Pokochaj Siebie!!!

doświadczenia, sukcesy i przemyślenia

Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Renata » 4 gru 2016, o 13:38

Pokochać siebie prawdziwie, to jest pierwszy a zarazem ostatni krok do spełnionego życia. Nie facet! Nie rzeczy, którymi lubimy sie otaczać a które za chwile tracą na ważności! Nic nie zastąpi nam ciepła, które pochodzi od nas samych, tej wewnętrznej pewności, że jesteśmy dla siebie najważniejsi i że dbamy o siebie jak o najcenniejszy skarb <33
Praktyka pp powinna zacząć sie od tych podstaw, to są fundamenty, na których wszystkie techniki będą łatwiejsze do przyswojenia. Bez oporu, bez szamotania sie, bez rozczarowań i żalu...

Pamiętaj: JESTEŚ WAŻNA/WAŻNY! I nigdy o tym nie zapominaj!

Zgodnie z obietnicą postanowiłam zebrać najważniejsze posty dotyczące miłości do siebie w jednym miejscu. Niech nam one przypominają wciąż i na nowo, że jeśli nie obdarzymy siebie tym pięknym uczuciem, to mimo iż ktoś z zewnątrz nam go dostarczy, nie będziemy w stu procentach spełnieni. A wiec... Kochajmy Siebie! <3 <33 <3

renata17031 napisał(a):Może nie tak całkiem na temat, ale pośrednio będzie go dotykać.
Jedną z najważniejszych rzeczy, które chciałabym uzdrowić w swoim życiu, są relacje. Relacje z niektórymi ludźmi, które niestety kuleją, ale przede wszystkim relacje z samą sobą. Wydaje mi się to być najistotniejszy aspekt do "obróbki" :D
Tyle się mówi o milości własnej, a ja ostatnio odkryłam (przynajmniej dla siebie) sposób pokochania siebie bez ograniczeń. Wydaje nam się, że tej miłosci nam nie brakuje, że kochamy siebie, ale w większości ta miłość jest widoczna, kiedy jesteśmy radośni, dobrze się czujemy i wszystko idzie jak z płatka. A co, kiedy jest odwrotnie? Kiedy czujemy się gorsi, nie tak ładni jak byśmy chcieli, nie tak mądrzy, i w ogóle kiedy patrzymy na siebie ze wstrętem i jest nam ze sobą źle?
Jest w nas jakaś nieuleczona część, która domaga się akceptacji. Ja zobaczyłam w sobie skrzywdzone dziecko! Uświadomienie sobie tego było jak eksplozja!
Dziecko, które jest w każdym z nas, pragnie naszej miłości. Jak mamy je odrzucić? Kto je pokocha jak nie my?
To cudowne uczucie, kiedy patrzysz w lustro, dostrzegasz coś, co ci się nie podoba i nagle zdajesz sobie sprawę, że zamiast katować się złymi myślami o sobie, dajesz sobie (a tak naprawdę naszemu wewnętrznemu dziecku) swoją dorosłą dojrzałą miłość, obdarowujesz chory aspekt w tobie uczuciem ciepła...
Kiedy ci coś nie wyjdzie i masz wyrzuty sumienia i ciągle myślisz, jaki to jesteś nieudacznik, to jest ten moment, kiedy nasze nieuleczone dziecko woła: "nie krzywdź mnie więcej, ale przytul, ukochaj!" To naprawdę wyzwoleńcze obdarzać nasze mankamenty, nasze chore myśli, nasze skrzywdzone ego - miłością , taką jak matki do dziecka <33 Wydaje mi się, że taka praktyka na dłuższą metę może uzdrowić nie tylko relacje z sobą i z innymi, ale ogólnie ulepszyć całe życie :kwiatek

Rose napisał(a):O ujrzeniu w sobie tego wewnętrznego dziecka mówiła Beata Pawlikowska w swoim filmiku jak pokochać siebie. I to do mnie trafiło jak nic innego wcześniej. I dobrze, że tu o tym wspomniałaś Renato. Bo tak szukamy siebie i nieraz kręcimy się w kółko, nie wiemy jak zabrać się za to lubienie siebie, a czasem i jedynie akceptację, a tak naprawdę wystarczy spojrzeć na to z innej perspektywy i wszystko staje się jasne :kwiatek

honey1012 napisał(a):Dream, działanie to filar PP ;)

Reniu <3 <3 <3 właśnie miłość do siebie samej jest tym co wciąż u mnie kuleje <3 tak strasznie Ci dziękuję za Twój post <3 I jak najbardziej pasuję do tematu bo miłość własna powinna być pielęgnowana każdego dnia :kwiatek

Rose, muszę obejrzeć ten filmik Beaty Pawlikowskiej ;) coś wiem o irytacji na narzekaczy na około :devil Ale mój sposób na nich uśmiech i w myślach ''pokój z Tobą'' ;) Ostatnio ciężko mnie wkurzyć co dziwi moje otoczenie :dance

honey1012 napisał(a):Ten :)




w drugiej części właściwie to co Reniu napisałaś ;)

Lwiczka napisał(a):
Slonce napisał(a):Jejku Czarnulka, że też temu facetowi udało się Ciebie przyciągnąć do związku, kurcze - czyli wszystko się da, jeśli w porę się nie odetniemy. Miałam podobnie! Tyle, że nie dałam się przyciągnąć do bliższej relacji, zatrzymywałam to na etapie znajomych. Dosłownie czułam energię tego człowieka, czułam jak o mnie myśli, bo mimo, że darzyłam go sympatią - to czułam taki ciężar. Odpychało mnie. Teraz mam podobnie, pewien kolega - sympatyczny, ale nie mój typ, zero chemii. Na początku bardzo się cieszyłam się, że mam znajomego, z którym mogę spędzić czas, gdzieś wyskoczyć, porozmawiać, swobodnie spędzić czas - zwykła znajomość bez jakichkolwiek podtekstów. A teraz okazuje się, że chyba to nie do końca sama sympatia. Jakieś gesty, ciągłe inicjowanie kontaktu, zaproszenia, próby jakichś wyznań. Po jakimś czasie na myśl o nim czułam się przytłoczona. Co najlepsze, nigdy przy tych chłopakach nie próbowałam czegokolwiek udawać, zawsze byłam sobą, żadnych starań, żeby jakoś "dobrze" wypaść :D
Takie jednostronne przyciąganie to bardzo przykre uczucie dla drugiej strony, przytłoczenie, frustracja, odpychanie.

