Przybijająca praca...

przyciąganie spraw materialnych, pracy, kreowanie obfitości

Przybijająca praca...

Postprzez wilkusia » 8 lip 2016, o 00:09

Hej, piszę po raz pierwszy, ale w miarę regularnie czytam forum jak i wcześniejsze.
Otóż mam problem, zaczęłam praktyki w korporacji, gdzie wymagano znajomości języka niemieckiego i angielskiego. Firma ta to centrum finansowo-księgowe, gdzie po prostu jest się księgowym, a raczej uczy się na księgowego. I jestem załamana, taka praca kompletnie nie jest dla mnie :(
Nawet nie wiem jak to się stało, że wylądowałam w korporacji i to w dodatku księgowości, chociaż jest to szczęście w nieszczęściu, bo wcześniej miałam zamiar iść na magisterkę z finansów i rachunkowości, a praca w tej branży całkowicie zmieniła moje plany . I z tego bardzo się cieszę :) bo gdyby nie praktyki, oczywiście zaczęłabym studia i dopiero w październiku odkryłabym, że jest to kierunek, który mnie nie interesuje.
Strasznię się męczę w tej pracy, jest to praca biurowa non stop przed komputerem i wklepywanie faktur albo sprawdzanie błędów w nich. Mało fascynujące zajęcie...Oczywiście komuś taka praca może się podobać, to chyba zależy od temperamentu, sama jestem cholerykiem i trochę sangwinikiem, więc potrzebuję kontaktu z ludźmi, a takie ślęczenie przed kompem mnie dobija. Wcześniej pracowałam w księgarni i naprawdę lubiłam tę pracę, szłam tam z uśmiechem na ustach, teraz mam prawie że depresję, kiedy pomyślę, że mam znowu iść do pracy.
I teraz nie wiem, co robić, czy wizualizować świetną pracę i próbować tam dalej wytrzymać, czy skończyć praktyki wcześniej.
Bo naprawdę ciężko mi teraz mieć dobry humor i pozytywne nastawienie, kiedy praca nie sprawia mi żadnej satysfakcji.
wilkusia
 
Posty: 2
Dołączył(a): 7 lip 2016, o 23:44
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy

Re: Przybijająca praca...

Postprzez Nicky » 8 lip 2016, o 10:50

Czytałaś, i nie wiesz co robić? No co ty... na pewno już wiesz :)
Zerknij do działu o finansach, tam w jednym wątku nawet ostatnio pisałam co robiłam, gdy tkwiłam w pracy która mnie wkurzała i z której byłam niezadowolona, a jednocześnie nie wiedziałam co w zamian - gdzie mam iść, co robić, jak zmienić pracę na inną i tak dalej...
Pamiętaj, rozwiązania są zawsze tuż za rogiem i zazwyczaj tak proste że czasem ich nie dostrzegamy.
Avatar użytkownika
Nicky
 
Posty: 291
Dołączył(a): 10 mar 2015, o 12:38
Podziękował : 189 razy
Otrzymał podziękowań: 263 razy

Re: Przybijająca praca...

Postprzez Leeloo » 8 lip 2016, o 14:51

Ja tez miewalam dolujace roboty. Np. mialam okres bezrobotny, wiec musialam pilnowac dzieci. Frustrujace, gdy nie masz swoich, a marzysz o nich, brak kontaktu z doroslymi przez te godziny, brak rozwoju, czyli strata czasu na starcie. Ja, biurwa (asystent dyrow w duzej korporacji) spadlam na sam dol w rankingu zatrudnienia. Uniformy, kontakty, profesjonalizm zamienilam na pampersy i kaszki. Lubilam dzieci i sama chcialam zalozyc rodzine, ale nie bylm nastawiona na uslugi w tym zakresie dla kogos innego. I wtedy pomysalam: to jest ewidentne przygotowanie mnie na nastepny krok, czyli bycie matka. ;) Praca w nielubianym sklepie/biurze tez byla przygotowaniem do kolejnej roboty, bo pozniej musialam znac przeplyw faktur, korekt itp.. Nauczylam sie tego czego nie mogli mnie teoretycznie nauczyc w szkole. Mysle, ze to Twoja odskocznia do dalszych czynow. :)
Ostatnio edytowano 9 lip 2016, o 10:39 przez Leeloo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Leeloo
 
Posty: 104
Dołączył(a): 8 lip 2016, o 12:57
Podziękował : 63 razy
Otrzymał podziękowań: 25 razy

Re: Przybijająca praca...

Postprzez Serenity » 8 lip 2016, o 23:45

Wilkusia,
Niezbyt często piszę na tym forum, ale często je czytam – zwłaszcza, kiedy widzę, że piszą Mistrzynie Motywowania :sun Skupiam się teraz bardziej na praktyce, właśnie korzystając z ich rad.

Ja też niedawno rozpoczęłam nowa pracę, ale jeszcze przed jej rozpoczęciem byłam nią zdołowana. Jakoś wszechświat nie miał mi nic innego do zaoferowania i pchał mnie w jej kierunku tym bardziej, im bardziej się opierałam. Ta praca nadal wywołuje u mnie jakieś uczucie niechęci, ale… zgodnie z radami dziewczyn, robię wszystko żeby zmienić swoje nastawienie.

Żeby dostać się do niej muszę jechać nieco ponad godzinę w jedna stronę. I to jest wspaniałe, ponieważ uwielbiam jeździć samochodem. Uwielbiam prowadzić. Mam wtedy dużo czasu na „praktykowanie”. I praktykuję… wdzięczność. I błogosławieństwa – uwielbiam błogosławieństwa! :D
Mówię głośno (kolejna zaleta własnego auta) jak bardzo jestem wdzięczna za tę pracę, jak bardzo doceniam to wszystko, co dla mnie robi wszechświat i, że go kocham i błogosławię.
Wprawia mnie to w niesamowicie dobre wibracje a to całe wdrożenie do pracy idzie mi całkiem gładko. Ludzie są tam dla mnie zaskakująco mili, uczynni. A to jest naprawdę zadziwiające, ponieważ oni nie są mili dla samych siebie, prawie nikt tam się do nikogo nie odzywa, widać po nich zestresowanie i przygnębienie. :?

Ale ja od trzech dni ”zamęczam” wszechświat ta moja wdzięcznością. I wiesz – było to dla mnie ”zmuszaniem się do wdzięczności” tylko jakieś 10 pierwszych minut. Później zrobiło się tak, że cała ta moja gadanina sprawia mi coraz większa przyjemność – tego się nie da logicznie wytłumaczyć. Po prostu nawet jak już wysiadam z samochodu, to ta cała paplanina dalej mi gra w myślach – jak refren ulubionej piosenki. :lol:

Od czasu do czasu mówię wszechświatowi, że fajnie by było gdybym mogła doświadczać jeszcze innych rzeczy – no, bo jak może być jeszcze lepiej? :D Ale bez ciśnienia - budzi się we mnie prawdziwe zaufanie. Nie chce mi się już przejmować „na zaś” i kombinować, co by tu zrobić żeby na siłę zmieniać tę pracę. Jest mi jakoś lekko – wiem, że wszechświat zadba o to, żeby było dobrze i właściwie wszystko, o co ja muszę zadbać to żeby docenić jego starania, nie uciekać od zauważania tego, że wszystko jest ważnym, wielowymiarowym doświadczeniem. I tak się dzieje.
:D
Dziewczyny często piszą o tym, że warto sobie dokładnie wyobrazić to, czego się chce i żyć tak jakby to już było. Spróbuj – może to metoda dla Ciebie. Na mnie to akurat nie działa – doszłam do wniosku, że jak sobie tak wszystko dokładnie wyobrażę, to nigdy mi się ten scenariusz nie realizuje – tak jakbym już tylko w swoich myślach „wyżyła to życie” i koniec doświadczenia – nie ma sensu go realizować, bo dostatecznie uważnie wszystkiego doświadczyłam. :(

Ale może to dla tego, że źle do tego podchodziłam. Żyłam tym innym życiem, marzeniem, dlatego, żeby oderwać się od doświadczeń w realu – nie chciałam ich tak naprawdę zauważać, docenić tego, co już zostało zmaterializowane, chociaż szło na to tyle energii! Brakowało równowagi. I jeszcze na dodatek ciągle chciałam „ułatwiać” wszechświatowi realizację moich pragnień wskazując mu drogi, z jakich mógłby skorzystać. A on chyba naprawdę lubi wybierać takie, których ja kompletnie nie widziałam. Już w ciągu tych trzech dni zdążył mnie wprawić w osłupienie – jak najbardziej pozytywnie, – ale zrobiłaby się z tego kolejna opowieść.

Wiesz, gdybym nie zaczęła zmieniać swojego nastawienia to w tej chwili myślałabym pewnie, że najlepiej po tych 3 dniach byłoby się upić, (chociaż w ogóle nie piję). A jednak mam ciągle dobre wibracje, jestem może trochę zmęczona, ale zwyczajnie – jak to po całym dniu pracy. :)

Wilkusia – poczytaj, co te Mądre Kobiety napisały w wątku o miłości – to są rady uniwersalne – tylko korzystać. Nie musisz dosłownie – spróbuj, co Ci pasuje, nawet jak trochę zmienisz, ale będziesz czuła, że to lepiej z Tobą rezonuje – to dobrze. Doceń i pobłogosław je za to, że chciało im się to wszystko napisać. :kwiatek

______


Ps. Nie będę ukrywać, iż istnieje możliwość, że na moje nastawienie do świata wpłynęły też legendarne kulki Kokosa. Jednak biorę je teraz dopiero od jakiegoś tygodnia i trudno mi uwierzyć, żeby były takie szybkie, ale jeśli się choć trochę do tego przyczyniły to Kokosku <3

Za ten post autor Serenity otrzymał podziękowania - 2
Kokos, koniczynka
Avatar użytkownika
Serenity
 
Posty: 132
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 01:56
Podziękował : 30 razy
Otrzymał podziękowań: 28 razy

Re: Przybijająca praca...

Postprzez zdecydowana » 9 lip 2016, o 01:00

.
Ostatnio edytowano 30 lip 2016, o 07:38 przez zdecydowana, łącznie edytowano 1 raz

zdecydowana
 

Re: Przybijająca praca...

Postprzez Maagdaa160 » 9 lip 2016, o 10:12

Wilkusia, jako starsza koleżanka z branży udzielę Ci paru rad :)

Sama pracuję w finansach. I skończyłam Finanse i Rachunkowość :) Też pracuję w dużej korporacji, która zajmuje się finansami (ale akurat nie w księgowości). I domyślam się, w której firmie pracujesz (jeśli jesteś z Warszawy).

Praca w finansach jest bardzo specyficzna. Nie ważne czy to księgowość, czy bankowość, czy audyt, czy jeszcze co innego. Główną cechą tej pracy jest duża powtarzalność. Właściwie cały czas robi się to samo. Z biegiem czasu tylko te rzeczy są trudniejsze. Do tej pracy trzeba się nadawać. Trzeba po prostu liczyć się z tym, że spędzisz całe życie zawodowe przed komputerem klepiąc cyferki i przeglądając dokumenty. Ja akurat to lubię i dobrze się czuję w tym co robię, chociaż miałam chwile frustracji :) Chociaż niewątpliwym plusem pracy w finansach są wysokie zarobki od samego początku kariery zawodowej. Mało która branża płaci tak dużo ludziom od razu po studiach, a z czasem ludzie dorabiają się naprawdę dużych pieniędzy. W dodatku miejsc pracy jest naprawdę dużo i bezrobocie wśród finansistów jest znikome. Ale nie wiem czy warto się aż tak poświęcać dla pieniędzy, jeśli się tego zwyczajnie nie lubi :

Moim zdaniem jeśli już na praktykach źle się czujesz, to uciekaj stamtąd zaraz po nich. Szukaj innego miejsca dla siebie. Ta krótka przygoda z korporacją pokazała Ci dobitnie, że nie powinnaś iść na studia z finansów. Teraz zaciśnij zęby, wytrzymaj do końca praktyk (to zawsze będzie dla Ciebie cennym doświadczeniem) i szukaj swojego szczęścia. Powodzenia Ci życzę <3
Avatar użytkownika
Maagdaa160
 
Posty: 98
Dołączył(a): 21 gru 2015, o 22:58
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował : 32 razy
Otrzymał podziękowań: 71 razy

Re: Przybijająca praca...

Postprzez wilkusia » 9 lip 2016, o 16:37

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi, nic nie dzieje się bez przyczyny, dzięki praktykom, wiem że finanse to dziedzina zdecydowanie nie dla mnie. I teraz kiełkuje mi się w głowie kompletnie inna branża, o której wcześniej w ogóle bym nie pomyślała :)
Wytrzymam do końca praktyk, pewnie te podstawy księgowości mi się przydadzą, a potem znajdę inną pracę.
Serenity, dzięki za przypomnienie o wdzięczności, praca ta ma też plusy, np. kończę o 16 i mam jeszcze tyyyle czasu po pracy :), mam do niej blisko, jakieś 10 min tramwajem no i jest pyszna kawa z ekspresu :D
Maagdaa160, otóż to, ta powtarzalność... Pieniądze nie są warte tkwienia w pracy, której zwyczajnie nie lubię. Znajdę taką pracę, którą będę uwielbiać!

Za ten post autor wilkusia otrzymał podziękowanie od
Świetlista
wilkusia
 
Posty: 2
Dołączył(a): 7 lip 2016, o 23:44
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 2 razy


Powrót do Praca, pieniądze i kreowanie obfitości

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron