Czas na moją historię :)

historie zmian w naszym życiu, odkrycie PP, nasze sukcesy

Czas na moją historię :)

Postprzez Nathalie » 24 sty 2021, o 17:10

Sporo mnie to kosztowało żeby napisać coś pięknie z polskimi znakami :D Zawsze mam wrażenie, że jest to upierdliwe i zabiera mi sporo czasu.
Fragmenty swojej historii pisałam w innych swoich postach, ale uznałam, że tutaj je rozszerzę. Zainspirowały mnie do tego inne historie napisane tutaj za które bardzo dziękuję <3

Pochodzę z normalnej rodziny średniej klasy. Urodziłam się w Stanach Zjednoczonych, konkretnie w jednym z miast na Floridzie gdzie mieszkałam całe życie do czasu studiów. Moi rodzice wyjechali z Polski na długo przed moim urodzeniem, w związku z tzw. "komuną". Nigdy w życiu nie spotkały mnie jakieś wielkie tragedie poza śmiercią bliskich typu dziadek. Zawsze czułam się jednak bez powodu czarną owcą rodziny, byłam buntownikiem. Na spacerach zawsze 10 kroków za resztą ;) W moim mieście mieszkali Polacy i znałam wielu, ale to nie była ogromna Polonia, która była bardzo widoczna w innych miastach i w innych stanach. Polaków znałam głównie z polskich szkół do których musiałam chodzić w weekendy. Także miałam normalne szkoły i szkoły weekendowe w których uczyłam się polskich rzeczy. Nienawidziłam tego. Buntowałam się. Moi rodzice bardzo dużo cisneli mnie na język polski i akcent. W moim domu między nami mówiło się tylko po polsku. Mama czytała mi polskie książki i sama też dużo czytałam polskich książek. Myślę, że bardzo dobrze mówię po polsku choć mam amerykański akcent i bardziej jestem związana ze Stanami pod każdym względem. Na to mocno kładzie się nacisk w amerykańskich szkołach. Zabieranie mi weekendów i nacisk na polskość sprawiła, że nienawidziłam tego. Dla mnie byłam Amerykanka bo w Ameryce się urodziłam, tutaj żylam, tutaj miałam znajomych, szkoły, cała moja kultura i światopogląd wywodziły się z Ameryki. Miałam bardzo duży kryzys tożsamości. Wydaje mi się, że bylo to spowodowane tym, że ja jestem amerykańska od urodzenia, a moja rodzina jest imigrantami. W wieku 17 lat pojawiła się u mnie nerwica natręctw, miałam też epizody z depresją i samookaleczaniem. Chodziłam na terapie, ale nigdy żadnej nie pociągnęłam do końca. Udało mi się samej sobie poradzić i jestem teraz w takim stanie i miejscu w życiu, że wszystko jest naprawdę idealnie więc rozkminianie tego nie ma dla mnie sensu. Ale nigdy nie negowałam terapii i jeśli jest to jakaś forma pomocy dla niektórych to jak najbardziej ją zalecam, bo jest to ogromna praca na emocjach i bardzo potrzebna. A nie każdy potrafi sobie radzić tak jak ja. A ja zawsze sobie radziłam. Musiałam. Dawalam moim rodzicom popalić i mieli ze mną przerabane jak na prawdziwego buntownika przystało, ale nie będę wchodziła w szczegóły :D
Na studia pojechałam do Polski ponieważ tutaj studiowanie jest o wiele tańsze. Pozatym myslę, że moi rodzice bardzo chcieli żebym zmieniła towarzystwo i otoczenie. Zanim przeprowadziłam się do Polski na studia, byłam tutaj tylko dwa razy w życiu, a kilkanaście godzin samolotem spędzałam na lekach uspokajających i nasennych bo miałam awiofobie.
A w bardzo wczesnym dziecinstwie to coś mi się kojarzy, że nawet chyba jakiś statek się przewinoł :D Jeden pobyt był bardzo długi, to były dwa miesiące na wsi u mojej babci. Nawet opisywałam swoja historie z kombajnem tutaj :D
Początek mojego życia w Polsce był bardzo trudny. Niektórzy uważają, że nie ma żadnej róznicy w mentalności a ja uważam, że jest ogromna. Czułam się jakby mnie ktoś w pysk szczelil :D Odebralam ludzi jako marudzących, szklanka do połowy pusta, bardzo czepliwych. Ze mnie też się śmiali więc nie miałam łatwo. Z mojego akcentu, z moich pomylek jezykowych i z wielu codziennych rzeczy które dla mnie były nowe. Pierwszy rok studiów straciłam i musiałam iść jeszcze raz. Cały czas miałam też konwersatorium z polskiego. Miałam duże kryzysy i chciałam wracać do domu. To był dla mnie zupełnie nowy świat. Nie miałam dawnych znajomych, dawnego środowiska. Czułam się jakbym była skadś wyrwana. Kiedy zaczełam nowe studia to poznałam lepszych ludzi. To są moim najlepsi przyjaciele dzisiaj. Właśnie z nimi trafiłam na PP. Ale to później.