"Był to mój najgorszy, najbardziej toksyczny i chory związek, pełen przemocy... "Niski" kiedy już mnie przyciągnął znęcał się nade mną nie tylko psychicznie ale i fizycznie. Zrobił ze mnie swój "worek treningowy", na którym wyładowywał się za wszystkie życiowe niepowodzenia... A ja czułam się tak bardzo do niego "przywiązana", że nie potrafiłam odejść..."

Oj, kiedyś też byłam w bardzo podobnym związku. Jedno z najgorszych doświadczeń. To była toksyczna relacja, pełna manipulacja, przemocy psychicznej - do dzisiaj nie mogę zrozumieć, co mnie przy nim trzymało. Na szczęście to już za Nami! :sun :kwiatek



Historia Czarnulki i tego "brzydala" jest jedną z mocniejszych, jakie kiedykolwiek usłyszałam :shock: Mnóstwo dała mi do myślenia i dużo uświadomiła na temat ludzi i samej siebie. Może wyjawię, że miałam okazję usłyszeć tę historię na żywo i rozstrzał między Czarnulką z opowieści, a Czarnulką realną, był nie do ogarnięcia.

Czarnulka jest prze-pię-kną dziewczyną, do tego ogromnie życzliwą, ciepłą i inteligentną. I wysportowaną! :kwiatek Dla mnie jest to typ kobiety, która może mieć każdego na pstryknięcie i w życiu bym nie uwierzyła, że taka osoba mogła dać się zbałamucić jakiemuś tam sadystycznemu "brzydalowi". Oj! Dużo wniosków wyciągnęłam z tej opowieści...

Słońce, jeśli chodzi o tzw kumpli, dawno już straciłam złudzenia co do tej funkcji. Całe życie miałam kolegów, którym nie dawałam cienia szansy, a i tak na koniec mi oznajmiali, że tak naprawdę zawsze liczyli na coś więcej. I każdy z nich był wtedy zaskoczony moim zdziwieniem i tłumaczył, że przecież mężczyzna nie będzie się kumplował z kobietą, która go nie pociąga seksualnie. Na tym chyba polega rozstrzał miedzy nami...Kobieta bez problemu zaprzyjaźni się z facetem nieatrakcyjnym, mężczyzna z nieatrakcyjną (dla niego) kobietą już nie...Trochę uogólniam, ale moje doświadczenia ułożyły się akurat tak ;)

Lwiczka napisał(a):
Czarnulka napisał(a):Lwiczko kochana, aż nie wiem co powiedzieć :sun

Bardzo Ci dziękuję za to, co napisałaś, mówiłam już wiele razy, że jesteś wspaniała i potrafisz postawić na nogi nawet w najtrudniejszych chwilach :*


Co do kumpli - ja mam jednego takiego, który nie liczy na nic więcej. Facet jest żonaty i bardzo mnie wspiera w sytuacji z tym moim... Przyciągnęłam go sobie rok temu w ramach doświadczenia i tak został :sun



Nie ma za co, nie ma za co :sun Podzieliłam się po prostu moimi odczuciami, które mogą być przestrogą dla innych. Czyli...dlaczego zaniedbujemy miłość do samego siebie??? Bez tej podwaliny nie zbudujemy NIC...Gdybyś dla przykładu widziała samą siebie moimi oczami, Twoj aktualny "obiekt" przygnałby do Ciebie w try miga! :D

Może kumple żonaci faktycznie działają inaczej, moi byli zawsze kawalerami :D

renata17031 napisał(a):O związkach, o kochaniu siebie ...
Świetne!



:sun

Slonce napisał(a):Świetne przesłanie, to jeden z filmików, który pomógł mi wyjść z jaskini swoich programów :sun
Z jednej strony kochać samego wydaje się banalnie proste, natomiast często jest tak, że ta umiejętność jest w nas głęboko uśpiona. Od najmłodszych lat jesteśmy programowani, że myślenie o sobie jest złe. Często w dzieciństwie kodujemy w sobie krytykę innych, w szkole, w związkach. Wszystkie te toksyny tkwią w nas nieświadomie, a później powielamy schematy w kolejnych relacjach, szukamy kogoś kto nas doceni, kto sprawi, że staniemy się wartościowi. I tak się czujemy, a jak dana osoba odejdzie to i wraz z nią odchodzi całe nasze poczucie wartości. Dajemy innym wszystko to, co mamy najlepszego, a sobie nie dajemy nic. I błądzimy, szukamy kogoś, kto wypełni naszą pustkę i ukoi ten płacz naszego wewnętrznego dziecka. Tyle jest uzależnień od miłości, od danej osoby. Bo sami sobie nadajemy mniejszą ważność.
Strasznie tak błądzić, dlatego ja obiecałam sobie, że nigdy nie będę uzależniać swojej wartości od zachowania innego człowieka <33 To chyba jedna z najlepszych rzeczy, jakie można dla siebie zrobić :sun :kwiatek

Czarnulka napisał(a):
Lwiczka napisał(a): Czyli...dlaczego zaniedbujemy miłość do samego siebie??? Bez tej podwaliny nie zbudujemy NIC...Gdybyś dla przykładu widziała samą siebie moimi oczami, Twoj aktualny "obiekt" przygnałby do Ciebie w try miga! :D

Może kumple żonaci faktycznie działają inaczej, moi byli zawsze kawalerami :D


Nie wiem Lwiczko, od ponad dwóch lat (po tym "Brzydalu") starałam się nad tym pracować. Zaczynałam z naprawdę ogromnymi kompleksami, cały czas czułam się niewystarczająco dobra... Teraz jest trochę lepiej ale dalej dużo brakuje żebym mogła powiedzieć, że kocham siebie...

Przechodziłam już różne etapy, zaczęłam zupełnie od złej strony, kupowałam mnóstwo ciuchów żeby jakoś zatkać "pustkę", jeździłam od fryzjera do kosmetyczki, przyklejałam sztuczne rzęsy, przyznam się, że zrobiłam usta, robiłam bardzo mocny makijaż, nosiłam skąpe ciuchy... Wszystko żeby poczuć się lepiej i zamaskować jakoś ogromne kompleksy... Wiem, że problem siedzi we mnie i żadne zakupy, fryzura, lajki na fb tego nie naprawią... Ale po prostu nie umiem sama siebie przekonać, że jestem coś warta...

