Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

podstawy, działanie, doświadczenia, sukcesy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez Scarlett » 26 kwi 2020, o 21:26

Są wibracje stałe i tymczasowe. Chwilowe to np. ta frustracja o której piszesz w aspekcie jednego pragnienia. To wibracja, która nie przekłada się na całe życie. Ona tylko dotyczy tego pragnienia. A długotrwała to taka, którą masz często i jest taka dominująca, ogólna.

"Weźmy inny przykład – materialny. Pieniądze. Jeśli ktoś ma przekonanie, że pieniądze są złe, brudne, niegodziwe albo nie wiadomo jak trzeba się nagibać, żeby je mieć, wówczas nie ma tych pieniędzy, ma problem z ich przyciąganiem. Jakieś tam ma, ale nie tyle ile by chciał albo nie tyle ile dla niego oznacza „bogactwo”. A to dlatego, że myśląc w ten sposób, wytwarza negatywne myślenie o pieniądzach, a tym samym wysyła negatywną wibrację. Nie przyciąga tych pieniędzy, bo te wibracje są bardzo niskie, z kolei pieniądze nie mogą być złe bo to przedmiot. Zwykła rzecz materialna. Ona nie wibruje źle. Nie ma niskich, złych wibracji. Ona nawet nie ma dobrych wibracji, bo nie ma uczuć więc nie dzieli się na dobre i złe. Po prostu ma wibracje konkretnego przedmiotu, wibrację stałą.
Dlatego nie ma co ukrywać, że rzeczy materialne przyciąga się o wiele łatwiej, szczególnie osobom, które się miotają z Prawem Przyciągania, niż np. innych ludzi, ponieważ jakiś przedmiot wywołuje w nich konkretne emocje (a co za tym idzie – wibracje) właściwie cały czas, niezmiennie. Albo ma dobre przekonania i myśli o tym przedmiocie albo złe i wystarczy, że to zmieni. Natomiast z ludźmi mają gorzej, ponieważ ludzie wywołują w nas te zmienne emocje. Na przykład przyciągając Exa możesz czuć się super do czasu aż nie zobaczysz go z nową dziewczyną, wówczas Twoje wibracje co do tej konkretnej sprawy opadają, robią się negatywne i niezbyt Ci służą w Twojej sprawie. Albo na przykład zobaczysz tego sąsiada, który cię denerwuje i już Cię szlag trafia, a Twoje emocje spadają".


Zamień teraz "pieniądze" z powyższego przykładu na "samochód". Samochód jest przedmiotem, to Ty wywoływałeś frustracje bo jeszcze go nie było, a nie sam samochód je wywoływał.
Przyciągnąłeś go po dwóch miesiącach, a nie dwóch tygodniach, bo udało Ci się wstrzelić w tę wibrację, która była potrzebna.
Twoje wibracje z dziewczyną nie mają nic wspólnego z wibracjami dopasowującymi do samochodu.
"Wszystko ma SWOJĄ WIBRACJĘ" (to częste zdanie na forum), czyli inną ma dziewczyna, inną ma samochód a inną wycieczka na Tajlandię. Możesz mieć złe wibracje w relacji z dziewczyną, ale wibracje na temat samochodu masz dopasowane (widziałam jak opisywałeś skupienie i pragnienie w związku z samochodem). Gdybyś jeszcze w tym samym czasie przyciągał wycieczkę na Tajlandię to poziom wibracji też byłby inny. I to od tego zależy czy jest pragnienie czy robi się już chora potrzeba. Ty byłeś PRZEKONANY, że chcesz tylko ten, w związku z czym czy podświadomość miała inne wyjście? Nie, jej celem był ten konkretny samochód dla Ciebie i dostałeś go najlepiej dla Ciebie w najlepszym dla Ciebie czasie. Są ludzie, którzy wierzą w ten Wir zwany Vortexem - to zależy jak ktoś wyobraża sobie "otrzymanie" pragnienia. Pozostańmy jednak przy Vortexie, jeśli nawiązujemy do skali emocjonalnej Hicksów, bo to jedna działka.
Ten Vortex się kręcił, kręcił jak każdy wir i w momencie tego dopasowania wyrzucił Ci samochód. Takie obrazowe.
Dlatego człowiek ma wibracje zmienne i zależne są od wielu rzeczy. Na myśl o "X" możesz mieć dobre, a na myśl o "Y" negatywne i to wszystko w tym samym czasie.
Gdyby było tak jak się upierasz, to oznaczałoby, że dziewczyna mająca chciejstwo i niskie wibracje z powodu faceta, nie może przyciągnąć czegoś innego. A przyciągają, a potem piszą, że wszystko pięknie, ale tylko faceta brakuje do pełni szczęścia.
Frustracja to bardzo często przyzwolenie, ja nie opieram się tak bardzo na Hicksach że zaraz musi to być dno i wodorosty. Tak samo jak nadzieja dla Hicksów to wysoki poziom na skali, a ja uważam, że nadzieję lepiej stracić i wtedy też można dostać pragnienie ;)
Wyszłam już troszkę z etapu Hicksów więc inaczej patrzę na wiele emocji, bo w nich jest drugie dno.
Ludzie znajdują pracę w momencie kiedy frustracja z powodu jej braku sięgnęła już zenitu.
Ludzie znajdują miłość kiedy już pogodzą się z jej brakiem. Tak było np. ze mną. Ja już byłam szczęśliwa i pogodzona, że będę sama, nie będę miała dzieci i kochałam swoje nowe wrocławskie życie. Półtora roku później noszę obrączkę na palcu - tak to się zmienia.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung

