Strona 1 z 2

Modlitwa

PostNapisane: 20 sty 2016, o 09:23
przez Renata
PP jako proces, w którym człowiek chce świadomie kreować swoje wizje i plany, ma wiele wspólnego z modlitwą. Wszelkie praktyki typu afirmacje, wizualizacje, tak naprawdę są odmianą modlitwy. Już nie takiej typowej, wyniesionej z nauk religii, ale bardziej wysublimowanej, gdzie na piedestał wynosimy nie Boga kościelnego, lecz uniwersalną siłę, Wyższą Jaźń, Wszechswiat.
Pomyślałam sobie dzisiaj o Bogu, o tym by znów powrócić do modlitwy jak z dzieciństwa ( swoją drogą to nie wiem, skąd się wzięła we nie ta myśl). I tak przeanalizowałam te wszystkie moje dawne prośby do Boga i procenty, w jakich zostały one spełnione. Hmmm... Nie wiem, kto tu się nie popisał, On czy ja ;)
Dlaczego niektóre modlitwy zostają wysłuchane, a inne jak grochem o ścianę???

http://nauki-duchowe.blogspot.de/2014/1 ... i.html?m=1

Re: Modlitwa

PostNapisane: 22 kwi 2016, o 17:31
przez Renata
Jak powinna wygladąć prawdziwa modlitwa? Co jest siłą sprawczą próśb, które kierujemy do Boga?

http://kochanezdrowie.blogspot.de/2016/ ... ionej.html

Re: Modlitwa

PostNapisane: 23 kwi 2016, o 13:18
przez Born1975
renata17031 napisał(a):Jak powinna wygladąć prawdziwa modlitwa? Co jest siłą sprawczą próśb, które kierujemy do Boga?

http://kochanezdrowie.blogspot.de/2016/ ... ionej.html


Czytałem książkę o której mowa w tym linku i polecam wszystkim :)

Re: Modlitwa

PostNapisane: 16 maja 2016, o 14:47
przez Renata
Przeczytałam "Tajemnice zagubionej modlitwy" i jest tam zawarta odpowiedź na pytanie jak się modlić.
Modlitwa to nie słowa ani powtarzane mantry, lecz uczucia. Modlitwa sercem, a nie umysłem. Modlitwa dziękczynna, nie błagalna. Modlitwa, w której skupiamy się na uczuciach wdzięczności, a nie na braku.

I jeszcze jedna ważna rzecz: błogosławieństwo. Nauczmy się błogosławić to, czemu stawiamy opór, co powoduje że cierpimy. Błogosławić znaczy akceptować to w takiej formie, w jakiej do nas przychodzi. Nie oceniać ani nie osądzać, ale pozwolić temu przejść przez NAS. Jeśli zaś będziemy się temu opierać, te emocje utkną w nas, w naszych ciałach. Życie ma nas przenikać, doświadczenia (jakiekolwiek, zwlaszcza te bolesne) mają nas rozwijać. Nic nie powinno w nas zostawać, każda emocja,uczucie są tylko gośmi, przychodzą na chwilę. Nasze ciało to dom dla prawdziwego Ja, i tylko wtedy pozostanie zdrowe, kiedy rotacja gości będzie odbywać się w płynny sposób :D

Re: Modlitwa

PostNapisane: 5 wrz 2018, o 16:03
przez Renata
Pewnego dnia David, znajomy tubylec, zaprosił mnie na wyprawę do starożytnego kamiennego kręgu, żeby tam wymodlić deszcz. Nie padało już od wielu tygodni i na wielkich obszarach Nowego Meksyku panowała skrajna susza.

– Sam krąg nie ma żadnej mocy. Służy jedynie za miejsce skupienia dla tego, kto zanosi modlitwy – wyjaśnił mi, gdy przybyliśmy na miejsce.

Uważnie przyglądałem się, jak David zdjął buty, wszedł do kręgu i pozdrawił cztery kierunki świata i wszystkich swoich przodków. Potem złożył dłonie jak do modlitwy, zamknął oczy i znieruchomiał. Spowolnił oddech, który stał się ledwo zauważalny, a następnie, po kilku chwilach, odetchnął głęboko. Otworzył oczy, spojrzał na mnie i powiedział:

– Chodźmy, sprawa załatwiona. (...)
– Już? – spytałem. – Myślałem, że miałeś zamiar modlić się o deszcz.
– Nie – odparł. – Powiedziałem, że wymodlę deszcz. Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać...

Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać" – powiedział David. Co zatem robił, stojąc w kamiennym kręgu?