Z prawem przyciągania zetknęłam się po raz pierwszy w 2008 roku kiedy razem ze znajomymi obejrzeliśmy przez przypadek film "The Secret". Pamiętam że zrobił na nas duże wrażenie ale byliśmy na początku bardzo sceptyczni. Oczywiście próbowaliśmy stosować w życiu to co było w tym filmie. Czasem z mniejszym a czasem z większym skutkiem. Ponieważ rozgryźliście mechanizm działania prawdziwego prawa przyciągania to wiecie na pewno że nie wszystko działało tak idealnie co powodowało czasem bunt we mnie. Kupiłam książkę The Secret i kolejne części, bo myślałam, że może powiedzą tam więcej niż w filmie. Następnie zaczęłam więcej czytać w internecie, ale w tamtych latach nie było tych informacji za wiele złożonych wszystko do kupy. Tym samym wydawało się jakby każdy miał inny punkt widzenia na PP. Kupowałam różne książki i każda z nich opowiadała o tym samym, ale zawsze czegoś brakowało. Dopiero gdy trafiłam na forum i idealnie poskładane posty to wszystkie elementy zaczęły się układać.
Dzięki temu zaczęło zmieniać się moje życie, ale wcale nie było to tak szybko. Tak jak napisałam PP poznałam w 2008 roku, a dopiero w 2017 siedząc na tarasie w nowowybudowanym bez kredytu domu zdałam sobie sprawę, że opanowałam je w całości i teraz naprawdę działa :D

9 lat odkrywałam PP i układałam swoje życiowe puzzle. Zaczęłam od książek, potem byłam z częścią Was na Abrahamie, potem przeszłam za Wami na to forum. Kojarzę sporo nicków i ich drogę. Miałam w życiu sporo okresów buntu jeśli chodzi o PP. Przerabiałam co się dało. Nie przepadam za Hicksami bo dla mnie to takie lelum polelum, ciągłe gadanie o tym samym i krecenie sie w kółko. Mnóstwo ludzi jeździ na ich pogadanki ale one nie dają praktyki, wygląda to trochę jak "kult", wolę coś praktyczne co da mi umiejętności. Z hicksami nigdy nie zgadzałam się wlasnie co do emocji. Jestem osobą z nerwicą natręctw i samookaleczaniem w przeszlości. Można to porównać do najniższej skali, a jednak zrobiłam ze swoim życiem rewolucję choć w teorii nie mogłabym tego zrobić na tak niskim pułapie i z takim brakiem miłości. Co do Hicksów to tylko moje zdanie i każdy ma swoje oczywiście. Tworzyłam różne listy marzeń, mapy, a potem to darłam, paliłam, wyrzucałam, obrażałam się. Myślałam że jakiś wszechświat mnie nie rozumie, że jest złośliwy. Nawet miałam okresy kiedy chodziłam do kościoła. Zdałam sobie sprawę, że oddaję moc w czyjeś ręce, że tak naprawdę wiele rzeczy staram się usprawiedliwić. Tkwiłam w niefajnych relacjach bo bałam się je skończyć. Mam nawet za sobą relację z kimś starszym od mojego ojca co wywołało w mojej rodzinie konflikt. To nie było takie proste przyznać się do tego, ale kiedyś po jakimś poście gdzie Scarlett brutalnie nazwała rzeczy po imieniu, ja usiadłam przed lustrem i na głos gadałam do swojego odbicia. Siedziałam i gadałam ze swoim odbiciem. Zupełnie szczerze mówiłam do niego o swoich lękach, odczuciach. Długo to trwało. Zdałam sobie sprawę po ponad godzinie, że po prostu się usprawiedliwiałam. Że wszystko zależy ode mnie. Czytałam temu odbiciu fragmenty postów i "tłumaczyłam". Zaczęłam sama siebie uświadamiać, że nie ma żadnego dziadzi na chmurce, żadnego magicznego wszechświata tylko ja sama. I że życie jest jakie jest!!! A potem wzięłam zimny prysznic :D i wyobraziłam sobie, że wszystko z siebie zmywam. Od tamtej pory zupełnie inaczej patrzyłam na całe PP i na wszystko. I naprawdę nie zawsze było kolorowo, ale jak tylko coś mnie dopadało to od razu praktykowałam rozmowę ze swoim odbiciem. Może to brzmi dziwnie, ale naprawdę to świetna metoda która bardzo mi pomogła, a nie czytałam o niej wcześniej na forum więc piszę bo może komuś pomoże.
Do tej pory dwupunktów nauczyłam się sama z internetu, dużo teorii wyniosłam w forum. Teorie zawsze wdrażałam w praktykę. Czytając forum od lat nie chciałam żeby po rejestracji Scarlett wysyłała mi linki bo to świadczy że ktoś tego nie kuma. A ja miałam za cel kumać. Jestem uparta i charakterna. Uparłam się, że jeśli kiedykolwiek się tu zarejestruję to bedę znała forum i będę miała osiągnięcia w PP :lol:
Co ciekawe, nigdy nie oddawałam "komuś" władzy nad swoim życiem, może stąd mój bunt, ale w PP wyszłam na czystą. Nie ma żadnych talentów i liczenia na łaskę kosmosu czy innego wszechświata. I celowo nie będę pisała tego słowa z wielkiej litery bo nie będę oddawać czci jakiemuś bożkowi któremu oddam całą swoją moc :) Nie ważne czy komuś to pomaga czy nie. Jest to mimo wszystko oddawanie komuś/czemuś swojej mocy. Później to wyjdzie( sama to przerabiałam).