Za ten post autor Scarlett otrzymał podziękowania - 2
Anka12, niebieski
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 3431
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 525 razy
Otrzymał podziękowań: 2247 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez niebieski » 26 kwi 2020, o 21:51

Dziękuję za wyjaśnienie i przede wszystkim tego porównania "rzeczy materialnej" do drugiej osoby.
:brawo :wstydnis
Avatar użytkownika
niebieski
 
Posty: 76
Dołączył(a): 23 mar 2020, o 16:29
Podziękował : 16 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez Born1975 » 26 kwi 2020, o 22:44

Scarlett napisał(a):Chciejstwo to potrzeba (dlatego często używamy tego odnośnie facetów - bo tam pojawia się potrzeba miłości, a nie pragnienie). Dlatego uczepiają się konkretnej osoby, która może je tak naprawdę zniszczyć i nie stworzyć z nimi szczęśliwej relacji.


Żeby wszyscy lepiej zrozumieli to, co napisała Scarlett, zacytuję moje własne słowa z innego postu:

Trzeba odróżnić chcenie od pragnienia. To nie jest to samo. W obu przypadkach dzieją się inne procesy. Wyobraź sobie, że młotek chce wkręcać śrubki. Ale przecież młotek nie służy do wkręcania śrubek, tylko do wbijania gwoździ. To jest właśnie chcenie-robienie czegoś sprzecznego z własną naturą. Młotek jednak może pragnąć wbijać większe gwoździe, mniejsze gwoździe, wbijać je mocniej itp. I to jest pragnienie-młotek działa zgodnie z tym, do czego jest przeznaczony.

Jak czegoś chcę, to sobie to wyobrażam, myślę o tym itp. To jest poziom mentalny. Jak coś jest zgodne z moją naturą, z moją misyjnością, to tego pragnę. To jest już poziom mentalno-duchowy, czyli trochę wyższy.

Chciejstwo występuje więc wtedy, gdy robimy coś sprzecznego z sobą. Im bardziej jest to sprzeczne, tym chciejstwo większe. Jeszcze raz posłużę się analogią do młotka. O ile wbicie śrubki młotkiem może się udać, to przecięcie nim jakiegoś żelaznego przedmiotu po prostu nie ma szans na powodzenie. Część z nas może być jak młotek a cześć jak śrubokręt lub jeszcze inne narzędzie. Trzeba określić, jakim się jest narzędziem.