I ostatnio czytam książki, artykuły, oglądam filmiki i wszędzie podkreślane jest, że aby być w szczęśliwej relacji trzeba kochać i akceptować przede wszystkim siebie i ze sobą czuć się dobrze... Ale ja niestety nie potrafię...

Ja się chyba już poddaję i kończę tą szopkę z przyciąganiem tego mojego... Nie wiem czy kiedykolwiek szczerze poczuję, że na niego zasługuję...

Przepraszam za tyle negatywnych rzeczy ale ostatnie dni to dla mnie jakiś koszmar i nie umiem się pozbierać.


Co do facetów przyjaciół to zgadzam się w zupełności, ja sama nigdy nie miałam takiego, jak mam teraz - że naprawdę nic nie chce. Wspaniałe jest to, że mogę się do niego przytulić gdy jest mi smutno i wiem, że on traktuje to tak samo jak ja. Było milion sytuacji gdzie wyciągał mnie z dołka, gdzie płakałam mu jak dziecko, gdzie razem piliśmy u mnie w domu i nigdy, nigdy nie zrobił niczego, co mogłoby zepsuć naszą przyjaźń. Jestem niesamowicie wdzięczna, że udało mi się go przyciągnąć :sun

Candela napisał(a):W każdym razie, ostatnio we mnie dokonała się wielka zmiana. Myślę, że to może być zasługa pytań Sereny, które męczę noc w noc ;)
A zmianę widzę na każdej płaszczyźnie. Z miłością przemawiam do mojego ciała, np. dziękuję nogom, że mnie noszą, czasami nawet całusa jakiejś kończynie zaserwuję :D
Moja skłonność do nadmiernego samokrytycyzmu jakoś ulatuje. A kiedy się na nim łapię, to wyobrażam sobie tę małą Candelkę, która przecież chciała dobrze. Jak mogę to bezbronne dziecko chłostać tylko dlatego, że komuś nie spodobało się to, co w swojej naiwności/swawoli, ale jednak z dobrego serca zrobiło?
Generalnie po raz pierwszy z życiu zaczynam rozumieć, co to znaczy kochać siebie i traktować się jak taką właśnie ukochaną osobę. I to jest naprawdę cudowne uczucie :)

Lwiczka napisał(a):No właśnie! Wszystkie puzzle pasują do siebie idealnie...Nie czujesz, że zasługujesz na tego faceta w pełni, ponieważ nadal lecisz na wibracjach, które zaszczepił Ci "Brzydal" (niech mu będzie z dużej litery :mrgreen: ). I droga Czarnulko, słusznie zauważyłaś, że żaden tunning ciała, żadne lajki i komenty nie wypełnią tej pustki. Ba, nawet stado najlepszych gatunkowo adoratorów tego nie uczyni, ponieważ działanie musi iść od środka, nie od zewnątrz.

Podam przykład. Mój ;) Już gdzieś tu pisałam, że przez długie lata zmagałam się z zaburzeniami odżywiania. Zaburzenia odżywiania są klasycznym objawem pustki emocjonalnej, którą trzeba "zajeść" i permanentnym objawem braku miłości do samego siebie. Osoby kompulsywne dodatkowo są znakomitymi aktorami, potrafią zgrywać roześmiane i atrakcyjne, a wynikły z tego rozstrzał pomiędzy kreacją, a spychanym cieniem, redukują jedzeniem. Koszmarny krąg i nikomu takiego nie życzę, brrr...

Pewnego dnia uznałam, że sama się nie ogarnę i potrzebuję jakiegoś klucza, toteż udałam się na terapię. Chodziłam tam tylko dwa miesiące i właściwie niewiele mi to dało, ale dowiedziałam się o sobie jednej rzeczy. Że największe napięcie i poczucie wstrętu do siebie łapało mnie zawsze wtedy, gdy ktoś mnie komplementował albo wyznawał mi miłość. Wprost nie mogłam tego znieść, tak duży był rozdźwięk między tym, jak widziałam siebie, a tym, jak widzieli mnie inni. Szczególnie dobijało mnie, kiedy ktoś proponował mi sesję zdjęciową (miałam spore szczęście do propozycji modelingowych). Po prostu byłam przerażona, że ci fotografowie dali się nabrać, oni myślą, iż jestem zjawiskowa, a przecież czuję się nieciekawa (i gruba), co wyjdzie w końcu na jaw i jak ja to wtedy przeżyję. Więc znów jedzenie jako ucieczka. W owym czasie żadne inwestowanie we własną powierzchowność, żadne upajanie się powodzeniem na imprezach nie łatało tej dziury...Czułam się gorzej i gorzej!

Piszę o tym nie tylko z racji Czarnulki, która jest (moim zdaniem, do czasu :sun ) zablokowana na własne piękno i magię <3 I słusznie zauważa, że super włosy czy zakupy w tym nie pomagają, a stanowią raczej odskocznię.

W tym tygodniu dowiedziałam się, że popełniła samobójstwo pewna osoba, która od dłuższego czasu zajmowała się samorozwojem. W dodatku miała znakomite, REALNE efekty, samą metodą dziękowania (którą uwielbiam) przyciągnęła fortunę, do tego wszędzie pisała posty o tym, jak to można mieć wszystko, jak Źródło nas kocha, jak cudownie jest żyć...A tu nagła śmierć i wierzcie mi, poruszenie jest teraz równie wielkie, jak po samobójstwie Bożeny Figarskiej (wykładowczyni Silvy, u której byłam na moich pierwszym wykładzie o PP), ponieważ jak ugryźć takie rzeczy u osób kreujących się na ludzi radosnych i "przepracowanych" pod względem podświadomości?

Właściwie nie chciałam o tym wspominać na forum, by nie siać defensywy i lęków typu: "Zajmowanie się PP jednak szkodzi i prowadzi do śmierci". Spokojnie, Prawo Przyciągania jest cudowną rzeczą i jak to mówi Abraham: "Działa cały czas, czy chcesz czy nie" :D Chciałam tylko zwrócić uwagę, by uważać z kreowaniem samych siebie. Nie może być tak, że czuję ciężar w środku, a na zewnątrz staram się wejść w rolę osoby pozytywnej i pełnej mocy. Takie działanie, udawanie niczego nie zmieni, a wręcz spotęguje wahadło. Jeżeli ja wypieram własne słabości, swój cień (który ma każdy), on będzie rosnąć i ściągać mnie w dół. Proporcjonalnie do tego, jak dobrze będę udawać, że jest wspaniale.

Najlepsze działanie to: rozpoznać blokadę i pokochać ją, a właściwie rozpuścić w miłości. Wtedy zniknie na dobre <3 Poczuć wysokie wibracje, a nie udawać ich tylko na zewnątrz. I nie uciekać przed cieniem :sun

Nie ulegać emocjom, być w TiT...to się da wypracować! <3

Czarnulka napisał(a):Lwiczko, cieszę się, że o tym napisałaś, bo ja do tej pory zmagam się z problemami z odżywianiem. Kiedyś trzymałam się naprawdę zdrowej diety - pięć posiłków dziennie, dobrze zbilansowanych, o tych samych porach. Po Brzydalu wpadłam w bulimię, bałam się przytyć ale miałam niepohamowany apetyt... Teraz jestem na etapie walki o równowagę na tym polu, jednak zdarzają się nadal dni, że nie jem nic, a później nadrabiam, mam wyrzuty sumienia, że zjadłam za dużo... Na szczęście coraz rzadziej...

Ogólnie u mnie jest już znacznie lepiej niż było jakiś czas temu, kiedyś opisywałam w tym wątku swoją historię żeby pokazać Emilce, że ze wszystkiego da się wyjść i chociaż trochę poprawić swoją sytuację. Jednak w moim przypadku zatacza to koło i moja samoocena i nastawienie do samej siebie w ogromnym stopniu zależne są od tego jak wygląda moja relacja z Nim. Wiem, że to jest efekt po-Brzydalowy ale wszystko przeniosłam na ten związek. Kiedy wiosną wrócił z milionem komplementów i była między nami ogromna chemia ja czułam się wspaniale. Wróciłam na dobry tor, jadłam odpowiednio, trenowałam regularnie, wysypiałam się, a patrząc w lustro byłam zadowolona. Ale wrócił właśnie kiedy czułam się dobrze, bo przyjaciel naprowadził mnie na właściwą drogę i krok po kroku pomagał zbudować pewność siebie. Później odkreowywałam relację, zaczęło się sypać, na jakiś czas zniknęła intymność i w mojej głowie znów pojawiły się myśli, że na niego nie zasługuję, że może mieć lepszą, że na pewno jego była jest ładniejsza, fajniejsza, że pewnie za nią tęskni. I to jest właśnie to, o czym Lwiczka napisała - potrafimy to ukryć. Nikt nie wiedział jak się czuję, zresztą ja sama nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, bo przecież dużo się śmiałam, bo przecież wychodziłam do znajomych, świetnie bawiłam się nad morzem, itp. Nie siedziałam tylko w domu i nie jadłam... Najgorsze jest to, że naprawdę można samą siebie oszukiwać, zakładać maskę i wmówić sobie, że jest dobrze, a później wychodzi to z kilkakrotnie wzmożoną siłą - tak jak teraz u mnie.

I macie rację ze wszystkim co piszecie.

Przede wszystkim to jak my odbieramy siebie jest zupełnie różne z tym jak inni odbierają nas. Poznałam Lwiczkę jakiś czas temu, jak tylko otworzyła mi drzwi i ją zobaczyłam to pomyślałam sobie "Wow, jaka piękna". Wspaniała figura, dłuuuuuuugie nogi, przeurocza, śliczna buźka i do tego takie ciepło z niej bijące :sun . Rzadko zdarza mi się tak kimś zachwycić, naprawdę. W życiu nie uwierzyłabym, że taka cudowna osoba mogła mieć jakiekolwiek kompleksy i czuć się źle ze sobą.

Ja w tym momencie muszę chyba posiedzieć sama ze sobą albo udać się po pomoc i pozbyć się tego poczucia niższości i bezwartościowości, które zaszczepił mi Brzydal. Przez ciągłe porównywanie mnie do byłej, opowiadanie jak jest wspaniała, o ile lepsza, mądrzejsza, itp. spowodował, że nawet w relacji z tym właściwym od samego początku czułam się niepewna i byłam zazdrosna o jego byłą sprzed kilku lat, z którą czasem pisał... I tak się zaczęło nam sypać za pierwszym razem, i tak samo posypało się po wakacjach... I nawet teraz jak zapewniał mnie kilka dni temu, że jestem piękną, wartościową osobą, że mu na mnie zależy to wszystko, co mówił poddawałam w wątpliwość i po prostu mu nie uwierzyłam. Bo nie uważam się za wartą zainteresowania takiego faceta... Bo przecież skoro dla Brzydala byłam "za słaba", jak to często określał, jak mogę być odpowiednia dla takiej osoby... Chyba właśnie zdałam sobie sprawę, gdzie leży problem. Dziękuję Kochane za naprowadzenie i bardzo cieszę się, że ten temat zszedł na taki tor, bo wiele rzeczy mi uświadomił.

Spróbuję tego sposobu, o którym napisałaś, Candela, żeby odczuwać wdzięczność za miłość, którą ja darzę jego. Może to też przyniesie mi ulgę i spojrzę na to inaczej niż dotychczas, może przestanie być to takim ciężarem dla mnie :kwiatek


Blau napisał(a):Bo to tak jest. Najważniejsze żebyśmy kochały siebie i podobały się same sobie. Ja mam wiele wad, nie podobają mi się niektóre aspekty we mnie, ale na nich się nie skupiam. Koncentruje się na tym co mi się podoba w sobie. Mimo tych wad kocham siebie. Oczywiście jak miewałam doły to spadało wszystko, ale kiedyś zrobiłam doświadczenie. Przed snem gadałam do siebie, że jestem wartościowa, piękna i zgrabna, następnego dnia rano to samo. Do pracy szłam wyprostowana z podniesioną głową. Efekt? Każdy facet zwracał uwagę.
Ostatnio po jednym Reni, o kochaniu siebie doszłam do wniosku, że tak na prawdę moje ciało jest sobie bo jest. Nie zajmuję się nim jakoś nadzwyczaj czule, nie poświęcam wystarczająco czasu, a przecież to z nim spędzam cały czas i zasługuje na moją uwagę. Dla mnie samej, nie na pokaz dla facetów. Dlatego postanowiłam poświęcać mu więcej czasu i uwagi :)