„Wywołałem w sobie uczucie, jakie wywołuje padający deszcz. Poczułem, jak spływa po moim ciele i co czuję, stojąc na placu w mojej wiosce z bosymi stopami zanurzonymi w błocie powstałym od obfitych opadów. Poczułem zapach deszczu na glinianych ścianach domów i doświadczyłem uczucia jak podczas spaceru przez pola kukurydzy, która sięga mi aż po pierś, bo bujnie wyrosła dzięki rzęsistemu deszczowi. Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. Gdy prosimy, by coś się zdarzyło, przyznajemy, że tego nie mamy. I dajemy temu moc. Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę. Odpowiedź Davida była kluczem, który wielu osobom pomógł zrozumieć ten rodzaj modlitwy" – pisze Braden.



To z książki Gregga Bradena. Bardzo trafne nie tylko w odniesieniu do modlitwy, ale do naszych planów i wszelkich założeń, jakie narzucamy sobie w życiu.
Modlitwa w swej pierwotnej wersji wg mnie nie zdała egzaminu. Jeśli prosimy kogoś o coś, to komunikujemy głośno i wyraźnie, że tego nie mamy. Dajemy podświadomości sygnał, że mi tego brak. Brak nie może przyciągnąć obfitości, bo z pustego to nawet Salomon nie naleje. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się dziękować, najlepiej za życie i całokształt. Każdego dnia dostajemy dary pod rożna postacią, czasem ich nie zauważamy, ale one są.

Re: Modlitwa

PostNapisane: 14 wrz 2018, o 11:51
przez The_Saint
Renata napisał(a):
Pewnego dnia David, znajomy tubylec, zaprosił mnie na wyprawę do starożytnego kamiennego kręgu, żeby tam wymodlić deszcz. Nie padało już od wielu tygodni i na wielkich obszarach Nowego Meksyku panowała skrajna susza.

– Sam krąg nie ma żadnej mocy. Służy jedynie za miejsce skupienia dla tego, kto zanosi modlitwy – wyjaśnił mi, gdy przybyliśmy na miejsce.

Uważnie przyglądałem się, jak David zdjął buty, wszedł do kręgu i pozdrawił cztery kierunki świata i wszystkich swoich przodków. Potem złożył dłonie jak do modlitwy, zamknął oczy i znieruchomiał. Spowolnił oddech, który stał się ledwo zauważalny, a następnie, po kilku chwilach, odetchnął głęboko. Otworzył oczy, spojrzał na mnie i powiedział:

– Chodźmy, sprawa załatwiona. (...)
– Już? – spytałem. – Myślałem, że miałeś zamiar modlić się o deszcz.
– Nie – odparł. – Powiedziałem, że wymodlę deszcz. Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać...

Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać" – powiedział David. Co zatem robił, stojąc w kamiennym kręgu?

„Wywołałem w sobie uczucie, jakie wywołuje padający deszcz. Poczułem, jak spływa po moim ciele i co czuję, stojąc na placu w mojej wiosce z bosymi stopami zanurzonymi w błocie powstałym od obfitych opadów. Poczułem zapach deszczu na glinianych ścianach domów i doświadczyłem uczucia jak podczas spaceru przez pola kukurydzy, która sięga mi aż po pierś, bo bujnie wyrosła dzięki rzęsistemu deszczowi. Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. Gdy prosimy, by coś się zdarzyło, przyznajemy, że tego nie mamy. I dajemy temu moc. Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę. Odpowiedź Davida była kluczem, który wielu osobom pomógł zrozumieć ten rodzaj modlitwy" – pisze Braden.



To z książki Gregga Bradena. Bardzo trafne nie tylko w odniesieniu do modlitwy, ale do naszych planów i wszelkich założeń, jakie narzucamy sobie w życiu.
Modlitwa w swej pierwotnej wersji wg mnie nie zdała egzaminu. Jeśli prosimy kogoś o coś, to komunikujemy głośno i wyraźnie, że tego nie mamy. Dajemy podświadomości sygnał, że mi tego brak. Brak nie może przyciągnąć obfitości, bo z pustego to nawet Salomon nie naleje. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się dziękować, najlepiej za życie i całokształt. Każdego dnia dostajemy dary pod rożna postacią, czasem ich nie zauważamy, ale one są.


A co w sytuacji, kiedy chcemy przyciągnąć wartości niematerialne? Na przykład spokój. Chciałbym wieść spokojne życie. Chodzi mi o to, żebym nie musiał się zbytnio martwić i żeby przytrafiało mi się mniej niemiłych niespodzianek. Mam sobie wyobrazić siebie siedzącego na ławce w parku, uśmiechniętego, rozluźnionego i patrzącego w bezchmurne niebo? Wiem, że uważność jest kluczowa. Jednak chodzi mi głównie o to, jak sobie wyobrażać wartości niematerialne, tak aby nie manifestować ich braku.