Nie miałam może alkoholi w rodzinie, przemocy, nie byłam przez swoich facetów bankrutem. Ale miałam swoją historię przez którą mi było ciężko i która mnie kształciła.
Pobyt w Polsce pokazał mi jakie ludzie mają tutaj złe przekonania. Widziałam różnice jak lepiej szło mi w sprawach finansowych a jak dłużej szło moim przyjaciółom. Nigdy nie słyszłam narzekań w domu o pieniądzach. To jest jedna z głównych rzeczy i różnic które zobaczyłam. I nie raz nawet tutaj o tym napisalam na forum. Widziałam jak ludzie mieli duże domy a narzekali na pieniądze. Nie rozumiałam tego bo skoro masz dom to masz pieniądze inaczej nie miałbyś domu. U mnie w mieście rodzinnym w Stanach są takie dzielnice gdzie nie mogłam się poruszać bo były naprawdę biedne i za razem niebezpieczne. Dla mnie było oczywiście, że to jest bieda a nie jak ktoś ma dom.
Dla mnie była bieda kiedy widziałam jak ktoś nie miał ubezpieczenia i nie miał dostępu do medycyny. A w Polsce każdy ma dostep do medycyny a i tak narzeka, że lekarz jest niemiły. Ale nie widzą tego, że mają dostęp, że mają wszystko za darmo. W Stanach osoba bez ubezpieczenia jest obciążona ogromną fakturą za usługi medyczne, często się zadłuża. Wielu moich znajomych ze Stanów zadłużyło się już na etapie studiów gdyż dobre studia naprawdę kosztują ogromne sumy. Zauważyłam, że w Polsce ludzie tego nie doceniają. I nie dostrzegają. I nie chcą widzieć. I bardzo mnie to wkurzało :D Ludzie tutaj skupiają się tylko na tym czego nie mają. A przecież nie o to chodzi. nie widzą pozytywów w negatywach. Zauważyłam to co ludzie pisali na forum, co ciągle pisali w ksiązkach które czytałam. I tutaj miałam bardzo dużą przewagę :D I zaczełam mówić o tym znajomym. Pokazałam im różnicę. Też zaczęli kumać PP. To nie jest tak, że miałam jakieś super przekonania o pieniądzach. Też coś tam nad tym pracowałam, ale na pewno miałam zupełnie inne niz Polacy. Sorry ale taka jest prawda.
Jestem bardzo uparta i zdeterminowana. Mam na tyle oleju w głowie, że wiem, że same czytanie nie wystarczy. Pracowałam nad sobą i starałam się działać. Zresztą w każdzej dziedzinie życia. Jestem praktyczką, gdyby nie to nie utrzymałabym firmy nawet przez rok.
Po jakimś czasie kiedy wszystko zaczęło mi się rozjaśniać w głowie, wybrałam sobie metody PP które najbardziej mi przypasowały i w których czułam się dobrze. Na zmianę przekonań wybrałam sobie lustro. Na pokochanie siebie duży wpływ miała zmiana przekonań przez lustro, ale też stosowałam sobie programowanie-autohipnozę Paul McKenna "Change your life" i "Instant confidence" oraz kilka innych. W McKenna się zakochałam bo ma niesamowity kojący głos, zasypiałam jak dziecko i dzięki niemu poprawiła się bardzo moja więź z podświadomością. Na przyciąganie nie robiłam nic bo wiedziałam, że wystarczy mieć pragnienie, chcieć czegoś i po prostu "być na fali". Czyli spełniać prawo przyciągania w pigułce (to też znalazłam na forum). Nadszedł taki moment kiedy ja sama byłam już jednym wielkim prawem przyciągania. Wszystko się przyciągało bez żadnych technik. No może poza wizualizacją, ale wizualizuje w sumie każdy :) wystarczyło być "na fali".

