Strona 7 z 7

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:02
przez Scarlett
Nie, problem nie znika kiedy o nim nie myslisz jeśli chodzi o emocje. Bo emocje wywoływane są przez myśli. I póki o tym nie myślisz, nie ma emocji. A jak zaczniesz to pojawia się emocja, zaraz po niej przyciągająca wibracja. MYŚL -> EMOCJA -> WIBRACJA.
Czy jeszcze kontynuujemy tutaj ten offtop?

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:05
przez Born1975
No właśnie... przekonania. Czekałem aż ktoś o nich napisze. To one w dużym stopniu są odpowiedzialne za nasze emocje. Dokładnie to zrobił Bandler, zmienił przekonania u tego gościa. Psychoterapeuci babrali się wciąż w emocjach, a rozwiązanie było zupełnie inne. Więc wystarczy zmienić swoje przekonanie, a negatywne emocje zaczną znikać. Skoro o tym wiemy, to róbmy to co działa. To jest proste.

Jeśli matce dziecka uda się zmienić jego przekonania, to one się nie będzie darło. Jeśli kobieta, której związki wciąż się walą zmieni swoje przekonania, to jej problemy też się skończą. Więc sama piszesz, o tym że coś musi się zmienić. I to jest ok. I tak samo jest z emocjami, możemy je zmienić. Ale często by zmienić emocje, to trzeba zmienić przekonania. To jest właściwa droga. I jeszcze raz napiszę, że niekoniecznie rozwiąże to problem sam w sobie, ale ułatwi rozwiązanie tego problemu.

Dobra napisałem już wszystko co chciałem, każdy sobie wyciągnie wnioski sam. Koniec OT.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:07
przez Scarlett
Jeszcze widzę, że niweleta pisze więc pozwólmy jej skończyć myśl.
a tak btw. skoro czekałeś aż ktoś wspomni o przekonaniach to przeczytaj moje posty w których ci odpowiadam, bo pisalam o nich w każdym. 8-)
Nad przekonaniami się pracuje. Przekonania tworzą się z myśli i wydarzeń. Myśli wytwarzają emocje. Naprawdę tak ciężko było po poskładać od początku tylko skupiać się na jednym słowie? Dlatego pracuje się NAD SOBĄ. Jeśli podświadomość szaleje to należy dalej nad nią pracować, a nie uciekać, tak jak radziłaś randowi - "nie tykac gówno bo śmierdzi". Żeby coś zmieni należy mieć odwagę a nie bać się "śmierdzacego gówna".

A w kwestii dzieci i matek to życzę dzieciom takich matek, które będą wbijać im tylko te dobre.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:11
przez niweleta
Born1975 napisał(a):Emocja to zawsze jest reakcja na zewnętrzny czynnik. Jeśli przestanę reagować, to emocja zniknie. Nie oznacza to, że problem przestanie istnieć, ale ja nie będę się czuć źle. A jeśli nie będę się czuć źle, to moje decyzje z dużym prawdopodobieństwem będą lepsze. Przestać reagować można w każdej chwili. Oczywiście łatwo to napisać, a trudno może być wykonać bo.... ale to jest inna kwestia.