Myślę, że jest to zrozumiałe, ale jeśli będą pytania, to oczywiście odpowiem.
Ja tu tylko sprzątam :mrgreen:
Avatar użytkownika
Born1975
 
Posty: 2292
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 22:56
Lokalizacja: smileoo.com
Podziękował : 869 razy
Otrzymał podziękowań: 627 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez Świetlista » 29 kwi 2020, o 12:31

Mój analityczny umysł domaga się wyjaśnienia ...skoro jak pisze Scarlett cieszyła się swoim życiem będąc pogodzona z tym że będzie sama ,bezdzietna (patrz wyżej) to jak taka pogodzona osoba robi programowanie na partnera (w którymś wątku czytałam ) i za 3 miesiące tegoż partnera spotyka? Co oznacza że w trakcie "pogodzenia" robi programowanie. Na logikę skoro po wielu staraniach wiem ,że nie będę mieszkać w pięknym domu z ogrodem i pogodziłam się z tym, to skoro się pogodziłam i cieszę się swoją kawalerka w bloku to nie robię programowania na tenże piękny dom . Tu mnie się coś nie zgadza ;> Ja już tak mam że muszę wszystko rozebrać na kawałeczki żeby zrozumieć
Avatar użytkownika
Świetlista
 
Posty: 235
Dołączył(a): 18 cze 2016, o 20:35
Podziękował : 464 razy
Otrzymał podziękowań: 46 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez Scarlett » 29 kwi 2020, o 12:56

Będąc pogodzonym nie oznacza, że nie musisz czegoś robić. Przecież ja nie powiedziałam, że nie "chce mieć męża i dzieci", tylko że moje doświadczenie z poprzednimi partnerami sprawiły, że nie miałam na to ciśnienia, zniechęciłam się i pogodziłam z tym, że "pewnie i tak nikogo nie poznam". Ale nie oznacza, że to kładziesz laskę na swoje pragnienie, bo ona w środku w sercu jest. Po prostu spuszczasz ciśnienie i nie zależy ci tak na nim. Dlatego zanegowałam skale emocji Hicksów - nie miałam nadziei, byłam zniechęcona a mimo to udało mi się przyciągnąć to, czego w głębi duszy pragnęłam.
Jest różnica między tym co piszesz o domu. bo skoro WIESZ, że w nim nie zamieszkasz to WIESZ. Ja nie powiedziałam, że WIEM, iż bedę sama, tylko że się z tym pogodziłam. Mało na forum pisałam o swoich nieudanych związkach? Programowanie zrobiłam sobie rekreacyjnie, bo programowan robię dużo i przede wszystkim najpierw testuje na sobie zanim się z kimś podzielę. Być pogodzonym nie oznacza, że czego nie chcesz. tylko że godzisz się z tym, że możesz tego nie mieć, a mimo to być szczęśliwym. Nie masz potrzeby i parcia, tylko czyste pragnienie.
Edit: mówiliśmy o róznicy między odpuszczeniem a przyzwoleniem.
W CAŁYM CHAOSIE JEST KOSMOS. W CAŁYM NIEPORZĄDKU SEKRETNY PORZĄDEK.
Carl Gustav Jung
Avatar użytkownika
Scarlett
 
Posty: 3431
Dołączył(a): 11 gru 2015, o 00:11
Podziękował : 525 razy
Otrzymał podziękowań: 2247 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez Świetlista » 29 kwi 2020, o 14:10

Aaaa to już rozumiem bo dla mnie (umysłu) pogodzenie jest równoznaczne z rezygnacja
Avatar użytkownika
Świetlista
 
Posty: 235
Dołączył(a): 18 cze 2016, o 20:35
Podziękował : 464 razy
Otrzymał podziękowań: 46 razy

Re: Dlaczego nam się nie udaje? Jak osiągać to co chcemy.

Postprzez lipstick » 11 maja 2020, o 14:54

Dream Walker napisał(a):Nie wmawiaj sobie, ze przyciagasz pecha. Znasz te przypowiesc?

Szczęście czy pech?

Był raz starzec, który miał syna jedynaka i konia. Pewnego dnia koń wyrwał się z zagrody i uciekł na wzgórza.
- Uciekł ci koń? A to pech! - mówili sąsiedzi.

- Czemu tak mówicie? - pytał stary. - Skąd wiecie, że to pech?

I rzeczywiście, następnej nocy koń wrócił do zagrody, gdzie go zawsze karmiono i pojono, prowadząc ze sobą tuzin dzikich koni. Syn gospodarza zobaczył je, wymknął się bocznym wyjściem i zamknął bramę. Nagle mieli teraz trzynaście koni zamiast żadnego. Sąsiedzi usłyszeli dobrą wieść i pobiegli do gospodarza.

- Trzynaście koni! Ale ty masz szczęście! On zaś odparł:

- Skąd wiecie, czy to szczęście?

Parę dni potem jego syn próbował ujeżdżać jednego z dzikich koni; został zrzucony i złamał nogę. Sąsiedzi znów przyszli wygłosić kolejny pochopny sąd:

- Twój syn złamał nogę. To ci pech! Mądry gospodarz znów odrzekł:

- Skąd wiecie, czy to pech?

I rzeczywiście, niedługo potem w okolicy pojawił się dowódca wojskowy i zorganizowano pobór. Wszyscy sprawni młodzieńcy zostali wzięci do armii i wysłani na wojnę, z której nigdy nie wrócili. Zaś syn gospodarza ocalał, bo miał złamaną nogę.



Świetna przypowieść, dziękuję za nią.
Ja kiedyś podobnie jak avada6kedavra wmawiałam sobie pecha. Naprawdę, gdy tylko miałam urlop lub gdzieś wyjechałam, zawsze padał deszcz, nawet w ciepłych krajach! Aż... wreszcie pokochałam deszczową pogodę, teraz śmieję się, że muszę wybrać się do jakiegoś suchego afrykańskiego kraju, to mi podziękują.
Każde niepowodzenie to było "pech". Moja rodzina uwielbia narzekać, mam wrażenie, że sa uzależnieni od narzekania i każde małe niepowodzenie komentują tak, jakby to był koniec świata.
Właściwie od lat uczę się obracać ten pech w szczęście. Uważam, że wszystko w życiu jest po coś.
Kiedyś nie zdałam bardzo ważnego egzaminu, sprawiło to, że nie mogłam kontynuować studiów i zostałam kolejny rok w pracy, która już stresowała mnie i męczyła. Jak się okazało po kilku miesiącach dostałam super ważny projekt, który pozwolił mi na dodatkowy zarobek. Gdybym zdała ten egzamin, nigdy nie dostałabym tej szansy, bo musiałabym odejść z pracy i wrócić na studia.
Plus przy poprawce egzaminu podszedł do mnie chłopak, który chciał ode mnie numer telefonu, później okazało się, ze relacja się rozwinęła. Nie poznałabym, gdyby nie ta poprawka, bo był z wymiany zagranicznej a egzamin był ogólnokierunkowy, czyli nie spotkałabym go nigdy na moim wydziale.

Rok temu moja mama umierała w szpitalu. Tak, to był koniec świata. Wyzdrowiała istnym cudem, co opisywałam już na forum. Było ciężko, nie miałam czasu na studia ani pracę, zawaliłam pełno rzeczy i źle odbiło się to na mojej psychice. Teraz myślę, że to niesamowite, że zachorowała rok temu, nie w tym roku. W tym roku nikt by jej nie pomógł, bo wszędzie tylko korona wirus. Dodatkowo w szpitalu zrobili jej ogrom badań i przy okazji wyszły różne choroby. Przy tomografii odkryto guza mózgu. Czy rozpaczam? Nie! Cieszę się, że lekarze go odkryli, bo gdyby nie ta choroba rok temu to mama nigdy nie miałaby robionej tomografii. Guz zdążyłby się rozrosnąć i byłoby za późno na ratunek a tak, wie o nim i może kontrolować go, naświetlać, nie wymaga jeszcze operacji :)

Wszystko w życiu jest po coś! Wierzę w to, że za rogiem zawsze czeka na nas szczęście.

Za ten post autor lipstick otrzymał podziękowania - 7
Anka12, celestia, Dream Walker, Grace, Lilly079, Oleander, Rosa
Avatar użytkownika
lipstick
 
Posty: 43
Dołączył(a): 17 kwi 2020, o 13:19
Podziękował : 8 razy
Otrzymał podziękowań: 51 razy

Poprzednia strona

Powrót do Prawo przyciągania na co dzień

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 9 gości