Co wydarzyło się od 2017 roku?
Udało mi się zakończyć relację, która była totalnie wypalona ale bałam się ją wcześniej kończyć bo bałam się że nigdy nikogo nie znajdę w tym wieku, że będę samotna i wiele innych "ALE" którymi pewnie tłumaczą się użytkowniczki :) Zakończenie relacji uważam za duży sukces bo wiem jak wielu ludzi się z tym męczy i nie potrafi tego dokonać.
Zrobiłam oczywiście listę na partnera i po półtora roku (więc wcale nie tak szybko!!) spotkałam swojego idealnego partnera :) :gift Zanim to nastąpiło to uczyłam się kochać siebie, byłam dla siebie najważniejsza i przez to półtora roku doszłam do momentu kiedy nikogo nie szukałam i niczego nie oczekiwałam.
W tym czasie zajmowałam się dużo sobą, poznałam nowych ludzi, odprawiłam z kwitkiem starych z fatalną dla mnie energią. Bardzo dużo podróżowałam, pokonałam lęk przed samolotami :) Udało mi się spełnić jedno z moich dużych marzeń jakim była podróż do Australii. Wcześniej oglądałam tylko na obrazkach, bo miałam awiofobię. Udało mi się zwiedzić pół globu.
Asystowałam przy programie związanym z reinkarnacją i było to dla mnie niesamowite doświadczenie i duża lekcja.
Założyłam w Polsce własną, dobrze prosperującą działalność. Jeszcze w Stanach miałam takie zajęcia dodatkowe, które bardzo rozwineły u mnie pewną umiejętność, którą wykorzystałam tutaj. Dzięki ostatniej wygranej (ale od tego wrócę później) rozkręcam działalność jeszcze w innym kraju.
Udało mi się wygrać trochę gotówki, były to w sumie kilkutysięczne kwoty, ale byłam bardzo szczęśliwa że mi się udało. Moja babcia sprzedawała swój dom ponieważ na starość wolała mieszkanie w centrum żeby mieć blizej do lekarzy więc część pieniędzy ze sprzedaży domu otrzymałam ja. Kiedy pozbierałam te trzy rzeczy to udało mi się wybudować swój wymarzony dom. I dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że to przecież jest tak jak chciałam!!!!
W 2020 udało mi się wygrać duzo pieniędzy całkowitym przypadkiem i pisałam o tym w dziale z pieniędzmi na forum.
Kupiłam super auto, które wcześniej sobie wizualizowałam.
W 2021 wychodze zamaż za swojego partnera z listy.

Nauczyłam się pokochać siebie, pokonać swój kryzys. Poradziłam sobie sama, moje nerwice i depresja nie wróciły do mnie mimo tylu lat. Na tyle na ile mogłam udało mi się usunąć blizny z rąk. Nauczyłam się lubić Polskę. Nie jestem mocno związana z tym krajem, a Polką jestem według mnie tylko na jednym z paszportów. Ale lubię ten kraj, tutaj właściwie odkryłam PP i tutaj też poznałam przyszłego męża. Nie wiem czy zostanę tutaj czy nie (jestem spadkobierczynią domu w Stanach po rodzicach jak coś). Ale mam dużo opcji i dużo możliwości, które sama sobie stworzyłam. Żyję chwilą, żyję w tu i teraz. A teraz jestem właśnie tutaj.
Nie obywało się bez różnych trudności ale już wiedziałam że takie jest życie.
BE STRONGER than YOUR STRONGEST excuse <3

Avatar użytkownika
Nathalie
 
Posty: 118
Dołączył(a): 1 sie 2019, o 21:35
Podziękował : 31 razy
Otrzymał podziękowań: 166 razy

Powrót do Nasze historie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości