie od
noname
Avatar użytkownika
Leeloo
 
Posty: 104
Dołączył(a): 8 lip 2016, o 11:57
Podziękował : 63 razy
Otrzymał podziękowań: 23 razy

Re: Jak zmieniłam swoje życie? Moja historia, mój sekret.

Postprzez Black » 13 sty 2017, o 20:39

Leeloo napisał(a):Black, fajnie, ze to opisalas, bo to takie praktyczne doswiadczania zego cudu. :) Moje doswiadczenie jest rozciagniete w czasie. Niestety na ogol sprawy ukladaja sie po mojej mysli, ale po czasie ok. 3 lat. Chcialam mieszkac w srod paproci - mieszkam. Chcialam wielki dom i ogrod - mam (szkoda, ze tez do sprzatania :D ). Mam corke, wlasne auto, kupe czasu na hobby, meza. I tylko z jednym nie moge sobie poradzic: samotnosc, odizolowanie od swiata. Jestem bardzo otwarta na ludzi, ktorzy wrecz lgna do mnie, ale niestety rowno rok temu moje malzenstwo prawie sie rozpadlo z tego powodu. I nie chodzi o zazdrosc o faceta, tylko o innych w ogole. :/ Jakos nie widze na chwile obecna rozwiazania. I tak jest od kilkunastu lat.
Ale ogolnie Twoj sposob traktowania swoich pragnien stosuje od 20 lat i dziala.Jedyne zastrzezenie to to, ze tak dlugo trzeba czekac na realizacje. :mur:


Kochana bo Ty czekasz na tę realizację :) Być może patrzysz ile minęło, czy coś się dzieje. To absolutne wczucie się w wyobraźnię polega na tym, że nie dostrzegasz tego, że czegoś jeszcze nie ma i z całych sił odchodzisz od tego co może Cię wytrącić z równowagi :) Naprawdę żyjesz wówczas tak jakbyś chciała więc nie możesz jednocześnie czegoś mieć i nie mieć. To są skrajności a Ty wówczas stoisz po środku. Musisz wybrać albo prawo albo lewo i utrzymać się z tym.
Odrywasz się od tej rzeczywistości, która Cię męczy, ale nie odrywając się całkiem od życia. Bo od życia nie możesz się oderwać - masz rodzinę, dom, pracę itp. Ale możesz to wszystko stworzyć inaczej jeśli nie będziesz wyczekiwała. to jest opór. I to jest jeden z tych czynników warunkujących przy skutecznym przyciąganiu o którym było napisane w linkach podanych w poście :)
Jeśli materializacja nie przychodzi długo to na 100% jest gdzieś jakiś opór i trzeba go odsunąć ;) A czasem wszystko po prostu przychodzi w tym najlepszym momencie.

A reszcie dziewczyn dziękuję bardzo za ciepłe słowa :*
"- To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie?
- Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?"

Za ten post autor Black otrzymał podziękowania - 2
Karla, qetsiyah
Avatar użytkownika
Black
 
Posty: 169
Dołączył(a): 10 cze 2016, o 17:51
Podziękował : 114 razy
Otrzymał podziękowań: 435 razy

Następna strona

Powrót do Nasze historie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron