Jak to wszystko pogodzić....

przyciąganie miłości, przyjaciół

Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez DanielCobb » 19 gru 2017, o 15:41

Witajcie,
Trochę zbierałem się do napisania tego postu. Nie wiem gdzie to wkleić bo niby trochę to moja historia życiowa, niby relacje międzyludzkie, niby prośba o poradę. Włożyłem to w „relacje..” ale nie jestem przekonany (ponieważ najbardziej zależy mi na Waszej poradzie). W każdym razie, jeżeli to jest niewłaściwe miejsce proszę o przeniesienie w bardziej odpowiednie.
OK, do rzeczy…. Tak jak pisałem w powitaniach z PP znam się już jakiś czas, w moim życiu wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy które naprawdę pokazały mi że „człowieku, skończ się zastanawiać, to i tak działa”. Ale mam jeden problem, postaram się to wszystko opisać ale ostrzegam że będzie chaotycznie bo jak zacznę się skupiać na formie to mi połowa z głowy ucieknie.

Chcę być sam….
….ale nie jestem.
Mam rodzinę, żonę, kilkanaście lat…najpierw razem, potem obok siebie.
O rany, nie wiedziałem że to będzie takie ciężkie do opisania.
Może napiszę od razu o co chodzi a potem rozwinę myśl.
Chciałbym być sam, ale tak żeby ona, będąc beze mnie, była szczęśliwa. Przeżyliśmy wiele lat, było mnóstwo dobra ale też ogrom zła, złości, braku szacunku. Najpierw z jej strony do mnie, potem coś we mnie pękło i z mojej strony do niej.
Generalnie już nie mam siły, patrzę w lustro i jestem przeźroczysty, mam swoje lata już i chcę jeszcze cieszyć się życiem (i naprawdę nie chodzi mi o kryzys wieku średniego i szaleństwa podstarzałych rozwodników, to nie moje klimaty). Tak jak Black pisała w jednym ze swoich postów: „Kocham siebie”. I ja, oprócz tej miłości od pewnego czasu zacząłem po prostu akceptować to że jestem niedoskonały, popełniam błędy, mam kupę wad (i nie są to jakieś straszne wady, czasami zapominam coś zrobić, czasami leń ze mnie wyłazi, tego typu "problemy"). Świadomość tego że nie jestem doskonały i nie powoduje to „kary chłosty” jest tak cudownym uczuciem że nie da się tego opisać.
W każdym razie nie potrafię sobie wyobrazić nawet tej radości z życia jak ona jest w moim życiu. Chyba wszystko się wypaliło we mnie. Co nie znaczy że „mam ją w dupie”. Tak nie jest. I tu tkwi problem. Mam ogromy zgrzyt w sobie, z jednej strony chcę „się uwolnić” (co za głupie określenie), chcę żyć spokojnie, oddychać spokojnie ale z drugiej strony jak pomyślę że odejdę i ona zostanie sama wtedy włącza mi się taki ból który momentalnie kasuje wszystkie dobre myśli i powoduje że czuję się winny tego że ona będzie cierpieć. A będzie na pewno. To wiem. Nie chodzi o to że mam o sobie tak wysokie mniemanie. Wcale nie. Nie chcę wchodzić w szczegóły ale to wiem.
I znowu zacytuję Black: „nigdy nie wyobrażamy sobie …. że nasze zachowanie mogło być przyczyną czyjegoś smutku” Ja tak nie potrafię. Nie mogę przełamać tego że ja będę przyczyną jej smutku. I naprawdę, uwierzcie mi, to nie są jakieś ukryte pokłady miłości do niej, o których nie wiedziałem a które dają o sobie znać. To nie to. Po prostu, mimo tego że nic do niej nie czuję /łamane na/ czuję złość, bardzo mi zależy na tym żeby ona czuła się dobrze i żeby była szczęśliwa.
Nie chcę rozpisywać się co do szczegółów mojego życia, ale generalnie wygląda to tak że ja poszedłem w pracę, ona w dom. Skończyło się to tym czym zawsze się kończy – ja pracuję, ona siedzi w domu. Ale nawet to nie jest problemem, nawet mi przez myśl nie przeszło żebym mógł ją zostawić samą sobie – nie zrozumcie mnie źle, nie chcę w żaden sposób pompować swojej osoby, nie chcę pokazywać jaki to ja „dobry pan” jestem. Nie. Nie uważam tak i nigdy nie uważałem. Po prostu uważam że za to jak ona się poświęciła, nie może teraz sama zostać, przynajmniej w tym zakresie. Nie chcę mieszkania (mieszkanie ładne w dobrym miejscu w mieście a ja się w nim czuję jak w obcym cudzym zimnym miejscu), samochodu, oszczędności, może to wszystko wziąć, nie będę nigdy uciekał od alimentów, od wsparcia jak będzie tego potrzebować. Po prostu chcę być sam, wolny. Aha, nie mam żadnej koleżanki, ciepłej przyjaciółki, młodszej kochanki, która by mi w głowie zakręciła. Zresztą, nigdy nie miałem.
Jezu, nie wiem czemu to wszystko piszę. Chciałbym jakoś pokazać całe tło tego mojego galimatiasu, tak żebyście mieli w miarę dobry pogląd na to wszystko.

To wszystko powoduje że jak zaczynam wizualizować sobie swoje życie tak jak bym chciał żeby wyglądało od razu ale to od dosłownie po kilku sekundach włącza mi się ten „zgrzyt” i to tak mocno że zaczyna boleć fizycznie. Tak jak Black pisała (przepraszam Black za ciągłe cytowanie, ale naprawdę lubię Twoje teksty), jak jestem czasami w centrum handlowym sam, chodzę sobie bez celu, dosłownie chłonąc dobrą energię (możecie sobie wyobrazić że chodzenie po galerii handlowej pozwala napełniać się dobrą energią?) i w pewnym momencie czuję jak mi dobrze, spokojnie i dosłownie zaraz włącza się poczucie winy i to że jak będę tak miał w rzeczywistości to ona będzie cierpieć.
Wiecie, to jest na tyle duże że czasami chciałbym zniknąć po prostu, wymazać się z tej rzeczywistości, żeby tylko ona o mnie zapomniała i nie była smutna. I nie wiem co mam robić, jak to wszystko ogarnąć. Mam ogromne poczucie winy że cokolwiek zrobię dla siebie ona będzie cierpieć i to będzie moja wina. To powoduje że myślenie o marzeniu kojarzy mi się ze smutkiem i bólem a to, jak wiemy, za dobrze dla tego marzenia nie rokuje…..

Będę wdzięczny Wam za cokolwiek, jakąkolwiek dyskusję.
DanielCobb
 
Posty: 5
Dołączył(a): 9 gru 2017, o 23:38
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez mrO » 19 gru 2017, o 16:01

Czytając to co napisałeś, a przeczytałem to dwukrotnie, cały czas w głowie kręciła mi się jedna myśl: " a może niech on całkowicie odpuści/przyzwól"
Jestem świadomy tego, że "odpuść/przyzwól" to bardzo często słowo łatwe to powiedzenia, tym bardziej jeśli radzi się je innej osobie, a trudniej aby coś z tym zrobić. Osobiście mam 30 lat, więc myślę że to trochę za mało, aby udzielać jakichkolwiek rad osobie z twoim bagażem doświadczeń, ale bardzo często właśnie takie podejście rozwiązywało moje dość tragiczne problemy.
Może i nie jest to dobra rada, dla kogoś z takim problemem jak twój, bo to co może się wydarzyć jest nie do przewidzenia, ale co jeśli przestałbyś myśleć o tym wszystkim ? Bardzo często jest tak, że niezależnie jakikolwiek problem męczył by nas, własnie zapomnienie o nim tworzy najlepsze wyjścia.
Czytałem setki różnych historii zwykłych ludzi borykających się się ze swoimi problemami próbując je rozwiązać poprzez zrozumienie tego co PP ma nam zaoferowania i pamiętam że był facet z identycznym problemem jak twój. Ktoś mu poradził, żeby właśnie przestał myśleć o tym co go dręczy. Za jakiś czas okazała się że sprawa rozwiązała się sama, a on nic nawet nie zrobił. Żona odeszła od niego, zostawiając wszystko co jego.
Change your Personality to change your Reality. :brawo
Avatar użytkownika
mrO
 
Posty: 440
Dołączył(a): 2 maja 2017, o 14:42
Podziękował : 85 razy
Otrzymał podziękowań: 265 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez Renata » 19 gru 2017, o 16:46

Intencje masz dobre, nie chcesz cierpienia bliskiej Ci osoby.
A teraz zobacz, gdzie w tym wszystkim jesteś Ty. Czyje szczęście jest Ci bardziej na uwadze.
Piszesz, że między wami nie ma nic, że wszystko się wypaliło. Jesteś tego pewien? Ale tak na dwieście procent? Jeśli nie chcesz zafundować sobie poczucia winy, to może warto sprawdzić ten ostatni raz, czy tej relacji nie da się uleczyć, czy nie da się wskrzesić uczucia, które przecież kiedyś was połączyło...
Zawsze rozpad związku rani osoby z tego związku, zwłaszcza te, które zostają porzucone. Zastanawiam się, czego bardziej chcesz uniknąć: poczucia winy, które będzie Cię prześladować, czy żalu, jaki będzie odczuwać Twoja żona. Bo jeśli to drugie, to widzę jednak szansę dla waszego związku.