Prawda jest taka, że to od nas zależy jak będziemy postrzegane przez innych. Jeśli uważamy się za cudowne i wspaniałe to tak będą myśleć o nas inni, w tym faceci. Przecież widzimy na ulicy pary, piękna kobieta i mało urodziwy facet, i kobieta średniej urody z największym przystojniakiem :) Oni mają ogromną pewność siebie :) <3

Wiem, że to trudne ale życzę Ci Czarnulka abyś uwierzyła w siebie, zakochała się w sobie :) <3 Lwiczka mówi, że jesteś piękna, uwierz w to, a wtedy świat będzie u Twoich stóp :) :przytul:

Slonce napisał(a):
renata17031 napisał(a):Zastanawiam się, dlaczego łatwiej jest nam pokochać innych niż siebie?
Oddajemy innym część swojego życia, masę myśli i uczuć, zapominając przy tym o sobie, choć paradoksalnie robiąc to dla siebie. Ktoś, zamiast nas samych, góruje w naszym życiu, dominuje czasem po stokroć, wnosząc w naszą egzystencję niepewność, lęk i powodując całkowite zatracenie w tej "relacji".

Dziwne, że nie umiemy tak szaleć na swoim punkcie :D Byłoby nam łatwiej, bo nie byłoby pustki, którą rzekomo inni potrafią wypełnić. Nie uczą nas miłości własnej w szkole, a szkoda, bo to jest podstawa jak alfabet...


Myślę, że łatwiej nam jest pokochać innych, bo wydają nam się bardziej atrakcyjni, fascynujący, prawie idealni. Bo nie słyszymy ich myśli, skrywanych obaw, własnej krytyki. Przeważnie wobec siebie jesteśmy bardziej krytyczni. Jeśli ktoś nam się podoba to najczęściej patrzymy na tą osobę przez różowe okulary, a to tym bardziej potęguje jej atrakcyjność. Przeważnie przy porównywaniu się z innymi, nasz umysł stara się postawić nas na słabszej pozycji, bo X osiągnął to, a Y jeszcze coś innego. I tak tworzy się błędne koło, w którym czujemy się źle, ale nie bardzo wiemy, którędy z niego wyjść. A droga jest prosta - poprzez nauczenie się tej miłości do siebie <33 Powoli, krok po kroku, z daniem sobie szansy na różne potknięcia, na własne słabości, na bycie SOBĄ. Można i na pewno się da. Bo bez troski o samego siebie, nawet jeśli przyciągniemy idealną dla nas miłość - to nie ma gwarancji, że nasza pustka nie sprawi, że związek będzie zdrowy ;)
Cieszę się, że w tym wątku został poruszony ten aspekt, bo sama sobie uświadomiłam kilka rzeczy. Może gdybyśmy najpierw same siebie obdarzyły miłością, to i te przyciągania miłości, facetów, relacji - byłyby zgoła inne. Ale lepiej późno niż wcale :kwiatek <3

Czarnulka napisał(a):Moim zdaniem piękno jest właśnie tak, jak napisałaś, w środku, nie na zewnątrz. Znam mnóstwo osób, które wcale nie są modelkami, nie mają wspaniałej figury, a są szczęśliwe i czują się ze sobą dobrze. Narzeczona mojego kuzyna ma rozmiar XXL, a on jest niesamowicie przystojny. Stanowią idealną parę, ona jest pewna siebie i przez to atrakcyjna, nieświadomie przyciąga. Cała rodzina ją uwielbia, dlatego, że ona uwielbia siebie.

Uwierzcie mi, że bardzo często milion zdjęć na fb, instagramie, najmodniejsze, drogie ciuchy i cała ta otoczka jest po prostu maskowaniem kompleksów i próbą udowodnienia sobie, że innym się podobamy... Ale to działa na takiej zasadzie, jak pisała wcześniej Lwiczka, im więcej jest na to dowodów z zewnątrz, tym bardziej osoba, która nie akceptuje siebie się zamyka i pogrąża w tym wszystkim...

Wydaje mi się, że to wcale nie los jest przewrotny tylko wpajane nam od dziecka programy. Jeżeli rodzice od małego mówią córce, że jest wspaniała, mądra, śliczna, wartościowa to ona taka się czuje. Jeżeli ma potwierdzenie tego wśród znajomych, przyjaciół to "rośnie w siłę". Co może to zmienić? Często to środowisko pokazuje Ci, że nie jesteś wystarczajaco dobra... A w moim przypadku był do Brzydal, bo na innych ludzi zawsze byłam odporna.

I wszystko, co mamy wpajane przez lata potrafi runąć przez jedną, dwie osoby, które wydają nam się bliskie... Niestety to tak działa, znam wiele przykładów, które to potwierdzają... Nikt nigdy nie nauczył nas tak naprawdę, szczerze kochać siebie. Dlatego kochamy bardziej innych i z ich zdaniem liczymy się bardziej...

Dobrze, że przynajmniej po jakimś czasie potrafimy to sobie uświadomić i możemy zacząć to zmieniać :sun

Czarnulka napisał(a):Blau, przepraszam, umknął mi jakoś Twój post, chyba przez to, że mam taki kocioł w pracy dziś.

Bardzo Ci kochana dziękuję za rady, też muszę więcej uwagi poświęcić sama sobie, swojemu ciału. Zaniedbałam je sama strasznie i w ogóle go nie zauważam, przez to poczucie niechęci do samej siebie wolałam zapłacić innym ludziom żeby się mną zajęli...

Jak tak patrzę na to wszystko teraz to dopiero zdaję sobie sprawę co sama sobie zrobiłam i jak bardzo przez myślenie o Nim zepchnęłam siebie na drugi plan... Wszystko co dotyczy mojej osoby zrzuciłam na innych ludzi, przestałam dla siebie gotować, zamówiłam catering, przestałam sama cokolwiek robić przy swoim wyglądzie, po uwagę poszłam do kosmetyczki (ale ma to plusy! została moją koleżanką :P), a wolny czas zabijałam bezsensownymi zajęciami żeby tylko nie myśleć...