Born, to też tak nie do końca. Jeśli ja w głowie sobie wymyślę problem i będę czuła smutek przez ten problem to wcale to nie jest reakcja na czynnik zewnętrzny :)
Emocja jest reakcją, ale za emocją idzie także ładunek energetyczny i reakcja Twojego ciała na tą emocję np. podczas złości napinają się mięśnie szczęki a stres powoduje napięcie górnej części mięśni klatki piersiowej i barków itd. To jest fizjologia. To, że przestaniesz reagować na czynnik zewnętrzny nie oznacza, że napięcia w Twoim ciele też znikną, a za tym ta emocja. To, że dawniej ludzie np. bali się lwa, ich ciało reagowało napięciem i rozładowywali to podczas ucieczki przed lwem. Teraz ludzie boją się np. że stracą pracę, ale nie muszą uciekać fizycznie i tego nie rozładowują. To, że przestajesz na coś reagować, a raczej Twój umysł przestanie to nie znaczy, że ta emocja odeszła. U jednego tak będzie, a ktoś inny będzie to napięcie nosił w sobie i uwidoczniał w innych sytuacjach.
Samo to niereagowanie na czynniki zewnętrzne to dla mnie słaba forma życia. Nie wiem skąd się przyjęło to takie pojęcie że smutek i złość są złymi emocjami a radość jest dobra. Mamy całą gammę emocji i powinniśmy je po prostu czuć. Ja emocje traktuję jako system obronny mojego organizmu fizycznego. Jeśli coś złego mnie spotkało to czuję smutek. Poczuję go, posmucę się, popłaczę i dzięki temu mogę iść dalej. Jeśli ktoś mnie zezłościł to czuję złość, pozłoszczę się, pobije pięściami w poduszkę i idę dalej. Wydaje mi się, że większość problemów bierze się stąd, że ludzie te emocje tłumią i nie pozwolą sobie na nie bo te emocje są jakieś gorsze, złe, niechciane albo "nie wypada płakać" "nie wolno się tak złościć". Albo w drugą stronę: taplają się tylko w jednej emocji, odrzucając inne.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:12
przez rand
Abraham, znani nam z książek Hicksów tłumaczą, że po emocjonalnej drabinie trzeba wspinać się stopniowo, nie można zrobić dużego przeskoku, np z depresji do nadziei. Mi osobiście najbardziej pomaga cierpliwość i świadomość, że będzie lepiej. Trzeba czasu, a każdy mały krok to jeden krok bliżej. Nie potrafię inaczej, ale rozumiem co Born próbuje mi przekazać, ważne jest żeby nie zostawać w tym miejscu.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:24
przez rand
Przede wszystkim nie powinniśmy oszukiwać samych siebie, to najlepsza droga, zaś emocje traktować jako przewodnik.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:25
przez Born1975
Ale ja nie radziłem by uciekać, tylko zastąpić negatywy pozytywami. Kwestia definicji słowa ucieczka. W każdym razie mamy merytoryczną dyskusję i ja się z niej sporo nauczyłem (choć przyznam, że w innej kwestii niż treść tej dyskusji), a skoro ja się czegoś nauczyłem to być może inni też.

Niweleta, co do smutku i innych emocji o których piszesz, to kwestia tego co uznasz ze emocje negatywne. Fajnie się to da wyjaśnić na przykładzie przekonań. Nie ma złych i dobrych przekonań. Są tylko właściwe i niewłaściwe. To samo przekonanie dla jednej osoby będzie pozytywne, a dla drugiej negatywne. Podam przykład. Jest kobieta, która ma przekonanie, że przed 30 powinna założyć rodzinę i urodzić pierwsze dziecko. I tak się dzieje gdy ona ma powiedzmy 28 lat. I jest druga kobieta, która ma to samo przekonanie, ale ona ma już 40 lat i jest bezdzietną starą panną. Dla pierwszej to przekonanie sprawiło, że jest szczęśliwa, a dla drugiej wręcz odwrotnie. I tak samo może być z emocjami. Strach często ratuje nam życie. On nie jest zły, ani nie jest dobry, on w zależności od kontekstu będzie nam służył, albo nam utrudniał życie.

Teraz już naprawdę powinniśmy skończyć OT.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:26
przez Scarlett
Skoro kończysz offtop to skończ, a nie narzucasz kolejne tematy dyskusyjne, np. do niwelety. bo co patrzę, to na zakończenie offtopu jest odpowiedź. Odpowiedź na którą część osób może mieć chęć odpowiedzieć i polemizować.

Re: Częstotliwości solfeżowe (Solfeggio Frequencies)

PostNapisane: 15 lut 2019, o 13:37
przez Scarlett
A jak chcecie dalej o tym dyskutować to przenieś wątek tutaj: viewtopic.php?f=3&t=504
i droga wolna.
Bo za chwilę będzie balagan nie tam gdzie trzeba, a tam gdzie trzeba ktoś nie będzie mógł znaleźć odpowiedzi.