Re: Modlitwa

PostNapisane: 14 wrz 2018, o 14:24
przez niweleta
The_Saint napisał(a):
A co w sytuacji, kiedy chcemy przyciągnąć wartości niematerialne? Na przykład spokój. Chciałbym wieść spokojne życie. Chodzi mi o to, żebym nie musiał się zbytnio martwić i żeby przytrafiało mi się mniej niemiłych niespodzianek. Mam sobie wyobrazić siebie siedzącego na ławce w parku, uśmiechniętego, rozluźnionego i patrzącego w bezchmurne niebo? Wiem, że uważność jest kluczowa. Jednak chodzi mi głównie o to, jak sobie wyobrażać wartości niematerialne, tak aby nie manifestować ich braku.


A próbowałeś kiedyś medytacji? Nie wyobrażanie sobie niczego, a po prostu swobodny przepływ myśli, nie zatrzymywanie żadnej z nich. Niech przychodzą i odchodzą, bez pakowania w nich emocji i czegokolwiek. Niech tylko przepływają. Nie myślenie o tym, że jesteś spokojny, tylko nie myślenie o niczym. Wtedy wywołać możesz uczucie spokoju i go poczuć naprawdę.
Mi osobiście to bardzo pomogło na mój rozbiegany umysł, ciągłą analizę i zamartwianie się.

Re: Modlitwa

PostNapisane: 14 wrz 2018, o 15:20
przez Renata
niweleta, dokładnie tak!!! Lepszej odpowiedzi na powyższe pytanie nie można udzielić.
Spokój przychodzi wtedy, kiedy nie ma myśli. Lub kiedy wiesz, że myśli, jakie w tobie są, nie mogą ci zaszkodzić.Dlatego dobrze jest od czasu do czasu znaleźć kilka minut, by się odprężyć, by uwolnić umysł od jego zawartości.
Innym sposobem poszukiwania spokoju jest wywoływanie w sobie radości. Np. poprzez miłe wspomnienia lub przez obserwację tego, co nas cieszy.

Ja wiem, że często myśli pochłaniają nas tak bardzo, że to sie dzieje samoistnie. Naprawdę, gdy wiele się dzieje w naszym życiu, nie ma co walczyć z tym, co przychodzi. To minie. Myśli jak wzburzony kurz w końcu opadną. Kiedy już emocje są mniejsze, wtedy przystąpić do działania i poszukać ulgi. Medytacja jest chyba jednym z najlepszych sposobów, jeśli nie najlepszym.

Re: Modlitwa

PostNapisane: 14 wrz 2018, o 15:38
przez Renata
The_Saint, na zmartwienia polecam filmik Mooji. Posłuchaj, co mówi, może pomoże Ci to zmienić perspektywę patrzenia na swoje problemy:

Re: Modlitwa

PostNapisane: 14 wrz 2018, o 19:43
przez The_Saint
Renata napisał(a):niweleta, dokładnie tak!!! Lepszej odpowiedzi na powyższe pytanie nie można udzielić.
Spokój przychodzi wtedy, kiedy nie ma myśli. Lub kiedy wiesz, że myśli, jakie w tobie są, nie mogą ci zaszkodzić.Dlatego dobrze jest od czasu do czasu znaleźć kilka minut, by się odprężyć, by uwolnić umysł od jego zawartości.
Innym sposobem poszukiwania spokoju jest wywoływanie w sobie radości. Np. poprzez miłe wspomnienia lub przez obserwację tego, co nas cieszy.

Ja wiem, że często myśli pochłaniają nas tak bardzo, że to sie dzieje samoistnie. Naprawdę, gdy wiele się dzieje w naszym życiu, nie ma co walczyć z tym, co przychodzi. To minie. Myśli jak wzburzony kurz w końcu opadną. Kiedy już emocje są mniejsze, wtedy przystąpić do działania i poszukać ulgi. Medytacja jest chyba jednym z najlepszych sposobów, jeśli nie najlepszym.


Dzięki ćwiczeniu uważności i tak sporo się zmieniło. Ograniczyłem swoje lęki i codzienność wygląda lepiej. Przyjemniej jest mi spędzać czas ze sobą. Jednak ja chyba nie potrafię się cieszyć. Nie umiem odczuwać radości. Nawet jeśli wydarzy się coś miłego i pozytywnego to traktuję to na chłodno. Najwyżej się uśmiechnę i tyle. Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią nawet skakać z radości, bo tak się cieszą. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby wyzwolić we mnie aż tak pozytywną reakcję. O śmiechu do rozpuku nie wspominając. Na mnie nic nie robi większego wrażenia.