Oczywiście dla niego chętnie ugotuję coś dobrego ale dla samej siebie mi się nie chce... Jakie to głupie... Tak jakbym ja nie była warta nawet swojego czasu...

Jak to dobrze, że Wy tu jesteście i potraficie człowieka oświecić <33

Dziękuję wszystkim za to, co napisaliście - chyba w końcu się obudziłam i otworzyłam oczy :sun

renata17031 napisał(a):Fajny filmik, gdzie jest szczegółowo wytłumaczone, skąd sie biorą nasze kompleksy, a przez to brak miłości własnej. Nie będę zakładać nowego wątku, myślę, ze temat dyskusji, jaka ma tu ostatnio miejsce, wiąże sie bezpośrednio z przyciąganiem miłości. To, co tu w tej chwili omawiamy, to są podstawy, o których powinno sie mówić zupełnie na początku, ale ten etap został pominięty, wiec teraz musimy go wdrożyć do naszego życia :sun

Od szóstej minuty jest na temat... :kwiatek

Slonce napisał(a):Chyba wszystkie się rozkręcamy :sun

Wiecie, dzisiaj coś wspaniałego poczułam! Po tych wszystkich cudownych postach i telepatycznemu wysyłaniu miłości (a jakże dzisiaj to nawet spróbowałam) – wypełnia mnie taka BŁOGOŚĆ <33 I co najlepsze, niczego od tej osoby nie chcę, nie mam ukrytych zamiarów, oczekiwań. Wysłałam miłość, bo poczułam taką potrzebę, strasznie fajne uczucie lekkości i takiej akceptacji wszystkiego :sun
Weszłam też w stan alfa i próbowałam poczuć tą miłość do samej siebie, aż inaczej się patrzy na siebie choćby w lusterku. Tak jakby te wszystkie osądy i inne punkty widzenia nagle stały się bezbarwne.
Spróbujcie ;)

Slonce napisał(a):Jeszcze jest jedna rzecz, którą miałam już wcześniej napisać. Mianowicie ta często wspominana miłość do siebie. Kochasz siebie. Wiesz i masz pewność, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Uważasz, że jesteś wystarczająco wartościowa, żeby On Cię pokochał. Zresztą, jeśli sama kochasz siebie to dlaczego masz się obawiać, że ktoś Cię nie pokocha? Kochasz siebie to automatycznie nie potrzebujesz wypełnić tej pustki wewnątrz. A jak nie potrzebujesz to nie masz poczucia braku. Ludzie, którzy sami siebie darzą miłością nie mają obaw, że ktoś ich zostawi, że zdradzi. Bo mają świadomość, że pali się w nich ich własny płomień, że nie muszą zasilać się energią innej osoby. Nie muszą, ale chcą. Bo to ich wybór, bo jest im dobrze z danym człowiekiem, a nie że muszą go mieć. To jest ze sobą połączone i to prawda, że od miłości do SIEBIE wszystko się zaczyna <33 Ile można by uniknąć cierpienia, ile toksycznych relacji można by wcześniej zakończyć zamiast trwać w nich jak w matni.
Od razu zaznaczam, nie jestem ekspertką – bo sama jeszcze nie kocham siebie bezgranicznie, ale jestem tego wszystkiego coraz bardziej świadoma. Teraz jest o wiele łatwiej wszystko zrozumieć i to nawet nie z poziomu umysłu tylko z serca. Ja już nie czuję przymusu, żeby być z tym konkretnym facetem. Ma szczególne miejsce w moim sercu i zawsze będę chciała, żeby był szczęśliwy, ale nie ma we mnie tego warunku, że musi być ze mną. A gdybyście wcześniej mnie znali to na pewno dałoby się wyczuć tą ogromną presję i ważność, którą nakładałam na tą relację. Nawet dopuszczam do siebie myśl, że mogę być z innym mężczyzną, że mogę się w nim niesamowicie zakochać i też będę szczęśliwa :D


Tu kilka starszych postów, które znalazłam:
Calcifer napisał(a):Kilka cytatów Osho :

" Jeśli ktoś nie pokocha samego siebie, nie będzie w stanie pokochać innych. Jeśli nie będzie szanować siebie, nie będzie szanować innych.
Właśnie dlatego wasza miłość jest sztuczna, a wasz szacunek - nieautentyczny. Nie szanujecie bowiem samych siebie. Jak więc możecie szanować innych ludzi?! Jeżeli nie narodziła się w was miłość, nie może promieniować na innych. Najpierw musicie stać się światłem dla samych siebie, a wtedy wasze światło zacznie się poszerzać i dotrze do innych."

renata17031 napisał(a):
xlimonka napisał(a):Zdradźcie mi więc ten cały sekret, jak pokochać siebie? :p


Myślę, ze na miłość do siebie samego składa sie wiele czynników.
Akceptacja, wybaczenie, szacunek do siebie, pozwolenie sobie na popełnianie błędów, i wiele wiele innych.
To nie jest tak, ze stoisz przed lustrem i mówisz sobie: "Kocham cie". Same słowa niewiele zmienia w twoim wnętrzu. Zresztą pokochanie siebie to proces, to nieustanna praca nad sobą... To nie przyjdzie w ciągu jednego dnia czy w wyniku pięknych słówek pod naszym adresem.
Chyba prawdziwe rozpoznanie tego, KIM JESTEM, jest dobrym początkiem, by w choć w małym stopniu przestać siebie zadręczać, krytykować, negatywnie oceniać. Każdy sam musi odkryć w sobie cząstkę Boga, a stad juz niedaleko, by obdarzyć miłością nie tylko siebie samego, ale wszystko dookoła :)


dream75 napisał(a):Poniżej post ze strony http://www.eioba.pl/a/51kk/czy-bog-jest-kobieta

Tylko komu zależy, żebyś rozwijał w sobie miłość do siebie? Od lat o tym piszę, to oprócz tych kilkuset moich wiernych czytelników, reszta uważa mnie za nienormalnego i wariata. No bo jak można kochać siebie? Jak można się czule traktować, doceniać, szanować? To grzech! Narcyzm! Egoizm! Rasizm! Seksismz! Antysemityzm! Trzeba zajmować się innymi. O, to jest dobre... zapomnieć o swojej duszy, i zapierdalać na innych. Dobre! Pójdziesz do nieba za to!