Edit.
Zdałam sobie sprawę, że to ewenement :D Ludzie piszą tu o tym, że nie chcą być sami i pragną przyciągnąć drugą połówkę, i mało kto czuje się super jeśli jest sam. Ty zaś chciałbyś do tej samotności powrócić :roll:
Los sprzyja każdej CZYSTEJ INTENCJI
Avatar użytkownika
Renata
 
Posty: 3408
Dołączył(a): 9 cze 2014, o 20:14
Podziękował : 638 razy
Otrzymał podziękowań: 818 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez soma » 19 gru 2017, o 18:02

Ja widze, ze Twoj problem, Daniel, ma swoje podloze z wypaczonym pojeciem odpowiedzialnosci. Ma to poczatek w dziecinstwie, gdy nie chcemy sprawiac przykrosci mamie, nie chcemy jej zasmucac, sprawiac klopotow...i robimy sie ulegli jej woli. Poswiecamy rozne aspekty siebie, zeby tylko mama byla zadowolona. I ta reakcje zabieramy ze soba w dorosle zycie. Teraz nie jest to juz mama a zona, a reakcja taka sama: poczucie winy jak nie zrobisz tak, zeby ktos byl zadowolony.

To co mozesz teraz zrobic, to po prostu gdy pojawi sie poczucie winy w zwiazku z Twoimi "egoistycznymi" myslami to przyznaj sie do tego: powiedz: czuje poczucie winy. I Poczuj je, nie uciekaj. Poczucie winy to tylko emocja. Ty to czujesz, nie jestes winnym. Spytaj sie co mowi to poczucie winy. Postaraj sie wysuplac zdanie, ktore powoduje to poczucie winy.


Poczucie winy do bardzo upierdliwa emocja gdy nie wie sie jak z nia postepowac. Ona moze ugwozdzic czlowieka, tak jak Ciebie teraz. Nie ma sie wyboru. Poczucie winy nie daje wyboru. Wiec zeby dac sobie wybor, to trzeba przestac sie bac poczucia winy. Wtedy mozna podjac decyzje czy sie chce zrobic tak czy siak.

To co jet tu wazne: nie jestesmy odpowiedzialni za emocje innych. Kazdy musi sam brac odpowiedzialnosc za to co czuje.
soma
 
Posty: 183
Dołączył(a): 6 paź 2017, o 13:45
Podziękował : 64 razy
Otrzymał podziękowań: 75 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez Pozytywna » 19 gru 2017, o 19:14

mrO napisał(a):Czytając to co napisałeś, a przeczytałem to dwukrotnie, cały czas w głowie kręciła mi się jedna myśl: " a może niech on całkowicie odpuści/przyzwól"
Jestem świadomy tego, że "odpuść/przyzwól" to bardzo często słowo łatwe to powiedzenia, tym bardziej jeśli radzi się je innej osobie, a trudniej aby coś z tym zrobić.


Też o tym pomyślałam.Może spróbuj z odkreowywaniem relacji i zobacz co z tego wyjdzie. Ja dopiero zaczynam przygodę z PP ale właśnie odkreowywanie przyszło mi do głowy czytając twój post.
Avatar użytkownika
Pozytywna
 
Posty: 128
Dołączył(a): 24 lis 2017, o 21:45
Podziękował : 47 razy
Otrzymał podziękowań: 10 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez poziomka1 » 20 gru 2017, o 03:44

o rany, jakbym to ja pisała.... dokładnie taka sama sytuacja. Chcę żyć bez męża a on tego nie może zrozumieć. Traktował mnie bardzo źle i we mnie się wszytko wypaliło. On uważa ze chcę odejść bo z mojej złej woli nie chcę mu wybaczyć jego zachowania (niezła próba manipulacji, nie? :) )- tyle ze ja już dawno wybaczyłam, zapomniałam i osiągnełam spokój w tej kwestii. Życzę mu wszystkiego najlepszego, żeby sobie jeszcze z kimś życie ułozył. Próbuję sobie wyobrazić moje nowe życie i już po krótkim czasie pojawiają się wyrzuty sumienia wywoływane przez mojego męża (że rodzina, ze ponad 20 lat małżeństwa, że nie chcę się postarać...) - wiem ze to wszytko manipulacja bo on się boi układania sobie życia na nowo i za wygodnie mu jest w tej sytuacji w której jest i tak na prawdę wcale mu na mnie nie zależy, ale ceni wygodę własnego tyłka.


To wszystko powoduje że jak zaczynam wizualizować sobie swoje życie tak jak bym chciał żeby wyglądało od razu ale to od dosłownie po kilku sekundach włącza mi się ten „zgrzyt” i to tak mocno że zaczyna boleć fizycznie. Tak jak Black pisała (przepraszam Black za ciągłe cytowanie, ale naprawdę lubię Twoje teksty), jak jestem czasami w centrum handlowym sam, chodzę sobie bez celu, dosłownie chłonąc dobrą energię (możecie sobie wyobrazić że chodzenie po galerii handlowej pozwala napełniać się dobrą energią?) i w pewnym momencie czuję jak mi dobrze, spokojnie i dosłownie zaraz włącza się poczucie winy i to że jak będę tak miał w rzeczywistości to ona będzie cierpieć.

ja mam tak samo z tym centrum handlowym - rozumiem Cię doskonale. Co dwa tygodnie jeżdzę do dużego miasta do szkoły i po zajęciach specjalnie kupuję bilet na póżniejszy pociąg zeby pochodzić po centrum. Nic nie kupuję, czasem nawet nie wejde do żadnego sklepu - po prostu chłonę tą energię.
poziomka1
 
Posty: 46
Dołączył(a): 14 cze 2016, o 10:12
Podziękował : 13 razy
Otrzymał podziękowań: 1 raz

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez DanielCobb » 20 gru 2017, o 12:51

Witam wszystkich,
dziękuję za odpowiedzi, wiem że tu nie ma magicznej pigułki którą łykamy i "puf" wszystko jest ok ale i tak cieszę się że piszecie.

mrO napisał(a):jedna myśl: " a może niech on całkowicie odpuści/przyzwól"

Masz rację mrO, tak powinienem zrobić, wiem o tym, tylko że u mnie nie jest tak że ja o tym ciągle myślę. Normalnie to wszystko nie zaprząta mojej głowy, tylko w momentach gdy coś spowoduje że moje myśli kierują się w stronę marzenia wtedy od razu jest "zgrzyt" i poczucie winy. Wiem że muszę nad tympracować

Renata napisał(a):widzę jednak szansę dla waszego związku

ja już nie widzę Renata. I nawet nie napiszę "niestety"...to chyba najbardziej pokazuje jak okrzepnięty jestem z tym wszystkim. Tak jak pisałem wcześniej - to nie są jakieś pokłady miłości tylko po prostu przeżyliśmy ze sobą wiele lat i ona, mimo że sytuacja jest jaka jest, jest mi bliska i nie chcę żeby przeze mnie cierpiała.

Renata napisał(a):Ty zaś chciałbyś do tej samotności powrócić

Tak, chcę powrócić do samotności ale dlatego że przez jakiś czas (dosyć długi mam wrażenie) chcę pobyć tylko z jedną osobą, osobą mi najbliższą - ze mną samym. Chcę żyć dla siebie, robić rzeczy na które mam ochotę. Wiem że brzmi to egoistycznie ale całe życie "ja" było na ostatnim miejscu więc chyba po prostu przelało się.

soma napisał(a):nie jest to juz mama a zona, a reakcja taka sama: poczucie winy jak nie zrobisz tak, zeby ktos byl zadowolony

Masz w 100% rację - to może być to. Od dłuższego czasu nad tym myślałem i też dochodziłem do takich konkluzji. Do tego dochodzi sporo sytuacji i rzeczy z mojego/naszego życia które potwierdzałyby tą teorię.

poziomka1 napisał(a):wiem ze to wszytko manipulacja bo on się boi układania sobie życia na nowo

Też czasami o tym myślę że ona po prostu boi się od nowa zaczynać i panicznie robi wszystko żeby trwać w tym co jest. Ale to i tak nie pomaga mi. Wiesz, w moim przypadku oboje sobie zrobiliśmy wiele zła. Ona nie jest winna a ja ten biedny i pokrzywdzony. Ja również mam mnóstwo syfu na sobie, w sobie i to powoduje że czuję się źle z tym wszystkim. Dużo łatwiej byłoby jakbym był "tylko" pokrzywdzony i poniewierany przez drugiego złego człowieka. Dużo łatwiej byłoby mi wtedy odciąć się od niego. A tak wiem że ja też jestem/byłem złym człowiekiem, wcale nie lepszym niż ten od którego chcę się uwolnić.