Jesteś pewien że wysługiwanie się innym, a ignorowanie własnej duszy jest dobre? Że po to Bóg dał Ci duszę, żebyś ją ignorował, nie wychowywał jej?

dariaanna napisał(a):
Clearance napisał(a):
renata17031 napisał(a):Dla mnie to nie jest bez sensu. Oni wszyscy mówią o tym samym, tylko czasem zbyt skomplikowanym językiem. W sumie chodzi o jedno: to, czego szukasz, już jest w tobie. Tak jak Santiago z "Alchemika", który udał się w drogę by odnaleźć skarb. Zatoczył koło, przeżył wiele przygód po drodze, szedł za głosem serca, ale skarb okazał się być już na początku tej długiej drogi.
Może jedyne, co mnie w duchowości jeszcze trochę drażni, to właśnie kładzenie nacisku na omijanie życia, na to że mamy stać się nadludźmi, którym nic do szczęścia nie potrzeba oprócz nedytacji ;)


W sumie chodzi o jedno: to, czego szukasz, już jest w tobie -> lepiej bym tego nie ujął :)


Podaj jakiś sensowny przykład z życia :D jakbyś mógł : )

Calcifer napisał(a):Daria, takim przykładem jest miłość. Ludzie szukają jej na zewnątrz ale nie znajdą jej dopóki nie odnajdą miłości w sobie. Nie można dać komuś czegoś czego się nie ma. Nie można kochać, nie kochając siebie. A nawet jeśli komuś się wydaje, że nie kochając siebie, kocha to kto kocha? Zastanów się nad tym. Kto decyduje o tym, że kochasz faceta? Kto generuje uczucie miłości? Ty. Jeśli nie miałabyś w sobie miłości, tego myślokształtu czy kształtu tej emocji, jeśli byś nie potrafiła kochać to byś nie pokochała, nie potrafiłabyś gdyby tego w Tobie nie było. Mi się ogólnie podoba Twoje podejście, że trzeba mieć wywalone na jakiś duchowych mistrzów i to jest ZEN. Ale dla mnie to co mówił ten koleś na filmiku to nie jest bezsens. Spójrz, tak samo jest z pieniędzmi, sławą. Np. początkujący aktorzy myślą, że to da im szczęście a potem są przypadki że popełniają samobójstwa, bo okazuje się że jednak szczęście nie przychodzi z zewnątrz. Nie pojawia się wraz z pieniędzmi, błyskotkami, sławą itp. A żebrak który nie ma nic, mówi że jest szczęśliwy. Ludzie szukają szczęścia ale nie znajdą go jeśli nie mają go w sobie.

Możecie pisać w tym temacie wszystko, co dotyczy pracy nad miłością własną i wszelkich praktyk, jakie stosujecie :kwiatek
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowania - 7
Black, Czarnulka, Karla, Lwiczka, mrO, Scarlett, TheMe
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3360
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 609 razy
Otrzymał podziękowań: 764 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Lwiczka » 4 gru 2016, o 14:46

Świetna robota, Reniu :sun

Jak ktoś nie przerobi tego bazowego etapu, to nawet nie ma się co brać za świadomie przyciągnie...Owszem, można przyciągać wspaniałe manifestacje, ale nie kochając samego siebie, one tylko będą pogłębiać poczucie pustki...

Stąd właśnie owa słynna depresja ludzi bogatych, pieknych i popularnych.

Za ten post autor Lwiczka otrzymał podziękowania - 3
Czarnulka, Renata, TheMe
Avatar użytkownika
Lwiczka
 
Posty: 520
Dołączył(a): 27 cze 2016, o 22:42
Podziękował : 336 razy
Otrzymał podziękowań: 361 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Renata » 4 gru 2016, o 15:09

Dokładnie, Lwiczka :sun
Właśnie na podstawie przykładów takich ludzi możemy wysnuć proste wnioski. To powinno dać nam do myślenia, że ta zewnętrzna otoczka, cały ten blichtr to tylko iluzja, w jakiej kąpią się ci ludzie. Przecież oni mają wszystko! Jak można siebie nie kochać kiedy jest się pięknym, sławnym i bogatym? To są doskonałe warunki, czyż nie...? Chyba jednak nie, skoro ci ludzie wciąż poszukują coraz to nowszych doznań, skoro ci ludzie nieraz się staczają popadając w narkomanię czy alkoholizm. Poszukują szczęścia, miłości i akceptacji świecie zewnętrznym, a coś w środku niezaspokojone woła o pomoc...
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI

Za ten post autor Renata otrzymał podziękowania - 3
Czarnulka, Lwiczka, TheMe
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3360
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 609 razy
Otrzymał podziękowań: 764 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez PrettyOne » 4 gru 2016, o 15:23

A ja przypomnę rzecz oczywistą, ale jak to z rzeczami oczywistymi bywa, często się o nich zapomina ;) , a mianowicie z miłością własną nierozerwalnie związana jest kwestia przyzwolenia, tak często mylonego z odpuszczeniem. Kiedy kochamy siebie czujemy, że zasługujemy na wszystko co najlepsze, wiemy że jesteśmy godni realizacji naszego marzenia, a co za tym idzie, pozwalamy sobie na szczęście. Pozwalamy, by coś się pojawiło w naszym życiu. Brzmi banalnie, ale czy nie jest tak, że mając przeróżne marzenia, a to posiadanie dużych pieniędzy, a to ukochana osoba u boku, no wiadomo, gdybyśmy przez chwilę pobyli ze sobą zupełnie szczerzy, to czy czasem nie przebiega przez głowę taki cień myśli: „No tak fajnie, ale gdzie ja do takiego życia?”, albo: „Czy jestem dla niego wystarczająco dobra? Może powinnam popracować nad tym tłuszczykiem. Jak będę taka czy owaka, wtedy na pewno będę miała większe szanse.”, bądź: „Hmm, wszystko ładnie pięknie, ale niby jak to może się w moim życiu pojawić?” I wiele wiele innych. Czasami już na starcie, najczęściej zupełnie nieświadomie, to my sami jesteśmy największą przeszkodą w realizacji naszego pragnienia, a tak naprawdę ktoś kto kocha siebie, kto jest świadomy swojej wartości, chce dla siebie właśnie jak najlepiej, pragnie dla siebie spełnienia w każdym aspekcie swojego życia. A zasługuje na to KAŻDY, tylko nie każdy sobie na to pozwala.

Za ten post autor PrettyOne otrzymał podziękowania - 4
Czarnulka, Lwiczka, Renata, TheMe
Avatar użytkownika
PrettyOne
 
Posty: 55
Dołączył(a): 23 cze 2016, o 23:13
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 27 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Renata » 4 gru 2016, o 18:30

Właśnie tak, PrettyOne :sun

Ach ta nieszczęsna walka z samym sobą. Niby akceptujemy to co do nas przychodzi, a tak w głębi duszy ciągle nam coś przeszkadza.

Pokochać siebie to też być wobec siebie szczerym. Nie dać się wciągnąć w jakieś gierki umysłu. Bardziej kierować się sercem niż rozumem. Ktoś może powiedzieć, że serce może zwieść na manowce, ale chodzi o to, by podążać za tym wewnętrznym kompasem, który dla każdego jest inny. Każdy ma swoją drogę, ale ilu z nas podąża cudzą... Dlaczego?
Jak już Zeland tłumaczył, należy znaleźć swój cel i swoje drzwi. To jest ta szczerość i autentyczność, którą jesteśmy sobie winni.
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3360
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 609 razy
Otrzymał podziękowań: 764 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Ania1703 » 4 gru 2016, o 19:00

Od wczoraj zgłębiam temat miłości i akceptacji samej siebie. Czytam, oglądam. I wszystko fajnie, pięknie. Wczoraj kupiłam od mojego szwagra laptopa. Ja generalnie nie potrzebuję komputera, ale była okazja, więc kupiłam. Dosłownie parę minut temu odbyła się taka rozmowa między moją mamą a moją siostrzenicą. O babcia, laptop taty. No teraz to już nie taty tylko Ani. To czemu stoi u Ciebie i go używasz? Bo Ania mi go dała. Widzisz jaka dobra córka? Na to moja siostrzenica zaczęła się śmiać. Moja siostra pyta. Co Cię tak rozśmieszylo? Ania nie jest dobrą córką? Odpowiedź. No pewnie, że nie. Ty jesteś lepsza. Przecież ona nawet męża nie ma. No wiesz. Nikt jej nie chce.
No ręce mi opadły. Taki teścik od wszechświata:-(
Ania1703
 
Posty: 123
Dołączył(a): 6 lip 2016, o 17:42
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 26 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Karla » 4 gru 2016, o 19:11

Droga Aniu :)pozwól być Twojej siostrzenicy w ciasnej skorupie tego świata 3D pozwól jest stać w miejscu i myśleć jak myśli ...Ty wiesz że istnieje świat 5D i wszystko jest możliwe jeśli naprawdę chcesz tego faceta przyjdzie tylko ...czy to jest dla Ciebie najważniejsze?Myślę że ten tekst Cię ni ruszył bo i nie miał czym :) Widzisz mała myśli że nikt Cię nie chciał czyli myślenie jdnotorowe nie biorąc pod uwagę że mogłaś Ty nie chcieć nikogo, Ci którzy byli na Twojej drodze nie pasowało Ci zupełnie,skupilas się na rozwoju zawodowym itp itd...jest masa odpowiedzi a nie tylko jedna :)Pozdrawiam

Za ten post autor Karla otrzymał podziękowanie od
Renata
Avatar użytkownika
Karla
 
Posty: 145
Dołączył(a): 18 cze 2016, o 19:35
Podziękował : 303 razy
Otrzymał podziękowań: 24 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Renata » 4 gru 2016, o 19:22

Dokładnie Aniu, weź sobie do serca co napisała Karla :kwiatek Ludzie tkwią w ciasnych schematach i oceniają innych na ich podstawie. Nie wiem, ile lat ma Twoja siostrzenica, ale jeśli jest osobą dorosłą, to tylko świadczy o tym, że jej sposób postrzegania świata jest dość ograniczony. Owszem, każdy ma do tego prawo, ale Ty, kochana wiesz, że tak to nie działa.
Taki schemat pokutuje jeszcze z tamtego wieku, jest przestarzały i nieaktualny, teraz zamiast starych panien mamy singielki :D Bądź singielką Aniu i czuj się z tym dobrze :sun

Edit.
Zdałam sobie sprawę, że zadałam głupie pytanie :oops: Nikt dorosły by tak nie powiedział.... Ale to znaczy, jak łatwo dzieci przejmują wzorce dorosłych...
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3360
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 19:14
Podziękował : 609 razy
Otrzymał podziękowań: 764 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez PrettyOne » 4 gru 2016, o 19:38

Aniu, a ja radzę Ci zastanowić się, czy Ty sama krytycznie nie patrzysz na brak partnera, a słowa Twojej siostrzenicy nie były wyrazem Twoich skrywanych głęboko myśli na swój temat i kwestii posiadania drugiej połówki. Może podświadomie poprzez brak partnera czujesz się w jakiś sposób gorsza. Oczywiście sama musisz sobie na to odpowiedzieć, a to jedynie moje gdybanie, ale warto przyjrzeć się temu co inni ludzie o nas mówią, jak nas traktują, jak zachowują się wobec nas, bo to odzwierciedla nasze myśli na swój temat, często takie, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać. Warto w duchu podziękować za te słowa, ponieważ z jakiegoś powodu te słowa padły, w jakiś sposób musiały rezonować z naszymi własnymi myślami. Dzięki temu możemy doszukać się w czym tkwi problem.

Za ten post autor PrettyOne otrzymał podziękowania - 2
Lwiczka, Renata
Avatar użytkownika
PrettyOne
 
Posty: 55
Dołączył(a): 23 cze 2016, o 23:13
Podziękował : 10 razy
Otrzymał podziękowań: 27 razy

Re: Pokochaj Siebie!!!

Postprzez Ania1703 » 4 gru 2016, o 19:52

Moja siostrzenica wstrzeliła się w punkt. Pracuję nad zmianą przekonania, że brak partnera czyni mnie gorszą. Ten wątek, moja praca nad sobą, jej słowa. Nie wierzę w przypadki. I nie jestem gorsza :-) teraz to wiem :-)
Ania1703
 
Posty: 123
Dołączył(a): 6 lip 2016, o 17:42
Podziękował : 7 razy
Otrzymał podziękowań: 26 razy

Następna strona

Powrót do Prawo przyciągania na co dzień

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 5 gości