Tak się od pewnego czasu zastanawiałem - czy ma sens "łączenie marzeń" w sensie że, tak jak w moim przypadku, tworzę rzeczywistość w której jestem sam, wolny, spokojny I RÓWNIEŻ ona jest szczęśliwa sama/z innym, nie cierpi przeze mnie?
Czy coś takiego to nie "nadużycie" (głupie określenie ale tak mi do głowy przyszło). Próbowałem tak kilka razy i czułem że reakcja mojego organizmu była zdecydowanie lepsza.
Jak myślicie?
DanielCobb
 
Posty: 5
Dołączył(a): 9 gru 2017, o 23:38
Podziękował : 0 raz
Otrzymał podziękowań: 0 raz

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez dinka » 17 sty 2018, o 06:14

Nie jestem ekspertem od PP, sama dopiero się uczę, ale bardzo poruszyło mnie, co piszesz i chciałabym jakoś pomóc. Domyślam się jak Tobie jest ciężko i jak się miotasz. Może na początku dobrze byłoby zastosować metodę małych kroczków. Porozmawiać z partnerką, powiedzieć, że po latach oddania pracy i rodzinie, zgubiłeś siebie, że potrzebujesz trochę przestrzeni dla siebie. Opowiedzieć troszkę o tym, co przeżywasz. Ale tak troszkę, by miała świadomość, co się w Tobie dzieje ( kto wie. może po latach zaangażowania w dom, ma coś podobnego). Powiedź, że np raz w tygodniu chciałbyś mieć wieczór tylko dla siebie. Chciałabym byś przez jakieś drobną rzecz, taki np wieczór wolny dla siebie poczuł choć przez chwilę swoją upragnioną wolność przy jednoczesnym poczuciu akceptacji tego przez Nią. Po to by powstały w Tobie uczucia, do których będziesz mógł się odwołać walcząc o swój większy cel. Nie wiem, czy mój pomysł jest dobry, ale to jedyne, co przyszło mi do głowy. Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki za Twoje powodzenie.
Bądź głosem a nie tylko echem....
Avatar użytkownika
dinka
 
Posty: 54
Dołączył(a): 16 lis 2017, o 14:28
Podziękował : 32 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez violet_vill » 17 sty 2018, o 20:18

Trudno sytuacja, ale całkowicie Cię rozumiem bo sama przeżywam coś podobnego. Jeśli chcesz, odezwij się na priv :)
Może tak być, że za długo zaniedbywałeś siebie i własne potrzeby, dlatego teraz czujesz, że chcesz się uwolnić od drugiej osoby, ale może wystarczyłoby zadbać o własną przestrzeń w związku? Może szczera rozmowa z żoną pomoże, jeżeli wytłumaczysz jej co przeżywasz i to czym chcesz się zająć, jeżeli ona zrozumie jak ważne jest to dla Ciebie. Chociaż czytając to co piszesz, odnoszę wrażenie, że jesteś całkowicie "wypalony" w tym związku i już Ci nie zależy na tym by było lepiej. Jeżeli czujesz się wyczerpany całą sytuacją, to może warto trochę odciąć się od myślenia na ten temat i skupić na sobie, na tym co lubisz i chcesz robić, a wrócić do tematu za jakiś czas?
violet_vill
 
Posty: 77
Dołączył(a): 13 cze 2017, o 17:20
Podziękował : 3 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Re: Jak to wszystko pogodzić....

Postprzez violet_vill » 24 cze 2018, o 10:12

Nie chciałam zakładać nowego wątku, bo myślę, że moja sytuacja jest podobna do tej tu opisanej :)
W jaki sposób można "bezboleśnie" wyjść ze związku, który nas nie satysfakcjonuje w sytuacji kiedy druga osoba nie akceptuje rozstania, nie chce się pogodzić z takim rozwiązaniem?
violet_vill
 
Posty: 77
Dołączył(a): 13 cze 2017, o 17:20
Podziękował : 3 razy
Otrzymał podziękowań: 6 razy

Następna strona

Powrót do Relacje międzyludzkie

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości